Reklama

Stefan Rozpruwacz

Ten spokojny, nieśmiały mężczyzna, wzorowy mąż i kochający ojciec miał tylko jedno marzenie w życiu - pokroić kobiece ciało.

Barbara Kąkol dorastała w patologicznej rodzinie. Libacje, awantury, pusta lodówka, kłopoty w szkole - tak wyglądało jej dzieciństwo spędzone w jednej z rozpadających się bydgoskich kamienic. Jak każda dziewczynka marzyła o księciu, który zjawi się pewnego dnia i wyrwie z beznadziejnego życia. W końcu się doczekała. Gdy miała 19 lat, poznała Mariusza - inteligentnego, przystojnego chłopaka z porządnego domu. Zawrócił jej całkowicie w głowie. Basia widziała już siebie na ślubnym kobiercu i gromadkę dzieci w świetlanej przyszłości.

Reklama

Dzieje upadku

Kiedy po niespełna półrocznej znajomości okazało się, że jest w ciąży, przyjęła to ze spokojem i bez strachu. W przeciwieństwie do Mariusza, który nie był zachwycony perspektywą ojcostwa. Miał inne plany na swoje życie, związku z Barbarą nie traktował poważnie, a założenie rodziny w ogóle nie wchodziło w rachubę. Odszedł od niej.

Kilka miesięcy później na świat przyszedł Michałek. Urodził się niepełnosprawny, wymagał stałej opieki lekarskiej, wiążącej się ze sporymi wydatkami. Samotna młoda mama nie poddawała się. Mieszkała ze swoim ojcem, który od czasu, jak został dziadkiem, nieco uspokoił się i sporządniał. Pracowała dorywczo i choć oszczędzała każdy zarobiony grosz, z trudem wiązała koniec z końcem.

Kiedy chłopczyk miał dwa latka, Barbara straciła pracę. Przez ponad pół roku szukała innego zajęcia, niestety, bezskutecznie. W końcu coraz większe długi oraz ryzyko utraty dziecka zmusiły ją do desperackiego kroku. Poszła na ulicę. Nie miała olśniewającej urody ani doświadczenia, więc trafiła na sam dół branżowej hierarchii. Zresztą, o luksusowych call girls nikt wtedy nie słyszał, a już na pewno nie w Bydgoszczy. Większość dziewczyn zaczynała albo kończyła, szlifując bruk w okolicach dworca kolejowego. W tym rewirze Barbarę można było spotkać niemal codziennie.

Aż do 11 czerwca 1965 roku, gdy Kąkol po raz ostatni wyszła do pracy. Nigdy już z niej nie wróciła.

Trup w krzakach

Dwa dni później, 13 czerwca około godziny 7.30, Komenda Miejska Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy została powiadomiona o tym, że w lesie w okolicy Bydgoszcz-Jachcice znaleziono częściowo obnażone zwłoki młodej kobiety.

Po około piętnastu minutach we wskazanym miejscu zaroiło się od milicji. Najpierw przystąpiono do oględzin zwłok. Ofiara leżała na plecach. Jej nogi były charakterystycznie rozchylone na boki, co świadczyło o tym, iż najprawdopodobniej przed śmiercią została zgwałcona. Ciało od ud do szyi zakrywała spódnica. Po jej zdjęciu funkcjonariusze ujrzeli ranę ciętą biegnącą od klatki piersiowej aż do wzgórka łonowego. Rana była na tyle głęboka, że powłoki brzuszne odsłaniały jelita.

Ofiara jeszcze żyła

Oględziny miejsca zdarzenia pozwoliły śledczym wysnuć przypuszczenie, że kobieta znała swojego oprawcę i dobrowolnie przyszła z nim do lasu. Zabezpieczone przedmioty zebrane z ziemi: butelki po wypitym alkoholu, kubeczki, resztki żywności oraz papierosy wskazywały na to, że morderstwo poprzedziła wspólna libacja.

Funkcjonariusze przeczesali teren w promieniu 600 metrów. Po zaledwie kilku minutach, jakieś 150 metrów od zwłok, znaleziono prawdopodobne narzędzie zbrodni - scyzoryk z rdzawobrunatnymi plamami przypominającymi zaschniętą krew. Podejrzewano, że przestępstwa dokonano 10 bądź 11 czerwca, gdyż ziemia pod zwłokami była sucha, mimo że w ciągu ostatnich dwóch dni padał deszcz.

Ciało przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy i jeszcze tego samego dnia przeprowadzono jego sekcję. Na ciele denatki odkryto liczne otarcia i nacięcia, w tym głęboką i rozległą ranę ciętą szyi, które - jak orzekł biegły sądowy - nosiły cechy przyżyciowe, tzn. zostały zadane, kiedy ofiara jeszcze żyła. Największe okaleczenie biegnące od klatki piersiowej do wzgórka łonowego było obrażeniem pośmiertnym. Ponadto lekarz stwierdził szarawą treść oraz drobne cząstki roślinne w pochwie, a także słaby zapach alkoholu z jamy czaszki. Za przyczynę śmierci uznał skrwawienie na skutek przecięcia narządów szyjnych, a przypuszczalny czas zgonu określił na godziny wieczorne 11 czerwca.

Niepokój ojca

Już dzień po zaginięciu Basi zaniepokojony ojciec próbował ustalić, gdzie może przebywać. Lucjan Kąkol doskonale wiedział, jak zarabia na życie jego córka, toteż poszukiwania zaczął od rewiru, gdzie zwykle pracowała, czyli dworca kolejowego. Tam kilka osób, które znały Barbarę, powiedziało mu, że poprzedniego wieczoru trafił jej się dobry klient, z dużą ilością gotówki przy sobie. Nieco uspokojony tą informacją, postanowił poczekać jeszcze trochę ze zgłoszeniem zaginięcia córki na milicji. Liczył na to, że wkrótce Basia sama wróci do domu.

13 czerwca przed południem do jego mieszkania przybiegł sąsiad, który w sposób dość chaotyczny zaczął opowiadać o trupie dziewczyny znalezionym w lesie pod miastem. Kąkol targany złymi przeczuciami udał się na komisariat milicji.

Okazanie zwłok potwierdziło jego przypuszczenia - zamordowaną kobietą była jego córka. Mężczyzna jeszcze tego samego dnia został przesłuchany. Zeznał funkcjonariuszom, że Barbara trudniła się prostytucją. Wskazał również osoby, które jako ostatnie widziały ją żywą. Rozpoczęło się polowanie na gwałciciela-mordercę.

Kolejny gwałt

Niecały miesiąc później, 8 lipca 1965 roku, w godzinach wieczornych w lesie przy szosie Bydgoszcz-Koronowo została zaatakowana 19-letnia Agnieszka Moczar. Napastnik brutalnie ją zgwałcił i zadał jej szereg ran nożem. Dziewczyna miała okaleczoną twarz i szyję oraz pogryzione wargi, ale uszła z życiem. Jej krzyk zaalarmował przechodzących pobliską ścieżką ludzi, którzy przepłoszyli gwałciciela i zaopiekowali się ranną.

W trakcie przesłuchania Agnieszka zeznała, że na drodze zagadnął ją nieznajomy. Zaczęli rozmawiać, mężczyzna opowiadając jej o jakiejś sprawie, pokazał przy okazji papiery podpisane nazwiskiem Feliks Tornacki. Dzięki tej informacji bydgoska milicja błyskawicznie ujęła sprawcę. Okazało się, że Tornacki był już wcześniej karany m.in. za kradzież, wyłudzenia, uszkodzenie ciała, wyrządzenie trwałego kalectwa - odgryzł pewnej kobiecie... nos.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje