Reklama

Śmierć za bezczelny uśmiech

Frey poczuł, jak zimny pot zaczyna mu spływać po plecach. Chwycił Schumanna za ramię i spojrzał mu prosto w oczy. Zimnych jak stal. Spytał skazańca, czy może powtórzyć to, co właśnie powiedział.

Reklama

- Czy pan źle słyszy, doktorze Frey? No dobrze, to powiem panu jeszcze raz, żeby pan dokładnie zrozumiał. W sumie zabiłem ich dwudziestu pięciu.

- Dwudziestu pięciu?! Przecież był pan oskarżony o jedenaście morderstw. Kim byli ci pozostali?! Te 14 osób? Zna pan ich nazwiska? Pamięta pan szczegóły? Kiedy to się stało? Czy to byli mężczyźni, czy kobiety? Jak wyglądali?

- Niech pan puści moje ramię, panie doktorze. To boli... - powiedział Schumann. - A jeśli rozchodzi się o czas i szczegóły, to pewnie, że pamiętam je dokładnie.

Frey zapytał wówczas, czy może mu to dać na piśmie, po czym sięgnął do teczki po papier i ołówek.

- Po co chce pan to mieć na piśmie? Więcej niż raz ściąć się nie da.

- Czy pan nie pojmuje, że jeśli podpisze pan swoje zeznania, nie będzie pan ścięty? Będzie pan uratowany.

Frey próbował go przekonać, że na podstawie paragrafu 55 może być uznany za niepoczytalnego. Człowiek, który popełnia 25 morderstw i do tego się przyznaje, jest anormalny. Nie zdaje sobie sprawy z okrucieństwa swoich czynów... Nie gilotyna, lecz zakład psychiatryczny byłby dla niego sprawiedliwą karą.

Wówczas Schumann padł przed nim na kolana, objął jego nogi i powiedział proszącym głosem:

- Nie, nie, nie... Niech mi pan pozwoli umrzeć. Błagam pana!

Powoli wstał z klęczek. Dr Frey pomyślał, że w swojej praktyce adwokackiej nie miał do tej pory do czynienia z mordercą, który by tak żarliwie walczył o swoją śmierć. Żarliwiej niż on o jego życie.

Próbował jeszcze go przekonać, że jest naprawdę chory psychicznie i powinien być leczony. Wspomniał, że nauka może odnieść korzyści z jego przypadku. Wówczas Schumann potrząsnął głową, jak szaleniec zaczął wymachiwać rękami i dysząc mówić, że nie chce być królikiem doświadczalnym, że nie chce do żadnego psychiatryka i że woli umrzeć.

Adwokat postanowił dotknąć jego czułego punktu. Powiedział mu, że za dziesięć, dwadzieścia lat wyzdrowieje i będzie mógł cieszyć się swoim lasem, ptakami i kwiatami. Wiedział oczywiście, że jest to nędzne kłamstwo. Zauważył, jak przez ciało Schumanna przebiegł nagle jakiś dreszcz. Przez chwilę Frey łudził się, że to, co mu powiedział, zmiękczy skazańca.

Droga na "tamtą stronę"

Kiedy wyjdę, zacznę znowu. Nie, nie. Już lepiej jest, jak jest. I jestem strasznie ciekaw, czy to naprawdę takie złe, kiedy się idzie na tamtą stronę... - powiedział Schumann.

Usłyszawszy to zdanie, adwokat uznał, że dalsze przekonywanie skazanego nie ma sensu. Ponownie poprosił go o spisanie nazwisk swoich ofiar. Schumann zastanawiał się przez dłuższą chwilę, po czym powiedział, że zrobi to, ale pod warunkiem, że adwokat nie wykorzysta tego przed jego śmiercią. Nie chciał być ocalony. Doktor Frey obiecał mu to.

Podczas gdy Schumann siedział przy stoliku i notował, Frey zastanawiał się nad złożonością natury tego człowieka. Jak wyznaje w swojej autobiograficznej książce: Schumann, ten prymitywny seryjny morderca, był silniejszy ode mnie. Nie przed sądem, ale tu, w tej celi śmierci, poniosłem największą porażkę jako obrońca. Doszedł do smutnego wniosku, że chyba nigdy nie zrozumie, jaką istotą naprawdę jest człowiek.

Skazaniec skończył pisać. Adwokat najpierw przeleciał wzrokiem przerażającą listę, a potem zaczął odczytywać po kolei na głos każde nazwisko, pytając Schumanna przy tym o motyw zabójstwa. Ten odpowiadał mu powoli cichym, ale pewnym głosem. Pierwszy mord popełnił w dniu swoich szesnastych urodzin, kiedy otrzymał w prezencie broń. Zabił swoją kuzynkę. Motyw: za głośno krzyczała.

Ta przeszkadzała mu w polowaniu.

Ten wystraszał mu ptaki.

Ta za głośno się śmiała.

Ta popatrzyła na niego bezczelnie.

Ten mu przeszkadzał, kiedy szedł za dziewczyną.

Tego, kto wkraczał na jego rewir, zabijał. Jeśli był to mężczyzna, mord wystarczał. Jeśli kobieta, musiał ją najpierw posiąść, zanim ginęła od strzału.

27 sierpnia 1921 roku, o godzinie 6 rano, etatowy kat pruski Carl Groepler, który poprzedniego wieczoru przybył z Magdeburga, wykonał na Friedrichu Schumannie wyrok śmierci przez ścięcie.

Andrzej Poll

Dowiedz się więcej na temat: pistolet | morderca | oczy | wyrok | kara więzienia | obrońca | jeziora | kara | uśmiech | nie żyje | adwokat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje