Reklama

Siostra zniszczyła mu życie

Rodzice Pawła zginęli w wypadku samochodowym. Ale nie był to koniec nieszczęść chłopaka i jego młodszego rodzeństwa. Osierocone dzieci padły ofiarą ludzkiej głupoty i złych języków...

Ta niewielka dolnośląska wioska niczym nie różni się od innych małych miejscowości regionu. Wśród jej mieszkańców są zarówno pracowici gospodarze, jak i nadużywający alkoholu bezrobotni, dla których jedynym źródłem utrzymania są zasiłki z pomocy społecznej. Rodzina J. mieściła się gdzieś pośrodku tych kategorii. Anna J. i jej mąż Stanisław miewali gorsze i lepsze okresy. Starali się żyć z gospodarstwa, co z roku na rok stawało się coraz trudniejsze. Uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, ale z zyskami bywało różnie. A do wyżywienia posiadali sześcioro dzieci. Najstarszy syn, Paweł, miał już 19 lat. To on przysparzał najwięcej kłopotów rodzicom. Chłopak skończył zawodówkę, wymigał się od wojska, ale do roboty za bardzo się nie palił. Do pomocy w gospodarstwie podchodził niechętnie, zdecydowanie wolał stać z kumplami pod miejscowym sklepem z butelką piwa w ręce. W każdą sobotę bawił się na dyskotekach w pobliskiej wsi. Wracał nad ranem, kompletnie pijany, potem spał do popołudnia.

Reklama

Zasikany po rowach leży

- Albo zabierzesz się do jakiejś pracy, albo wynocha z domu! - ileż to razy Stanisław powtarzał synowi te ostre słowa. Ale Paweł niewiele sobie robił z ojcowskich awantur. Czasem tylko, gdy brakowało mu pieniędzy na piwo i papierosy, wyruszał na wieś w poszukiwaniu dorywczego zajęcia. Komuś płot naprawił, ogród przekopał, zreperował radio. Miał smykałkę do takich rzeczy, kiedyś nawet wybierał się do technikum elektronicznego. Niestety, przestał się uczyć, zaczął imprezować i zrezygnował z dalszego kształcenia.

- Gdyby nie koledzy, wyszedłby na ludzi - wzdychała nieraz Anna. - Taki zdolny chłopak, mógł mieć niezły zawód i życie lepsze niż my. To dobre dziecko było, nie wiem, co mu się w tej głowie pomieszało.

- Daj już spokój, to nierób po prostu, pojęcia nie mam, po kim - machał ręką Stanisław. - Byle się całkiem nie rozpił, jak Heniek z jego klasy. Ten to codziennie zasikany leży po rowach, z naszym nie jest jeszcze tak źle!

Niespodziewany telefon

Kiedyś Anna i Stanisław postanowili odwiedzić starą ciotkę Hankę, mieszkającą na Kielecczyźnie. Nie zabrali tym razem żadnego z dzieci i pojechali sami. Rozmawiali przedtem z kuzynką, która powiedziała, że ciotka będzie umierać. Bardzo się rozchorowała, jest nieprzytomna od wielu dni. Lepiej nie brać dzieci, bo po co mają na to patrzeć, a i tak ciotce wszystko jedno, skoro nie wie o Bożym świecie. W sobotę rano Anna wstała bardzo wcześnie. Przygotowała gar gołąbków.

- Podgrzejesz tylko i macie na obiad - pouczała najstarszą córkę, 14-letnią Basię. - Dopilnuj, żeby wszystkie dzieci zjadły, a najbardziej Asia, bo sama się nie upomni, ona nigdy nie jest głodna.

W podróż wybrali się około południa swoim rozklekotanym maluchem. Kiedy odjeżdżali z podwórka, dwuletnia Asia stała zapłakana w oknie i machała rączką rodzicom. Wtedy widziała ich po raz ostatni.

Paweł, jak zwykle w sobotni wieczór, szykował się na dyskotekę. Wykąpany, w świeżej koszuli, właśnie podkradał siostrze żel do włosów, gdy zadzwonił telefon.

- Cholera, nie mają kiedy zawracać człowiekowi głowy - burknął, pospiesznie zaczesując do tyłu grzywkę. - A te bachory tylko biegają po podwórku i oczywiście nikt nie odbierze telefonu!

- Halo! - wrzasnął wściekły w słuchawkę. - Tak, tu Paweł J. Nie... Niemożliwe! Niemożliwe... - powtarzał coraz ciszej. - Dobrze, będę.

Z malucha nie zostało wiele

Słuchawkę odłożył w zwolnionym tempie, jakby nie wiedział, co z nią począć. Usiadł na krześle, nażelowaną głowę podparł rękami. Siedział tak przez dłuższą chwilę, kompletnie zdruzgotany. To był straszny telefon. Powiedziano mu, że rodziców już nie ma.

Do ciotki prawie dojechali. Kilkanaście kilometrów przed miejscowością, w której mieszkała, mieli wypadek. Padał deszcz, było ślisko. Tir, jadący z naprzeciwka, nagle zjechał ze swojego pasa. Może wpadł w poślizg? Z malucha nie zostało wiele. Kupa pogiętego żelastwa, dosłownie wbita w przód ciężarówki. Strażacy wydobywali z wraku ciała Anny i Stanisława przez godzinę - były potwornie zmasakrowane. Oboje zginęli na miejscu.

Dowiedz się więcej na temat: nastolatka | ojciec | molestowanie | dziecko | uczyć | spokój | szkoły | telefon | brat | rodzice | WSI | siostra | dziewczyna | chłopak | Życie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje