Reklama

Odbiorą ci prawo do dziecka?

Kocha się raz, potem drugi i trzeci i znów, śpiewała Irena Jarocka. Podobnie zdarza się z małżeństwami. Kiedy z poprzedniego małżeństwa pozostają dzieci, wszystko jasne. Gorzej, kiedy rodzą się zbyt krótko po rozwodzie.

Różnie toczą się losy ludzkie, nikt nie zakłada zapewne rozstania czy rozwodu, bo przecież pobieramy się z miłości. W Polsce stosunkowo sprawnie można się rozwieść, jednak trzeba bardzo uważać na narodziny potomstwa po rozwodzie. Najlepiej przez 10 miesięcy po tej formalności po prostu nie mieć dziecka z innym mężczyzną i dokładnie liczyć dni do jego narodzin - co najmniej 300. Inaczej bowiem urzędnik może zdecydować, kto jest jego ojcem. Wbrew faktom, oświadczeniom i ludzkim łzom.

Reklama

Uważaj na paragraf 62

Tak zdarzyło się na Opolszczyźnie, tak zdarza się w Polsce. Urzędnik wyjmuje kodeks rodzinny i opiekuńczy, wskazuje paragraf 62. Pozwala on urzędnikowi domniemywać ojcostwo dziecka. Artykuł 62 brzmi: "Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi od męża matki". Prawo polskie reguluje najbardziej intymną sferę ludzkich związków: zakłada, że kobieta nie może zajść w ciążę z innym mężczyzną przed uzyskaniem rozwodu z mężem. Mało tego, musi jeszcze odczekać ponad miesiąc po rozwodzie. Tak wynika ze średniej długości trwania ciąży: 266 dni. I jeszcze 34 dni ostrożności.

Artykułu 62 nie mogą podważyć oświadczenia, wyjaśnienia. Efektem narodzin dziecka wcześniejszych niż przed upływem 300 dni po rozwodzie może być wpisanie nazwiska byłego męża w akcie urodzenia i szereg następstw wynikających z wpisu, nawet kiedy dawny mąż temu zaprzecza i nie życzy sobie nadawać nazwiska nie swojemu potomstwu. W Europie zwyczajowo i zgodnie z prawem to oświadczenie matki, kto jest ojcem dziecka, jest najważniejsze.

Kodeks rodzinny to świętość

Matka może starać się o wpis stanu faktycznego: na drodze sądowej wystąpić o zaprzeczenie domniemanego ojcostwa. Zamiast cieszyć się narodzinami, macierzyństwem, tacierzyństwem, polski kodeks rodzinny wpycha szczęśliwych rodziców i byłego małżonka, z którym przecież nie każda "była" chce się spotkać, w ramiona zawalonych pracą sądów.

Polska konstytucja zapewnia polskim obywatelom prawo do "żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą". Praktyka pokazuje, że pozew przeciw urzędnikowi USC, który zasłania się paragrafem 62 zostaje w kilku instancjach odrzucony. Nawet prawnicy kancelarii premiera nie znajdują innego wyjścia dla nieszczęśliwych rodziców i ich, zbyt wcześnie po rozwodzie, urodzonego dziecka. Odpisali, że akt urodzenia nie może stać w sprzeczności z artykułem 62.

Drodzy przyszli rodzice z rozwiedzionych związków, liczcie dobrze dni, planując potomstwo, nie można bowiem liczyć na odstępstwa od kodeksu rodzinnego, bo takie obowiązuje prawo. Można też liczyć się z wizytami w sądzie. Nikt z twórców prawa nie zastanowił się nad losem dziecka, które zdziwione przejrzy kiedyś swoje dokumenty i zapyta: "Kto jest w końcu moim ojcem?". Patrz paragraf 62.

Beata Dżon

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | kodeks | rodzinny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje