Naznaczony złem (cz. II)

Eugeniusz Tarnowski najpierw działał, a dopiero potem myślał. Był impulsywny, opryskliwy i bardzo niebezpieczny. Zabił taksówkarza i dwie kobiety, a mimo to w dalszym ciągu pozostawała na wolności...

Funkcjonariusz rozmawiający z Zofią N. doskonale znał Eugeniusza Tarnowskiego. Wiedział, że mężczyzna jest bardzo agresywny, porywczy, nie pracuje i już go karano za kradzieże. Idealnie pasował na podejrzanego w sprawie śmierci Beaty Celińskiej.

Reklama

Jeszcze tego samego dnia około 16 pod dom Tarnowskiego podjechała milicyjna furgonetka. Wysiadło z niej dwóch funkcjonariuszy i zadzwoniło do drzwi. Otworzyła jego żona.

- My do pana Eugeniusza Tarnowskiego, czy jest w domu? - zapytał milicjant.

- Tak, oczywiście, proszę wejść - odparła kobieta.

Tarnowski siedział przy stole, jadł właśnie obiad. Mundurowy zapytał, co robił wczoraj wieczorem.

- Nic nie robiłem - burknął mężczyzna.

- Wychodził pan wczoraj z domu?

- Może tak, może nie. Nie pamiętam. O co wam właściwie chodzi? - odparł, nie kryjąc irytacji.

- Pojedzie pan z nami na komendę na przesłuchanie, proszę się ubrać.

Szczery aż do bólu

Eugeniusz posłusznie wstał, włożył marynarkę i wyszedł z funkcjonariuszami. W trakcie składania wyjaśnień, zapytany o poprzedni wieczór, odpowiedział: - Wiem, o co wam chodzi, o śmierć Beaty. Tak, to ja ją zabiłem. Zresztą nie tylko ją, mam też innych na sumieniu. Trzy miesiące temu napadłem na babkę w Kaźmierzu, a wcześniej zatłukłem taksówkarza. Coś jeszcze chcecie wiedzieć?

Prowadzącego przesłuchanie śledczego zaskoczyła brutalna szczerość podejrzanego. Poprosił, aby Tarnowski opowiedział o tych zabójstwach. Mężczyzna bardzo dokładnie opisał okoliczności śmierci Jarosława Zajdy, Jolanty Skowrońskiej oraz Beaty Celińskiej, wymienił także przedmioty, które zrabował swoim ofiarom. Wyjaśnił, że taksówkarzowi chciał jedynie ukraść samochód, a ponieważ tamten się opierał, zdenerwował się i go zabił.

Inaczej przedstawiały się okoliczności śmierci Jolanty Skowrońskiej. Tarnowski w tym dniu umówił się z nią na randkę. W drodze powrotnej auto, którym jechał, ugrzęzło w błocie. Kobieta chciała zostać z nim całą noc w tym miejscu, jednak on musiał wracać do domu. Nalegała, więc zdenerwował się i kilkakrotnie ją uderzył, z wiadomym skutkiem. Zanim porzucił ciało, zabrał swojej ofierze biżuterię. Przyznał, że również Beatę doskonale znał i wiedział o jej dobrych zarobkach, dlatego postanowił ją zabić.

Po wysłuchaniu tych wyjaśnień milicjanci nie mieli wątpliwości, że Eugeniusz Tarnowski naprawdę popełnił zbrodnie, do których się przyznał. Poznańska prokuratura wydała nakaz tymczasowego aresztowania podejrzanego na trzy miesiące. Przewieziono go do Aresztu Śledczego na ul. Młyńską w Poznaniu.

Psychicznie chory

Żona Tarnowskiego o zatrzymaniu męża niezwłocznie powiadomiła swoich teściów. Rodzice Eugeniusza opłacili jednego z lepszych poznańskich adwokatów, Mirosława Grzybka, który podjął się obrony. Mecenas w przyjętej linii postępowania starał się wykazać, iż jego klient, na skutek wypadku, jakiemu uległ w dzieciństwie, jest chory psychicznie i w trakcie popełniania przestępstw był niepoczytalny.

W piśmie do Prokuratury Wojewódzkiej w Poznaniu napisał: "Mój klient jest psychicznie chory. Proszę o przeprowadzenie obserwacji sądowo-psychiatrycznej w celu stwierdzenia niepoczytalności. Ze względu na swój stan zdrowia mój klient nie może odpowiadać za czyny, jakich się dopuścił, ponieważ w trakcie ich popełniania nie był świadomy, że postępuje źle".

Prokuratura przychyliła się do wniosku adwokata i na jej polecenie w styczniu 1980 roku Tarnowski został przetransportowany na Oddział Psychiatrii Sądowej Szpitala Aresztu Śledczego w Szczecinie. Przebywał tam do 30 września 1980 roku. Przeprowadzona wówczas obserwacja miała na celu ocenę stanu umysłowego podejrzanego oraz określenie stopnia jego niepoczytalności.

Bezlitosna opinia lekarzy

W opinii wydanej przez biegłych 1 października 1980 roku czytamy: " (...) wielokrotne badania psychiatryczne w czasie obserwacji szpitalnej, wykonane badania specjalistyczne, analiza danych zawarta w aktach sprawy pozwalają na stwierdzenie, że u podejrzanego nie stwierdzamy objawów choroby psychicznej w rozumieniu psychozy ani niedorozwoju umysłowego. W czasie obserwacji sądowo-psychiatrycznej dominowały natomiast wyraźne zaburzenia osobowości pod postacią skłonności do agresji w stosunku do innych osób, okresowo postawa niechętna lub drażliwość z tendencjami samobójczymi (próba samobójstwa przez powieszenie). Takie zachowanie jest charakterystyczne dla niedojrzałych osobowości (?) Wykonane badania na oddziale obserwacji nie ujawniły jednoznacznych wyraźnych wyników świadczących o ograniczonym uszkodzeniu mózgu (...). Rozpoznajemy u podejrzanego zespół zaburzeń osobowości (...). Szczegółowo przeprowadziliśmy analizę zdarzeń, które doprowadziły do aresztowania podejrzanego. We wszystkich z nich jego zachowanie przed czynem, w trakcie dokonywania zarzucanych mu czynów i po nich nie nosiło znamion niezrozumienia czy niejasnego sposobu postępowania. Nie znajdujemy takich chorobliwych przyczyn, (...) które by ograniczyły w jakimś stopniu jego zdolności postrzegania.

Plan adwokata, zakładający uznanie jego klienta za osobę niepoczytalną, nie powiódł się. Biegli psychiatrzy rozpoznali u podejrzanego zaburzenia o złożonym podłożu psycho-socjo-charakteropatycznym, jednak zarazem stwierdzili, że jest on w pełni poczytalny i świadomy okrucieństwa czynów, jakich się dopuścił.

Więzienne rozrywki

Po opuszczeniu oddziału psychiatrycznego w Szczecinie Tarnowski został przetransportowany do Aresztu Śledczego w Warszawie. Z zachowanej dokumentacji wynika, że Eugeniusz sprawiał bardzo duże problemy wychowawcze. Był agresywny w stosunku do współwięźniów oraz strażników. Naruszał dyscyplinę więzienną, nie dbał o porządek, nie ścielił pryczy i odmawiał wychodzenia na spacerniak. W trakcie pięciomiesięcznego pobytu w warszawskim areszcie został aż 32 razy ukarany dyscyplinarnie. Na początku marca 1981 roku postanowiono przetransportować podejrzanego z powrotem do aresztu w Poznaniu.

W aktach osobowych Tarnowskiego zachował się list napisany przez niego do kolegi. Opowiadał w nim o bardzo przyjemnej podróży, jaką odbył w trakcie przewożenia go z Warszawy do Poznania: Jechała ze mną jakaś małolata. Wieźli ją do czubków do Poznania. Droga upłynęła nam bardzo szybko, bo spędziliśmy ją na pieszczotkach. Mała była spragniona, a ja chętnie ją zadowoliłem. W którymś momencie jeden z wiozących nas kazał się uspokoić. Na co ta młoda mu odpowiedziała, że jak żal mu jej dupy, to ma mi nadstawić swoją i już do końca drogi mieliśmy spokój i nikt nam nie przeszkadzał. Było świetnie (...). Ten list nie dotarł do adresata, ponieważ Tarnowski nie wpisał go na listę odbiorców korespondencji, czego wymagały więzienne przepisy.

Ucieczka z więzienia

Tarnowski, przewieziony do poznańskiego aresztu, szybko zaprzyjaźnił się z jednym z chłopaków z celi. Mirosław Z., skazany za morderstwo nastolatki z Katowic na 25 lat pozbawienia wolności, zaproponował Eugeniuszowi ucieczkę z aresztu.

- Słuchaj, Gienek, ja tu pogniję do 2006, ty pewnie dostaniesz czapę lub tak jak ja 25 lat, nie mamy nic do stracenia. Niedawno przywieźli mnie z Wronek, udało mi się ukryć w bucie brzeszczot. Poza tym mam uszykowane cywilniaki. Mój plan jest taki: przepiłujemy kraty i przebrani w cywilne ubrania nawiejemy - wyjaśniał współwięzień Tarnowskiego. Eugeniuszowi plan się spodobał. Mężczyźni ustalili, że spróbują uciec pod koniec września.

24 września 1981 roku około 23 zaalarmowani dziwnymi hałasami strażnicy więzienni weszli do celi nr 342. Z zaskoczeniem stwierdzili, że przebywający w niej więźniowie szykują się do ucieczki. Eugeniuszowi i Mirosławowi udało się nadpiłować pręty kraty w oknie na głębokość 1,5 centymetra. Obu zamknięto w karcerze na trzy dni, dodatkowo Mirosława przeniesiono na inny blok więzienny. Zastosowano też wobec nich dodatkowe środki ostrożności. Zostali objęci specjalnym nadzorem, byli przeszukiwani przed i po każdym wyjściu z celi oraz zakwalifikowano ich do kategorii więźniów oznaczonych jako "N", czyli niebezpiecznych.

Dowiedz się więcej na temat: zło | zabójstwo | przestępstwa | nie żyje | 1981 | kara | sędzia | zaburzenia | chory | kochanek | obrońcy | wyrok | Naznaczony | Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje