Reklama

Morderca w sutannie

Tego samego dnia wydano nakaz tymczasowego aresztowania podejrzanego i rozpoczęto śledztwo.

Reklama

Przeprowadzona sekcja zwłok Krzysztofa Pakulskiego potwierdziła wstępne przypuszczenia. Raport lekarski podawał: Śmierć nastąpiła wskutek zadania szeregu ran kłutych ostrym narzędziem. Denat łącznie otrzymał 23 ciosy w klatkę piersiową, dłonie, nogi, szyję. 7 z nich okazało się być śmiertelne. (...) Do ataku doszło od przodu, o czym świadczą znajdujące się na ciele denata rany.

Motyw zbrodni poznano od razu

Przesłuchiwani świadkowie bardzo pozytywnie wyrażali się o księdzu. Miły, pomocny, bezinteresowny, opiekuńczy to najczęściej notowane przymiotniki w protokołach śledczych.

Na wyraźną prośbę wikarego przydzielono mu obrońcę z urzędu - Piotra Groszka. Adwokat wniósł o poddanie swojego klienta badaniom psychiatrycznym, argumentując to tym, że w psychice księdza musiał nastąpić silny wstrząs, skoro dopuścił się takiego czynu wobec bliźniego. Po dwutygodniowej obserwacji na Oddziale Psychiatrii Sądowej Szpitala Więziennego w Szczecinie biegli psychiatrzy wydali opinię.

W orzeczeniu sądowo-psychiatrycznym sporządzonym 15 grudnia 1989 roku czytamy: U Romana Marysia nie stwierdzono istnienia choroby psychicznej ani niedorozwoju umysłowego, stwierdzamy natomiast, że jest on osobnikiem o bardzo podatnym i wrażliwym usposobieniu, zdradzającym objawy niedojrzałości emocjonalnej. Brak danych pozwalających stwierdzić, by w chwili popełnienia inkryminowanych czynów Roman Maryś posiadał zniesioną lub ograniczoną w znacznym stopniu zdolność rozumienia znaczenia czynu i kierowania swym postępowaniem. Jednoznacznie więc stwierdzamy, że Maryś w chwili popełniania czynów był całkowicie świadomy i powinien w pełni ponieść ich konsekwencje.

Śledztwo prowadzone przeciwko Romanowi Marysiowi zostało zamknięte w styczniu 1990 roku, a akta sprawy przekazane prokuratorowi w celu sporządzenia aktu oskarżenia. Dwa miesiące później akt oskarżenia zarzucający Marysiowi zabójstwo Krzysztofa Pakulskiego został skierowany do IV wydziału karnego Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Proces

Piętnastego kwietnia 1990 roku o godzinie 10.00 w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces Romana Marysia. Proces został utajniony. Przed sądem oskarżony przyznał się do zarzucanych mu czynów:

- Przyznaję się do zabójstwa Krzysztofa. Żałuję tego, że pozbawiłem życia człowieka, ale nie żałuję tego, że Bóg zesłał mi anioła w postaci Małgosi. Jest to najpiękniejsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła. Jednak to wcale nie tłumaczy czynu, jakiego się dopuściłem. Bardzo wszystkich przepraszam. Przepraszam dzieci Krzysztofa za to, że odebrałem im ojca, jego najbliższą rodzinę, przepraszam swoich parafian, proboszcza oraz wszystkich katolików. Przepraszam również całą moją rodzinę za to, że ich zawiodłem. Gdybym mógł cofnąć czas, zachowałbym się inaczej. Małgosiu, ciebie również przepraszam, wybacz mi, bardzo cię kocham - powiedział w ostatnim słowie.

Spotkanie przed bramą więzienia

Trzy miesiące później, 16 lipca 1990 roku, zapadł wyrok. Roman Maryś został skazany na 12 lat więzienia, a na poczet zasądzonej kary zaliczono mu okres pobytu w areszcie. W uzasadnieniu sędzia Marcin Gapik wyjaśniał:

- Sąd nie ma wątpliwości co do winy oskarżonego. Jednak przy wymierzaniu kary sąd wziął pod uwagę wiele czynników, które pozwoliły wydać w miarę łagodny wyrok. Po pierwsze, sąd oparł się na nieposzlakowanej przeszłości oraz uprzedniej niekaralności Romana Marysia, po drugie, sąd uwzględnił młody wiek oraz specyficzne i szczególne okoliczności sprawy. Po trzecie, sąd wziął pod uwagę przyznanie się do winy oskarżonego oraz wyrażoną przez niego skruchę. Dodatkowo na korzyść oskarżonego wpłynęła jego postawa (...) Sąd ma nadzieję, że po odbyciu zasądzonej kary Roman Maryś nigdy nie powróci na drogę przestępstwa.

Tuż po ogłoszeniu wyroku Małgorzata sprzedała dom i przeniosła się wraz z dziećmi na południe Polski. Roman odsiadywał swój wyrok w Zakładzie Karnym w Raciborzu. W trakcie odbywania kary wystąpił ze stanu duchownego.

Na wolność wyszedł w listopadzie 1997 roku po odbyciu dwóch trzecich zasądzonej kary. Przed bramą zakładu karnego czekała na niego Małgorzata.

Kinga Przyborowska

Personalia oraz niektóre okoliczności zostały zmienione.

Śród tytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

Dowiedz się więcej na temat: kochankowie | zabójstwo | milicjant | W.E. | ucieczki | wyrok | proces | romans | mężczyzna | Poznań | morderca | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje