Reklama

Morderca w sutannie

Roman wiedział, jak ważne dla Małgorzaty były dzieci. Nie mógł jej przekonać do ucieczki, za bardzo się bała swojego męża i jego zemsty. Jednak kochanek nie zamierzał się poddać. Po długim namyśle doszedł do wniosku, że jedyną szansą na to, aby mogli uciec, było pozbycie się jej męża. Widział tylko jedno rozwiązanie - zabicie rywala.

Reklama

Morderca w krzakach

Osiemnastego listopada 1989 roku Krzysztof wracał do domu po pracy. Był strasznie zmęczony. Marzył tylko o tym, aby wziąć szybko kąpiel i położyć się spać. Dochodziła godzina 22.00, gdy z daleka zauważył, że w salonie pali się światło.

Jest w domu... - pomyślał z ulgą.

Wszedł na podwórko. Od drzwi frontowych dzieliło go zaledwie 6-8 metrów, gdy niespodziewanie z krzaków tuż przy domu ktoś wybiegł. Krzysztof nie zdążył w żaden sposób zareagować. Poczuł silny i ostry ból w okolicach klatki piersiowej. Osunął się na ziemię... Wydawało mu się, że słyszy czyjś krzyk... Tak, na pewno usłyszał krzyk. To był głos Małgorzaty, która przez okno widziała zajście i wybiegła z domu, płosząc napastnika. Krzysztof stracił przytomność.

Zakrwawiony nóż

Kilka minut po 22.00 dyspozytorka pogotowia ratunkowego przyjęła zgłoszenie od przerażonej kobiety.

- Proszę szybko przyjechać na ulicę P. nr 48, ktoś zaatakował mojego męża! - mówiła zdenerwowana Małgorzata. - On jest cały we krwi, nieprzytomny, chyba nie oddycha!

Pod wskazany adres natychmiast wysłano karetkę. Lekarze rozpoczęli reanimację Krzysztofa, jednak mimo ich wysiłków mężczyzna zmarł.

Wkrótce po pogotowiu do domu Pakulskich przybyli funkcjonariusze milicji i rozpoczęli oględziny miejsca zbrodni. Znaleziono zakrwawiony nóż, którym zadano ciosy, butelkę po winie oraz kilka niedopałków papierosów. Jeden z milicjantów przesłuchał rodzinę zamordowanego.

"To ja go zabiłem"

- Mąż nic nie mówił, że ma jakieś problemy, nigdy nie wspominał o wrogach. Krzysztof był ceniony, lubiany i szanowany. Nie wiem, kto mógł mu życzyć źle... - powiedziała Małgorzata.

- Przestań gadać takie głupoty! - wtrąciła się do rozmowy matka kobiety. - Opowiedz o swoim romansie i planach ucieczki od Krzysztofa, niewdzięcznico! Może razem z tym swoim księżulkiem to wymyśliłaś. Co, nie mam racji? Przyznaj się!

Milicjant zapytał kobietę, czy to prawda. Małgorzata potwierdziła, że miała romans z księdzem Romanem i że chciała odejść od męża, jednak stanowczo zaprzeczyła, by wraz z kochankiem planowała zabójstwo. Przyznała również, że Krzysztof na wieść o jej romansie wpadł w szał, pobił ją i groził, że ją wykończy.

- Wspomniała pani o tym księdzu Romanowi? - spytał milicjant.

- Tak - przyznała kobieta.

- I co on na to?

- Powiedział, że mam mu zaufać i że na pewno będziemy razem - odparła kobieta.

Tuż po północy pod plebanię podjechał radiowóz. Funkcjonariusze nie zdążyli nawet wysiąść z samochodu, kiedy drzwi frontowe otworzyły się i wyszedł młody wikary.

- Dobry wieczór - przywitał się z milicjantami, a następnie wyciągnął ręce przed siebie. - To ja go zabiłem, krzywdził Małgosię. Możecie mnie skuć.

Chciał dobra Małgosi?

Roman Maryś został zatrzymany. Następnego dnia w Prokuraturze Rejonowej w Poznaniu przesłuchano go. Młody ksiądz opowiedział o swoim romansie z Małgorzatą oraz o ich wspólnych planach:

- Mieliśmy uciec stąd jak najdalej, po to, by żyć z dala od wścibskich spojrzeń. (...) Kiedy mąż Małgosi dowiedział się o nas, wpadł w szał, pobił ją i groził. Ona się tak bała. Postanowiłem jej pomóc, nawet kosztem własnego życia. Może i nie będę z nią, ale ona będzie przynajmniej spokojna.

Dowiedz się więcej na temat: kochankowie | zabójstwo | milicjant | W.E. | ucieczki | wyrok | proces | romans | mężczyzna | Poznań | morderca | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje