Reklama

Morderca w sutannie

Małgorzata zawsze miała do wikarego wiele pytań. Zdarzało się, że przesiadywali w salce katechetycznej jeszcze długo po tym, gdy pozostali rodzice już dawno wyszli. Początkowo dyskutowali o prowadzonych przez Romana wykładach. Z czasem ich rozmowy stawały się coraz bardziej osobiste, a między obojgiem powstała nić porozumienia, a potem i przyjaźń.

Reklama

Nie afiszowali się ze swoją przyjaźnią

- Wraz z Romkiem powierzyliśmy sobie największe tajemnice naszego życia - wspominała Małgorzata w trakcie późniejszego śledztwa ten okres ich znajomości. - Okazało się, że zupełnie przypadkowo spotkałam fantastycznego przyjaciela, któremu bez obaw mogłam zaufać. Romek, tak jak ja, lubił długie rozmowy na tematy, które dla większości moich znajomych były nużące, uwielbiał sztukę. To w nim odkryłam swoją bratnią duszę.

Małgorzata wyjaśniała, że Romanowi mogła się zwierzyć ze wszystkich swoich smutków i radości. Potrafił jej słuchać i doradzać, czuła, że jest dla niego naprawdę ważna. Tak bardzo brakowało jej kogoś życzliwego, kogoś, kto byłby dla niej oparciem. Jej mąż ciągle tylko pracował, rzadko wychodzili gdzieś razem. Nawet dzieci za bardzo go nie interesowały.

Roman i Małgorzata spędzali z sobą coraz więcej czasu. Chodzili razem do teatru i opery. Z wiadomych powodów starali się nie afiszować ze swoją przyjaźnią. Zdawali sobie sprawę z tego, że ludzie lubią gadać, a na pewno przyjaźń młodej, atrakcyjnej kobiety, której mąż ciągle wyjeżdża, i przystojnego księdza stałaby się tematem plotek, co mogłoby przysporzyć im nie lada problemów.

"Myślałam o nim nie jak o księdzu, lecz jak o mężczyźnie"

- Żałowałam, że wyszłam za Krzysztofa - mówiła kobieta. - Bardzo źle czułam się w tym związku. Byłam taka samotna, Roman dał mi nadzieję na lepsze życie. Potrafił mnie pocieszyć jak nikt inny. Kiedy opowiadałam mu o swojej samotności, on z uśmiechem na ustach, spokojnym głosem mówił: "Nie jesteś sama, masz przecież wspaniałe dzieci, które cię potrzebują i które będą cię kochać bez względu na wszystko". Podziwiałam go. Czasem nawet łapałam się na tym, że myślę o nim nie jak o księdzu, lecz jak o mężczyźnie. Tak bardzo pragnęłam być jak najbliżej niego. Wiedziałam, że ta miłość jest zakazana, ale to pociągało mnie w tym związku jeszcze bardziej.

Młodym wikarym targały podobne uczucia. Zanim poszedł na studia teologiczne, nigdy wcześniej nie spotykał się z żadną dziewczyną - nie dlatego, że nie chciał, on po prostu to tej pory nie poznał nikogo, kto wywarłby na nim takie wrażenie, jak Małgorzata. Teraz zrozumiał, że znalazł "tę właściwą". Roman był gotów zrobić dla Małgorzaty wszystko i zapłacić za to każdą cenę. Coraz poważniej rozważał "zrzucenie sutanny". Musiał tylko upewnić się, że jego przyjaciółka pragnie tego samego.

Upojna noc z wikarym

Pewnego wieczoru, gdy po kolejnym przedstawieniu w teatrze wracali do domu, Małgorzata zapytała go, dlaczego właściwie został księdzem. To jedno pytanie sprowokowało kilkugodzinną rozmowę. Spotkanie zakończyło się w hotelowym pokoju. Zostali kochankami. Wtedy wszelkie wątpliwości Romana rozwiały się.

Małgorzata była pierwszą kobietą w życiu wikarego. Po upojnej nocy ogarnęły ją chwilowe wyrzuty sumienia, ale wkrótce zdała sobie sprawę, że naprawdę kocha Romana. Wcześniej nigdy nie czuła czegoś takiego. Chciała być tylko z nim, z nikim innym...

Również ksiądz uświadomił sobie, że to, co kiedyś było dla niego tak ważne, kapłaństwo, teraz nagle przestało mieć znaczenie. Był gotowy walczyć o tę trudną miłość.

"Ucieknijmy!"

Romans Małgorzaty i przystojnego wikarego trwał ponad pół roku. Kobieta łatwo potrafiła to ukryć przed wiecznie nieobecnym mężem. Dzieci mogła spokojnie pozostawić na jakiś czas bez opieki w domu - świetnie dawały sobie radę same. Zresztą zawsze zajmowała się nimi babcia (mama Małgorzaty), która z nimi mieszkała. Kochankowie spotykali się w hotelach na obrzeżach miasta. Na jednej z randek Roman wyznał Małgorzacie, że zdecydował o wystąpieniu z Kościoła.

- Jesteś dla mnie najważniejsza. Chcę spędzić z tobą resztę życia. Myślę, że skoro Bóg mi ciebie zesłał, to sam chce, abym poświęcił życie właśnie tobie. On wie, że nawet kiedy przestanę być księdzem, nie odwrócę się od niego - mówił.

Dowiedz się więcej na temat: kochankowie | zabójstwo | milicjant | W.E. | ucieczki | wyrok | proces | romans | mężczyzna | Poznań | morderca | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje