Reklama

Miłość jest ślepa

Druga połowa lat 50., Nowy Jork, lato. Linda Riss siedzi na ławce w parku, przekomarza się z koleżankami, wesoło chichocze. Pogoda jest cudowna, życie, które na dobrą sprawę dopiero się rozpoczyna, wydaje się piękne.

Linda dostrzega spojrzenia przechodzących mężczyzn. Niektórzy z nich, spłoszeni, odwracają wzrok, inni uśmiechają się uwodzicielsko, uchylając kapelusza. Dwudziestoletnia dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich walorów: zgrabnej sylwetki, długich, lśniących włosów, pięknych oczu. Lubi się podobać, ale nigdy nie przekracza granicy wyznaczonej przez prostą dewizę: patrzcie do woli, dotykać możecie tylko po ślubie. Linda jest na tyle atrakcyjna, że może sobie pozwolić na luksus bycia staromodną.

Reklama

Od pierwszego wejrzenia...

W pewnym momencie jej uwagę zwraca stojący po drugiej stronie ulicy mężczyzna. Rozmawia z kimś, ale zamiast na towarzyszu wydaje się być skupiony wyłącznie na niej. Nie jest przystojny. Raczej elegancki. Wątłe ramiona i tors okrywa garnitur, po którym już na pierwszy rzut oka widać klasę majętnego właściciela. Może nie wygląda jak aktor filmowy, ale ma w sobie coś interesującego, bije od niego charyzma.

Linda patrzy nieznajomemu prosto w oczy, a on odwzajemnia jej zainteresowanie i uśmiecha się. Nagle żegna swojego rozmówcę i zdecydowanym krokiem przechodzi przez ulicę, mijając przejeżdżające samochody. W miarę kiedy zbliża się coraz bardziej do dziewczyny, ta stopniowo traci pewność siebie. Przestaje żartować z koleżankami i milknie.

- Burt Pugach, bardzo mi miło - dobrze ubrany chudzielec kłania się szarmancko.

- Linda. Linda Riss - odpowiada nieśmiało dwudziestolatka, wyciągając jednocześnie rękę w stronę nowo poznanego mężczyzny.

- Linda... piękne imię. Jest taka piosenka... - Burt Pugach zaczyna nucić popularną melodię. Koleżanki dwudziestoletniej piękności parskają śmiechem.

- Lindo, czy zgodziłabyś się pójść ze mną na kolację? - pyta znienacka Burt.

Dziewczyna uśmiecha się niepewnie, ale przyjmuje zaproszenie. Patrząc w oczy Pugacha, nie widzi jeszcze niczego złego.

Pożądaniu towarzyszyła rodząca się miłość

To było piękne lato, rok 1957. Linda i Burt - niemal nierozłączni. Spotykali się w każdej wolnej chwili: chodzili do restauracji, spacerowali po Nowym Jorku, jeździli na wycieczki za miasto.

Burt imponował Lindzie pod wieloma względami. Trzydziestoletni prawnik, znany w środowisku, zdążył już zapracować na nazwisko (choć wielu uważało, że jedyną wartością w jego życiu są pieniądze) i iście imponujący majątek: mógł się pochwalić m.in. własnym klubem nocnym i prywatnym samolotem. Obracał się w wyższych sferach, miał do czynienia ze światem filmu - był dla Lindy, dziewczyny z rozbitej rodziny, kimś z zupełnie innej, lepszej warstwy społecznej. Burt natomiast pragnął pięknej młodej kobiety bardziej niż jakiejkolwiek innej. Pożądaniu towarzyszyła rodząca się miłość, coraz mocniejsza i bardziej zaborcza. Ta mieszanka w przyszłości okazała się wybuchowa.

Żonaty, z dzieckiem...

Znajomi Lindy byli pewni, że ten niekiedy specyficzny, ale w gruncie rzeczy czarujący i dobrze ustawiony mężczyzna wkrótce zaskoczy wybrankę pierścionkiem zaręczynowym. Dziewczyna też miała taką nadzieję, bo w towarzystwie Burta czuła się jak prawdziwa dama, zasługująca na wszystkie luksusy, którymi ją otaczał. Ale niedługo czar prysł.

- Żonaty? Jak to żonaty? - Linda nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała od pewnego życzliwego. Widziała jednak w życiu niejedno i zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyznom ufać na słowo po prostu nie wolno.

Przyparty do muru Burt przyznał się do kłamstwa. Od sześciu lat był mężem niejakiej Francine Rifkin i ojcem trzyletniej upośledzonej córki Caryn. Zarzekał się, że nie kocha żony, męczy się w domu, a to Linda jest jego prawdziwą i jedyną miłością.

Ale Linda nie chciała pełnić roli tej drugiej. Wiedziała, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Postawiła więc sprawę jasno: albo ja, albo ona. Burt obiecał, że weźmie rozwód.

Fałszywe dokumenty

- Proszę. Masz, czego chciałaś. Znowu możemy być razem - Burt położył przed Lindą papiery rozwodowe.

Przyjrzała się im dokładnie: nazwiska, pieczątki, daty i podpisy. Wszystko się zgadzało.

- Mogę? - dała do zrozumienia, że chce zatrzymać dokument.

Burt uśmiechnął się.

- Oczywiście. Ta kopia jest dla ciebie.

Wszystko wróciło do normy. Znowu byli zakochaną parą, znowu cieszyli się każdą wspólnie spędzoną chwilą, jednocześnie snując plany na przyszłość. Linda była zadowolona, Burt - wniebowzięty. Z dumą pokazywał się z piękną dziewczyną w swoim klubie, rozpieszczał ją drobnymi prezentami, imponował znajomościami oraz stanem konta.

Ale idylla nie trwała długo. Linda przyjęła wprawdzie zapewnienia o rozwodzie, ale nauczona wcześniejszymi doświadczeniami z kłamstwami Burta postanowiła sprawdzić autentyzm dokumentów. Oddała je znajomej, która lepiej od niej odnajdywała się w urzędowych labiryntach, i cierpliwie czekała na potwierdzenie wersji swojego wybranka.

Wynik prywatnego śledztwa wprawił ją w osłupienie: Burt znowu kłamał jej prosto w oczy. Korzystając z prawniczej wiedzy, sfałszował papiery tak, by wyglądały jak prawdziwe. Zgadzało się prawie wszystko. Oszust nie wziął pod uwagę tylko tego, że Linda może sprawdzić numer sprawy rozwodowej, a ta najzwyczajniej nie figurowała w żadnym rejestrze.

- Nie chcę cię widzieć już nigdy więcej! Z nami koniec! - wykrzyczała mu podczas następnego spotkania.

Burt przepraszał, tłumaczył, prosił i błagał. Ale Linda była nieugięta. Zdrowy rozsądek nie pozwalał jej wiązać się z mężczyzną, który okłamywał ją na każdym kroku. Odeszła.

Pocieszenie w ramionach innego

Rok 1958. Dla Lindy nastał zupełnie nowy okres. Po kilku miesiącach spędzonych niemal wyłącznie w towarzystwie Burta ponownie zaczęła spotykać się z rówieśnikami i korzystać z uroków młodzieńczego życia. Czuła się dobrze u boku kolegów i koleżanek, dzięki którym mogła zapomnieć o niezdrowych relacjach z tym zakłamanym i żonatym mężczyzną. Na Florydzie poznała Larry'ego Schwartza, młodego, przystojnego chłopaka, obiekt westchnień większości dziewcząt. Spodobał się jej od razu, ona też wpadła mu w oko. Flirt szybko przerodził się w coś więcej, a letnia przygoda znalazła ciąg dalszy po powrocie do Nowego Jorku.

Linda zakochała się. Inaczej niż w Burcie. Normalniej. Larry nie był w stanie nawet marzyć o majątku, jakim mógł pochwalić się jego poprzednik, ale nadrabiał urokiem osobistym i energią, która pozwalała wierzyć, że ma przed sobą świetlaną przyszłość. Zawsze wesoły, towarzyski i opiekuńczy ujmował Lindę aurą, jaką wokół siebie roztaczał. Chłopak odwzajemniał jej uczucia i traktował ją na tyle poważnie, że postanowił się oświadczyć.

- Tak! - krzyknęła radośnie, przyjmując piękny pierścionek. Ruszyły przygotowania do ślubu. Narzeczeni snuli plany i cieszyli się swoim szczęściem.

"Albo ja, albo nikt inny"

Tymczasem Burt Pugach czuł się źle. Dotarły do niego wieści o nowym mężczyźnie Lindy i planowanym weselu. Wielokrotnie dzwonił do dziewczyny i jej znajomych. Wszystko przynosiło skutek odwrotny do zamierzonego - zraniona kobieta nie chciała mieć z nim więcej do czynienia.

Kiedy niezapowiedziany zjawił się przed jej domem, czyhając na nią i Larry'ego w krzakach, o mały włos nie doszło do krwawych rękoczynów.

- Wynoś się! Nie chcę cię znać! - krzyczała Linda.

Burt wiedział, że w ten sposób niczego nie osiągnie. Nie zamierzał jednak dać za wygraną. Nie przywykł do tego, by ktoś odbierał mu jego własność.

- Jeżeli ja nie mogę cię mieć, nie będzie miał cię nikt inny. A kiedy z tobą skończę, nikt nawet nie będzie cię chciał - groził Lindzie.

Żonaty playboy

Burt Pugach nigdy nie był święty. Wychowywany w mniejszym stopniu przez wiecznie nieobecnego w domu ojca, a w zdecydowanie większym przez surową matkę, która nie szczędziła mu mocnych słów ani razów, chciał jak najszybciej się usamodzielnić. Postawił na prawo. Decyzja okazała się słuszna - inteligentny, wygadany, coraz bardziej pewny siebie i swoich możliwości radził sobie znakomicie. Po studiach szybko założył własną, prężnie rozwijającą się kancelarię. Zyskiwał kontakty i zarabiał duże pieniądze. Niektórzy zarzucali mu działanie na granicy prawa i etyki, ale młody, ambitny prawnik tylko śmiał się z podobnych osądów. Robił to, w czym był dobry, i dzięki czemu żył na poziomie dla wielu niedostępnym.

Nie lubił, kiedy czegokolwiek mu odmawiano. Nie znosił ograniczeń na żadnej płaszczyźnie. Kiedy chciał wygrać sprawę, wygrywał ją; kiedy chciał kupić auto, kupował dokładnie takie, jakie sobie wymarzył; kiedy chciał mieć kobietę, szedł do swojego klubu i wybierał wedle aktualnego widzimisię - rzadko słyszał "nie". Jak sam opowiadał w filmie dokumentalnym "Crazy Love" ("Szalona miłość", 2007 r.), żona wiedziała o jego romansach, ale mimo to trwała w małżeństwie. Nie wytrzymała tylko raz, gdy spotkał Lindę. Czuła, że to coś więcej niż zwykła miłostka. Pugach był opętany przez nowo poznaną kobietę, co - już po burzliwym rozstaniu z Lindą - doprowadziło do rozwodu w 1959 roku.

Burt też wiedział, że to nie to samo, co zawsze. Linda była piękna, interesująca, różniła się od gadatliwych blondynek, z którymi zwykł spędzać noce. Flirtowała z nim, dawała nadzieję, ale jednocześnie droczyła się, odmawiając zbliżenia. W końcu zostawiła go dla innego, a przecież to on, Burt, miał wszystko, czego potrzeba jej było do szczęścia. Nie mógł pozwolić na to, by romans jego życia zakończył się ot tak, bez jego zgody.

Oblana kwasem

Pugach miał dużo znajomości. Z racji swojego zawodu także w kręgach, do których lepiej nie przyznawać się na salonach. Zasięgnął języka, popytał tu i tam, w końcu trafił na odpowiedniego człowieka. Zapłacił mu trochę pieniędzy, wystarczająco dużo, by tamten zainteresował się tematem i wziął sprawy w swoje ręce.

Wynajęty mężczyzna zatrudnił znajomych - dwóch drobnych, czarnoskórych kryminalistów, znanych w lokalnym środowisku przestępczym. Przekazał im instrukcje Pugacha. Zrozumieli...

Do ślubu Lindy zostało zaledwie kilka dni. Dziewczyna miała już gotową suknię, trwały przygotowania do wesela. Pugach, który z ujmującego kawalera zamienił się w żonatego prześladowcę, był już tylko wspomnieniem. Wszystko układało się dokładnie tak, jak ułożyć się powinno.

Linda siedziała właśnie w pokoju ze swoimi przyszłymi druhnami, spędzając czas na wesołej pogawędce, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. Przyszła pani Schwartz podeszła do drzwi. Była przekonana, że to ktoś od licznych sprawunków związanych ze zbliżającą się uroczystością.

Na progu stali jednak dwaj obcy mężczyźni.

- Pani Riss? Linda Riss? - zapytał jeden z nich.

Skinęła głową.

- Czym mogę panom służyć?

To, co stało się w następnej chwili, Linda miała wspominać przez resztę życia. Dramat rozegrał się w ciągu kilku sekund, ale przerażona dziewczyna czuła, jakby wszystko odbywało się w zwolnionym tempie. Jeden z intruzów chwycił ją nagle i przytrzymał silnymi ramionami. Drugi wyciągnął z kieszeni niewielką butelkę, odkręcił zakrętkę i szybkim ruchem ręki wylał zawartość naczynia na jej twarz.

Linda krzyknęła. Okolice oczu paliły żywym ogniem. Bardzo silny ból sprawił, że upadła na ziemię.

- Nic nie widzę! - płakała, wijąc się na podłodze. Zanim znaleźli się przy niej bliscy, po napastnikach nie było już ani śladu.

Oślepił ją przed ślubem

- To on. To ten skurwysyn wszystko zorganizował! - powtarzała w kółko Linda. Leżała na szpitalnym łóżku, całą twarz zakrywały opatrunki. Lekarze dwoili się i troili, by ucierpiała jak najmniej, ale niewiele mogli zrobić. Przy dużym wysiłku udawało jej się rozpoznawać niektóre kształty, ale o powrocie do zdrowia nie było mowy. Dziewczyna niemal zupełnie straciła wzrok.

Nagłówki gazet krzyczały tytułami: "Oblana kwasem!", "Przyszła panna młoda oślepiona!". Uwielbiające takie historie media na bieżąco informowały o sprawie: Linda Riss, dochodzi do siebie, ale już nigdy nie będzie tą samą kobietą; o organizację całego zajścia podejrzany jest zakochany w ofierze żonaty mężczyzna. I tak dalej - przez pewien czas Nowy Jork żył historią dziwnej miłości z tragicznym finałem.

Tymczasem Linda wciąż była w szoku. Panicznie bała się kolejnego ataku, chociaż przed jej szpitalnym pokojem bez przerwy stała wyznaczona do jej ochrony policjantka. Riss odczuwała przerażenie, ale i wściekłość. Pragnęła śmierci Pugacha. Po wyjściu ze szpitala musiała nauczyć się żyć na nowo. Jej nieodłącznym rekwizytem stały się okulary przeciwsłoneczne. Reszta twarzy wyglądała dobrze. Linda nadal mogła uchodzić za piękną kobietę, przynajmniej do momentu, kiedy okaleczone oczy pozostawały ukryte za ciemnymi szkłami.

A jednak czekał ją kolejny cios, z najmniej spodziewanej strony. Kiedy medialna burza wokół zamachu nieco ucichła, Larry podjął decyzję o zerwaniu zaręczyn.

Linda znowu została sama.

Prześladowca za kratkami

Była silna. Nie dała się złamać prześladowcy, nie ugięła się też pod ciężarem nieudanego związku. Ale nastał trudny okres, podczas którego musiała zmierzyć się z koszmarem procesu sądowego.

Burt Pugach został aresztowany i oskarżony o zorganizowanie incydentu, który dla Lindy zakończył się kalectwem. Pugach dwoił się i troił, by nie pójść za kratki. Nie przyznawał się do winy, uciekał się do kruczków prawnych, utrudniał śledztwo i opóźniał proces. Jako wykształcony i praktykujący prawnik doskonale wiedział, na co może sobie pozwolić i sprawnie wykorzystywał każdy możliwy sposób na oczyszczenie się z zarzutów. A jednak wszystkie te zabiegi na nic się nie zdały. Wyrok zapadł: winny, czternaście lat w więzieniu. Linda przyjęła wiadomość ze spokojem. Sama wyznaczyłaby znacznie surowszą karę, ale nie miała zamiaru dyskutować z sądem. Zamiast użalać się nad sobą, wybrała się z przyjaciółmi do Europy.

- To był wspaniały czas, jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu - wspominała po latach w dokumencie "Crazy Love". Kiedyś trzeba było jednak wrócić do Nowego Jorku, a tam czekała na Lindę przede wszystkim samotność. U jej boku wciąż brakowało mężczyzny. Chodziła na imprezy, obracała się wśród ludzi, ale wystarczyło, żeby założyła okulary z bardziej przezroczystymi szkłami, by natychmiast zrazić do siebie potencjalnych adoratorów. Chwilę po tym, gdy popatrzyli w jej niewidzące oczy, wycofywali się ze wszystkich propozycji i uciekali, gdzie pieprz rośnie.

Listy miłosne z więzienia

Kiedy dostała pierwszy list, nie kryła złości.

- Po tym, co ci zrobił, ma odwagę nadal cię nagabywać. To bezczelność! - komentowały koleżanki. Ale siedzący w więzieniu Burt Pugach nie mógł słyszeć tych uwag. I pisał dalej. Sprawiał wrażenie, jakby nie do końca rozumiał, co się stało. W wysyłanych regularnie listach przepraszał za to, co zrobił, ale większy nacisk stawiał na zapewnienia o swej dozgonnej miłości. Wspominał chwile, które razem spędzili, roztaczał wizję wspólnej przyszłości, błagał o wybaczenie i uczucie.

Linda nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony doświadczała kolejnych sercowych rozczarowań, z drugiej walczył o jej względy człowiek, który zniszczył jej życie. Przepełniała ją nienawiść do Pugacha, ale to właśnie on był jedynym mężczyzną niezważającym na jej oszpecenie. Kochał ją, pożądał jej, chciał z nią być mimo wszystko i za wszelką cenę. Coś zaczęło w niej pękać, była zdezorientowana. A listy nadal przychodziły, jeden za drugim. Burt nie należał przecież do ludzi, którzy zważają na przeszkody. Za murami więzienia miał mnóstwo czasu na myślenie i pisanie.

Nie mogła się od niego uwolnić

- Niezależnie od tego, jak bardzo chciałam, nie byłam w stanie się od niego uwolnić - opowiadała twórcom "Crazy Love". Gdyby na początku lat 60. ktoś powiedział jej, że będzie miała jeszcze do czynienia z Burtem Pugachem, swoim niezrównoważonym prześladowcą, potraktowałaby to jako niesmaczny żart. Dekadę później skłonna była raczej przyznać rację staremu powiedzeniu: "Nigdy nie mów nigdy". Postanowiła wypróbować rzekome oddanie Burta, który przecież nieraz już ją okłamał. Zażądała pieniędzy.

- Skoro tak bardzo mu na mnie zależy, niech to udowodni, zapewniając mi opiekę - mówiła przyjaciółkom, nie wierząc w powodzenie eksperymentu. Ale obrotny Pugach zorganizował kilka tysięcy dolarów i spełnił prośbę ukochanej. Cała suma trafiła do Lindy.

- To dopiero początek - pisał Burt, kończąc list słowami: Na zawsze twój.

Oświadczyny w telewizji

Linda miała mieszane uczucia. Potrzebowała opieki. Wciąż odczuwała fizyczne skutki ataku, jednym z nich były problemy ze znaleziemiem pracy. Burt nalegał na kontynuowanie ich związku, ona się wahała, wciąż nie mogąc uwierzyć w szczerość jego deklaracji. Podejrzewała, że przeprosiny mają poprawić jego wizerunek i pomóc w skróceniu odbywanej kary. Ale lata mijały, a Burt siedział za kratkami. I nie przestawał pisać.

- Może naprawdę żałuje, może naprawdę cię kocha? - część koleżanek Lindy, wcześniej mocno uprzedzonych do Burta, przekonywało się do jego przemiany.

W końcu, w 1974 roku, Pugach wyszedł na wolność. Zobowiązał się do dalszego przesyłania pieniędzy Lindzie, ale nie mógł się z nią spotykać. Jak zawsze jednak, przeszkody tylko mobilizowały go do działania...

Sprawa Lindy i Burta znowu wróciła do mediów. Historia nabrała nowych kolorów wraz z postawą Pugacha, który nie tylko kajał się za swoje czyny, ale ku zaskoczeniu wszystkich zapewniał o swej miłości do ofiary. Nic dziwnego, że zainteresowali się nim dziennikarze. Pugach przyjął zaproszenie do jednego z popularnych programów telewizyjnych. Opowiadał o motywach kierujących nim, kiedy organizował zamach na Lindę, przekonywał, że gdyby mógł, cofnąłby czas - żałował swojego występku. W pewnym momencie zwrócił się bezpośrednio do kamery.

- Lindo, naprawdę cię kocham i chcę zostać twoim mężem - powiedział na oczach milionów Amerykanów.

- To był prawdziwy szok - wspomina w dokumencie "Crazy Love" jedna z koleżanek Lindy. - Listy listami, pieniądze pieniędzmi, ale oświadczyny na antenie? Burt albo kompletnie zwariował, albo rzeczywiście widział w Lindzie kobietę swojego życia.

Wyszła za swojego oprawcę

Linda dłużej się nie opierała. Postanowiła zaryzykować i zobaczyć, co przyniesie jej los, nie bacząc na to, że spłatał jej już kilka okrutnych figli. Zaprosiła Burta na obiad. Chciała porozmawiać, przekonać się, czy w jego słowach nie znajdzie fałszu. Nie znalazła. Pierwsze od kilkunastu lat spotkanie - ostatni raz widzieli się na sali sądowej - zaskoczyło ich oboje. Linda poczuła się obiektem uwielbienia tak jak w 1957 roku, kiedy wszystko się zaczęło. Znów była atrakcyjna - miała pewność, że akurat ten mężczyzna nie zwraca uwagi na jej okaleczoną twarz.

Burt z kolei przyjemnie zdziwił się przyjęciem, jakiego doświadczył. Zamiast krzyków i wyrzutów, których się spodziewał, otrzymał smaczny posiłek i spokojną rozmowę. Minionych piętnastu lat nie dało się tak po prostu skreślić, ale Linda i Burt ze wszystkich sił starali się skupić na tym, co działo się przed feralnym 1959 rokiem. Trudniej przychodziło to ich znajomym. Część z nich wspierała rozpoczynający się od nowa związek, ale większość pukała się w czoło, komentując stan zdrowia psychicznego Burta i - przede wszystkim - Lindy.

Ci jednak niewiele robili sobie z uwag pod własnym adresem. Dobrze czuli się w roli gwiazd z pierwszych stron gazet, zachowywali się jak młodzi kochankowie. Dawny oprawca zamienił się w opiekuna, ofiara rozpływała się w zachwytach nad jego troskliwością i oddaniem. Po kilku miesiącach takiego życia stało się to, czego od dawna chciał Burt - para wzięła ślub.

Wyszła za człowieka, który ją oślepił - gazety znowu miały o czym pisać. Linda i Burt gościli w telewizyjnych talk-show, udzielali wywiadów, błyszczeli. I dobrze zarabiali na swojej historii. W 1976 roku ukazała się nawet książka "A Very Different Love Story" ("Zupełnie inna historia miłosna"), oparta na ich losach.

Groził kochance?

Dziennikarze, znajomi - wszyscy zadawali Lindzie tylko jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego zdecydowała się wyjść za swojego oprawcę? Dlaczego chce spędzić resztę życia z człowiekiem, który dążył do tego za wszelką cenę, także za cenę jej zdrowia i urody? Dlaczego go kocha? Nawet po latach trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Kiedy Linda powiedziała Burtowi "tak", była już dojrzałą kobietą, nadal samotną, skrzywdzoną. Czy podatną na manipulację - to już pytanie do psychologów, którzy w sprawie Pugachów znaleźliby zapewne sporo materiału do badań.

Jedno jest pewne: od momentu, gdy Linda podjęła decyzję, kurczowo jej się trzymała. Była konsekwentna w swoim wyborze, starała się cieszyć z nowego życia, zostawiając za sobą to stare. Ale od przeszłości nie jest łatwo uciec. Z czasem szum wokół jednej z najbardziej znanych nowojorskich par nieco ucichł, gazety wyczerpały temat i znalazły sobie nowych bohaterów, a Linda i Burt wkroczyli razem w zwyczajną codzienność, bez kamer i błysku fleszy.

Demony przeszłości wróciły

Pozostali w cieniu aż do 1996 roku, kiedy kochanka Burta Pugacha oskarżyła go o prześladowanie i molestowanie seksualne. Mężczyzna miał do niej dzwonić, nękać i grozić śmiercią, kiedy ta zerwała ich pięcioletni związek, dowiedziawszy się, że Pugach - wbrew temu, co mówił - nadal jest żonaty.

Demony przeszłości wróciły. Oczy wszystkich zwróciły się na Lindę, która wiedziała, do czego zdolny jest jej mąż, sama była przecież jego ofiarą. A jednak kobieta - przynajmniej publicznie - stanęła za Burtem, broniąc go przed mediami i zeznając na jego korzyść w sądzie. - A wasze żony zawsze wiedzą, gdzie jesteście i co robicie? - żartowała z dziennikarzy na konferencjach prasowych.

Pugach ostatecznie został oczyszczony z większości zarzutów i wyszedł z aresztu. W wywiadach zarzekał się, że zmieni się, stanie się innym człowiekiem i nigdy już nie zdradzi żony. Niewielu wierzyło w zapewnienia mężczyzny, który po tym, co zrobił Lindzie Riss, nadal romansował z innymi kobietami, ale osobliwy związek przetrwał kolejną burzę. Burt i Linda wbrew wszystkiemu i wszystkim nadal są razem.

Szalona miłość

W 2007 roku Dan Clores nakręcił film dokumentalny "Crazy Love" ("Szalona miłość") poświęcony burzliwym losom Lindy Riss i Burta Pugacha. Clores zaprosił do udziału w przedsięwzięciu samych zainteresowanych. Linda i Burt chętnie opowiadają przed kamerą historię swojego związku, od momentu poznania w 1957 roku aż do oskarżenia Pugacha przez kochankę i drugiego procesu w latach 90. Wywiadów udzielają także bliscy znajomi obojga, dziennikarze i świadkowie wydarzeń sprzed pół wieku. Bohaterowie "Szalonej miłości" sprawiają wrażenie ludzi pogodzonych ze sobą i swoim losem. Linda - w fikuśnych okularach przeciwsłonecznych, z imponującą trwałą ondulacją na głowie, paląca papierosa za papierosem - wygląda jakby żywcem przeniesiona z lat 50. Inteligentna, dowcipna, pewna siebie - zupełnie nie pasuje do wizerunku ofiary, podporządkowanej swojemu oprawcy. W zestawieniu z nią Burt wypada znacznie gorzej. Przypomina podstarzałego playboya, który z jednej strony żałuje swoich czynów, a z drugiej uśmiecha się głupawo podczas rozmowy o kochance zarzucającej mu molestowanie. W finałowych scenach filmu kamera towarzyszy parze podczas posiłku w restauracji, a potem w domu. Mężczyzna i kobieta przekomarzają się ze sobą. Linda dokucza małżonkowi, żartuje z niego, prosi go o przysługę za przysługą ("Gdzie jesteś Burt? Podlej kwiatki! Gdzie jesteś Burt? Zrób mi kawę!").

- Życie ze mną nie jest łatwe - mówi w pewnym momencie. I dodaje, pół żartem, pół serio: - To chyba najlepsza możliwa zemsta.

Michał Raińczuk

Śledztwo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: romans | zdrowie | lato | dziewczyny | żona | Nowy Jork | przyszłość | dziewczyna | oczy | miłość | burta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje