Reklama

Miłość jest ślepa

Oblana kwasem

Pugach miał dużo znajomości. Z racji swojego zawodu także w kręgach, do których lepiej nie przyznawać się na salonach. Zasięgnął języka, popytał tu i tam, w końcu trafił na odpowiedniego człowieka. Zapłacił mu trochę pieniędzy, wystarczająco dużo, by tamten zainteresował się tematem i wziął sprawy w swoje ręce.

Reklama

Wynajęty mężczyzna zatrudnił znajomych - dwóch drobnych, czarnoskórych kryminalistów, znanych w lokalnym środowisku przestępczym. Przekazał im instrukcje Pugacha. Zrozumieli...

Do ślubu Lindy zostało zaledwie kilka dni. Dziewczyna miała już gotową suknię, trwały przygotowania do wesela. Pugach, który z ujmującego kawalera zamienił się w żonatego prześladowcę, był już tylko wspomnieniem. Wszystko układało się dokładnie tak, jak ułożyć się powinno.

Linda siedziała właśnie w pokoju ze swoimi przyszłymi druhnami, spędzając czas na wesołej pogawędce, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. Przyszła pani Schwartz podeszła do drzwi. Była przekonana, że to ktoś od licznych sprawunków związanych ze zbliżającą się uroczystością.

Na progu stali jednak dwaj obcy mężczyźni.

- Pani Riss? Linda Riss? - zapytał jeden z nich.

Skinęła głową.

- Czym mogę panom służyć?

To, co stało się w następnej chwili, Linda miała wspominać przez resztę życia. Dramat rozegrał się w ciągu kilku sekund, ale przerażona dziewczyna czuła, jakby wszystko odbywało się w zwolnionym tempie. Jeden z intruzów chwycił ją nagle i przytrzymał silnymi ramionami. Drugi wyciągnął z kieszeni niewielką butelkę, odkręcił zakrętkę i szybkim ruchem ręki wylał zawartość naczynia na jej twarz.

Linda krzyknęła. Okolice oczu paliły żywym ogniem. Bardzo silny ból sprawił, że upadła na ziemię.

- Nic nie widzę! - płakała, wijąc się na podłodze. Zanim znaleźli się przy niej bliscy, po napastnikach nie było już ani śladu.

Oślepił ją przed ślubem

- To on. To ten skurwysyn wszystko zorganizował! - powtarzała w kółko Linda. Leżała na szpitalnym łóżku, całą twarz zakrywały opatrunki. Lekarze dwoili się i troili, by ucierpiała jak najmniej, ale niewiele mogli zrobić. Przy dużym wysiłku udawało jej się rozpoznawać niektóre kształty, ale o powrocie do zdrowia nie było mowy. Dziewczyna niemal zupełnie straciła wzrok.

Nagłówki gazet krzyczały tytułami: "Oblana kwasem!", "Przyszła panna młoda oślepiona!". Uwielbiające takie historie media na bieżąco informowały o sprawie: Linda Riss, dochodzi do siebie, ale już nigdy nie będzie tą samą kobietą; o organizację całego zajścia podejrzany jest zakochany w ofierze żonaty mężczyzna. I tak dalej - przez pewien czas Nowy Jork żył historią dziwnej miłości z tragicznym finałem.

Tymczasem Linda wciąż była w szoku. Panicznie bała się kolejnego ataku, chociaż przed jej szpitalnym pokojem bez przerwy stała wyznaczona do jej ochrony policjantka. Riss odczuwała przerażenie, ale i wściekłość. Pragnęła śmierci Pugacha. Po wyjściu ze szpitala musiała nauczyć się żyć na nowo. Jej nieodłącznym rekwizytem stały się okulary przeciwsłoneczne. Reszta twarzy wyglądała dobrze. Linda nadal mogła uchodzić za piękną kobietę, przynajmniej do momentu, kiedy okaleczone oczy pozostawały ukryte za ciemnymi szkłami.

A jednak czekał ją kolejny cios, z najmniej spodziewanej strony. Kiedy medialna burza wokół zamachu nieco ucichła, Larry podjął decyzję o zerwaniu zaręczyn.

Linda znowu została sama.

Prześladowca za kratkami

Była silna. Nie dała się złamać prześladowcy, nie ugięła się też pod ciężarem nieudanego związku. Ale nastał trudny okres, podczas którego musiała zmierzyć się z koszmarem procesu sądowego.

Burt Pugach został aresztowany i oskarżony o zorganizowanie incydentu, który dla Lindy zakończył się kalectwem. Pugach dwoił się i troił, by nie pójść za kratki. Nie przyznawał się do winy, uciekał się do kruczków prawnych, utrudniał śledztwo i opóźniał proces. Jako wykształcony i praktykujący prawnik doskonale wiedział, na co może sobie pozwolić i sprawnie wykorzystywał każdy możliwy sposób na oczyszczenie się z zarzutów. A jednak wszystkie te zabiegi na nic się nie zdały. Wyrok zapadł: winny, czternaście lat w więzieniu. Linda przyjęła wiadomość ze spokojem. Sama wyznaczyłaby znacznie surowszą karę, ale nie miała zamiaru dyskutować z sądem. Zamiast użalać się nad sobą, wybrała się z przyjaciółmi do Europy.

- To był wspaniały czas, jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu - wspominała po latach w dokumencie "Crazy Love". Kiedyś trzeba było jednak wrócić do Nowego Jorku, a tam czekała na Lindę przede wszystkim samotność. U jej boku wciąż brakowało mężczyzny. Chodziła na imprezy, obracała się wśród ludzi, ale wystarczyło, żeby założyła okulary z bardziej przezroczystymi szkłami, by natychmiast zrazić do siebie potencjalnych adoratorów. Chwilę po tym, gdy popatrzyli w jej niewidzące oczy, wycofywali się ze wszystkich propozycji i uciekali, gdzie pieprz rośnie.

Listy miłosne z więzienia

Kiedy dostała pierwszy list, nie kryła złości.

- Po tym, co ci zrobił, ma odwagę nadal cię nagabywać. To bezczelność! - komentowały koleżanki. Ale siedzący w więzieniu Burt Pugach nie mógł słyszeć tych uwag. I pisał dalej. Sprawiał wrażenie, jakby nie do końca rozumiał, co się stało. W wysyłanych regularnie listach przepraszał za to, co zrobił, ale większy nacisk stawiał na zapewnienia o swej dozgonnej miłości. Wspominał chwile, które razem spędzili, roztaczał wizję wspólnej przyszłości, błagał o wybaczenie i uczucie.

Linda nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony doświadczała kolejnych sercowych rozczarowań, z drugiej walczył o jej względy człowiek, który zniszczył jej życie. Przepełniała ją nienawiść do Pugacha, ale to właśnie on był jedynym mężczyzną niezważającym na jej oszpecenie. Kochał ją, pożądał jej, chciał z nią być mimo wszystko i za wszelką cenę. Coś zaczęło w niej pękać, była zdezorientowana. A listy nadal przychodziły, jeden za drugim. Burt nie należał przecież do ludzi, którzy zważają na przeszkody. Za murami więzienia miał mnóstwo czasu na myślenie i pisanie.

Nie mogła się od niego uwolnić

- Niezależnie od tego, jak bardzo chciałam, nie byłam w stanie się od niego uwolnić - opowiadała twórcom "Crazy Love". Gdyby na początku lat 60. ktoś powiedział jej, że będzie miała jeszcze do czynienia z Burtem Pugachem, swoim niezrównoważonym prześladowcą, potraktowałaby to jako niesmaczny żart. Dekadę później skłonna była raczej przyznać rację staremu powiedzeniu: "Nigdy nie mów nigdy". Postanowiła wypróbować rzekome oddanie Burta, który przecież nieraz już ją okłamał. Zażądała pieniędzy.

- Skoro tak bardzo mu na mnie zależy, niech to udowodni, zapewniając mi opiekę - mówiła przyjaciółkom, nie wierząc w powodzenie eksperymentu. Ale obrotny Pugach zorganizował kilka tysięcy dolarów i spełnił prośbę ukochanej. Cała suma trafiła do Lindy.

- To dopiero początek - pisał Burt, kończąc list słowami: Na zawsze twój.

Dowiedz się więcej na temat: romans | zdrowie | lato | dziewczyny | żona | Nowy Jork | przyszłość | dziewczyna | oczy | miłość | burta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje