Reklama

Miasto martwych kobiet

Przygraniczne Ciudad Juarez to najbardziej niebezpieczne miejsce na Ziemi. Życie jest tu wyjątkowo tanie.

Ciudad Juarez w stanie Chihuahua to jedno z najszybciej rozwijających się miast na świecie. I jednocześnie jedno z najbardziej niebezpiecznych. Położona w Meksyku tuż przy granicy ze Stanami Zjednoczonymi metropolia, przyciąga miejscami pracy w prężnie działających, napędzanych amerykańskim kapitałem fabrykach (tzw. maquiladoras). Ale też budzi przerażenie - Juarez rządzą bezwzględne kartele narkotykowe. Zbrodnia jest tu na porządku dziennym, a kara spotyka tylko tych, których nie stać na łapówkę.

Reklama

Bezwzględne prawa

W ciągu trzech ostatnich dekad liczba ludności przygranicznego miasta zwiększyła się z 200-300 tys. do około półtora miliona. Większość mieszkańców to ludzie, którzy do Juarez przybyli z konieczności, w poszukiwaniu zatrudnienia. Wielu z nich marzy o lepszym życiu w tak bliskich i tak dalekich zarazem Stanach Zjednoczonych.

Marzenia, przynajmniej w Juarez, rzadko się jednak spełniają. Lwia część mieszkańców klepie biedę i pracuje na to, by kilka procent najbogatszych mogło żyć w urządzonych z przepychem posiadłościach. O tym, skąd nieliczni mają tak duże pieniądze, nie mówi się głośno. Miejscowi wiedzą, że kilka słów za dużo może kosztować życie.

Kult machismo

A życie w Ciudad Juarez jest warte wyjątkowo mało. Co roku ginie tutaj więcej osób niż w jakimkolwiek innym miejscu na Ziemi. Morderstwa liczy się nie w dziesiątkach, nawet nie w setkach, tylko w tysiącach.

Większość ofiar to członkowie narkotykowych gangów, ale tak naprawdę nikt tu nie może czuć się bezpieczny - policjanci zbyt naiwni, by zaakceptować obowiązujące od dawna układy i zbyt sumiennie podchodzący do swojej pracy. Nieliczni prawnicy, prokuratorzy i adwokaci, wciąż jeszcze wierzący w sprawiedliwość. Wysoko postawieni urzędnicy, którzy tracą swoją pozycję i przestają być potrzebni. Wszyscy muszą liczyć się z tym, że w każdej chwili ktoś - gangster bądź skorumpowany stróż prawa - może ostrzelać ich samochód lub dom.

Jeżeli w Juarez obowiązuje jakaś hierarchia, to na jej szczycie są silni i bogaci. Potem biedni i słabi. A na samym dnie - kobiety. To zresztą podział typowy dla całego Meksyku, gdzie obowiązuje kult machismo. Typowy macho traktuje kobietę jak istotę gorszą od mężczyzny i bezwzględnie mu podległą. Być może dlatego miejscowym władzom i policji przez wiele lat udawało się skutecznie wyciszać kolejne przypadki brutalnych gwałtów i zabójstw miejscowych dziewcząt.

Pierwsze ciała

Porwania i zabójstwa to chleb powszedni w Juarez. Tu porachunki załatwia się na ulicy. Policja wie, że w pewne sprawy nie należy się wtrącać, a na inne trzeba przymknąć oko. Ludzie po prostu znikają. I nikt ich nie szuka. Prędzej czy później znajdują się sami - martwi. Pobici na śmierć, uduszeni, z obciętymi głowami. Tylko szczęściarze umierają szybko, od kuli. Kobiety, które mordowano i wciąż morduje się w Juarez, takiego szczęścia nie miały.

Ciała zaczęto znajdywać w 1993 roku. Najpierw jedno, potem kolejne dwa i następne - w sumie kilkanaście zwłok. Do tej pory nie udało się wszystkich zidentyfikować. Kobiety, w większości bardzo młode dziewczęta, ginęły w różny sposób, najczęściej przez uduszenie. Niektóre przed śmiercią zostały zgwałcone.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje