Reklama

Kazirodztwo po polsku

Ponieważ nikt dokładnie nie wiedział, które z dziewczynek zostały spłodzone przez Józefa M., wszystkie zyskały we wsi przezwisko "córkownuczki". Stały się przedmiotem kpin i niewybrednych żartów. Wśród dzieci Ewy był tylko jeden chłopiec.

Ludzie piszą anonimy

Reklama

Minęło 11 lat od ogłoszenia wyroku. Najstarsze córki Ewy M. dorosły. Gdy jedna z nich, Grażyna, zaszła w ciążę, mieszkańcy wioski nie pozostali obojętni, jak przed laty wobec Ewy.

- Córka już stara, to zabrał się za wnuczkę, zboczeniec jeden - oburzali się. - Przecież ona, tak samo jak jej matka, ciągle tylko siedzi w domu i nie ma żadnego chłopaka. Nikt, tylko on musiał jej zrobić dzieciaka.

Kilka osób postanowiło działać. Napisali anonim do prokuratury. Donieśli, że Józef M. po śmierci żony sypiał z własną córką, a potem najpewniej zaczął wykorzystywać seksualnie wnuczkę.

Prokurator przesłuchał oboje, ale nie zdecydował się wszcząć śledztwa. Uwierzył Józefowi M., który zaprzeczał, by kiedykolwiek tknął wnuczkę.

- Panie, ja już stary jestem, nie w głowie mi takie rzeczy - zapewniał. - Po wyroku całkowicie się zmieniłem, zrozumiałem, że źle robię.

Przesłuchiwana Grażyna także oburzyła się na podejrzenie, że ojcem jej dziecka mógłby być dziadek.

- Mam chłopaka - mówiła. - Nie uznał dziecka, bo zgubił dowód osobisty i dałam małemu moje nazwisko.

Skandaliczny brak zainteresowania

Prokuratorowi wystarczyły te zeznania. Nie zrobił nic więcej, by wyjaśnić sprawę. Jednak sąsiedzi Józefa M. nie dawali za wygraną. Brak zainteresowania organów ścigania uznali za skandaliczny i działali nadal. Tym razem wysłali anonimy jednocześnie do ministerstwa sprawiedliwości i do rzecznika praw dziecka. Rzecznik potraktował sprawę poważnie i wystosował pismo do prezesa miejscowego sądu rejonowego. Małoletnie dzieci są świadkami kazirodztwa w swojej rodzinie, co może stanowić zagrożenie dla ich dobra - napisał. - Dzieciom wychowującym się w takiej rodzinie może grozić demoralizacja, istnieje także niebezpieczeństwo, że same staną się ofiarami molestowania seksualnego.

Zdopingowana w ten sposób prokuratura pod koniec ubiegłego roku wszczęła śledztwo w sprawie domniemanego kazirodztwa. Przesłuchano wreszcie nie tylko podejrzewanych, ale również osoby, które mogły coś więcej wiedzieć. Nauczycielka z miejscowej szkoły zeznała, że gdy wypytywała jedno z dzieci o sytuację w domu, usłyszała: Dziadek lubi dziewczynki. Drugoklasista nie umiał jednak dokładniej wyjaśnić, o co mu chodzi. Tłumaczył tylko, że dziadek jest dla jego sióstr milszy niż dla chłopców i częściej je przytula.

By niczego nie brakowało

Dom M. odwiedziła kuratorka sądowa. Z jej wywiadu wynikało, że Grażyna M. ma już dwoje dzieci - nie wiadomo z kim. Mieszka z nimi w osobnym pokoju. Józef M. dzieli sypialnię z jedną z wnuczek. Z własnych dzieci Józefa M. w domu pozostała tylko Ewa i jej dwaj bracia. Zdaniem kuratorki, jej potomstwo i Grażyny jest zadbane i uśmiechnięte, nie sprawia wrażenia, by ktoś je molestował seksualnie. Ewa M., mimo swojego upośledzenia, dobrze się opiekuje dziećmi, a Józef M. pomaga jej w ich wychowywaniu. Kuratorka zaznaczyła, że mężczyzna jest człowiekiem gwałtownym i autorytarnym, ale się stara, by dzieciom niczego nie brakowało. Ich podstawowe potrzeby są rzeczywiście zaspokojone. Do Józefa M. wszystkie - łącznie z jego "córkownuczkami" - zwracają się: "dziadek".

Był tylko jeden fakt, który wzbudził niepokój kuratorki. Jak wynikało z jej rozmów z sąsiadami, pod dom M. często podjeżdżał biały mercedes z holenderskimi tablicami rejestracyjnymi. Starszy mężczyzna, obcokrajowiec, zabierał nim na przejażdżki dzieci Ewy. Co dziwne - zawsze tylko dziewczynki. Po godzinie, dwóch, przywoził je z powrotem i odjeżdżał.

Holender się odwdzięcza

- Na pewno taki sam zboczeniec, jak Józef... - uważa jedna z sąsiadek. - Na pożegnanie poklepuje dziewczynki i je całuje. Ten stary, obleśny dziad pewnie wypożycza je temu Holendrowi do zabawy.

Kuratorka zwracała Józefowi M. uwagę, że powinien ukrócić te podejrzane przejażdżki. Dzieci nie mogą przebywać pod opieką obcego mężczyzny, który gdzieś je wywozi i może je skrzywdzić.

Oburzony takimi podejrzeniami Józef M. tłumaczył, że tajemniczy mężczyzna jest jego znajomym, mieszkańcem pobliskiej wsi.

- Pożyczam mu czasem pieniądze, a on za to wozi małe do sklepu - wyjaśniał. - Co w tym złego? Ludzie gadają głupoty, bo mnie nienawidzą. Uważają mnie za najgorszego śmiecia, bo raz zrobiłem coś złego. A przecież dbam o dzieci i nigdy nie pozwoliłbym, żeby ktoś im wyrządził krzywdę. Ten Holender to przyzwoity człowiek i dzieci też go lubią.

Dziennikarze jednej z redakcji dotarli do obcokrajowca. Podaje się za przyjaciela rodziny i zamierza wkrótce ożenić się z jedną z wnuczek Józefa M. Podoba mu się bardzo, a on chce mieć młodą żonę z Polski. Czeka tylko, aż dziewczyna dorośnie. Ponieważ nic nie wskazuje na to, by Holender molestował dzieci, nie ma podstaw, by dokładniej przyjrzeć się temu wątkowi. Pozostaje jednak pytanie: skąd Józef M., ledwo wiążący koniec z końcem, ma tyle pieniędzy, by pożyczać je obcokrajowcowi? Człowiekowi, który prowadzi dużą hodowlę zwierząt i sprawia wrażenie zamożnego?

Czyja to krew?

Podczas ostatniego śledztwa w sprawie dzieci Grażyny M. prokuratura zleciła wykonanie badań DNA. Sprawa trafiła do mediów, była szeroko komentowana. Część dziennikarzy wyrokowała, że 72-letni rolnik jest na pewno ojcem dziecka swojej wnuczko-córki, choć akurat testy wykazały, że Józef. M. jest niewinny i nie spłodził dzieci z Grażyną M. Okazało się też, że nie jest jej ojcem.

Czyja krew płynie w żyłach prawnuczek Józefa M., pozostanie zapewne tajemnicą na zawsze. Grażyna M. powtarza uparcie, że miała chłopaka, z którym współżyła. Trudno zweryfikować jej zeznania - mężczyzna (ten sam, który wcześniej zgubił dowód osobisty) zginął w wypadku samochodowym. Przynajmniej tak twierdzi Grażyna M., która sama jest dzieckiem któregoś ze swoich krewnych z linii ojca. Tymczasem w domu M. dorastają kolejne dziewczynki z kazirodczych związków, wychowywane w przekonaniu, że współżycie z członkami rodziny to nic nadzwyczajnego...

Alicja Giedroyć

Personalia oraz niektóre okoliczności zdarzeń zmieniono.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje