Reklama

Jedyny zapach człowieka

W sprzyjających warunkach atmosferycznych pies jest w stanie zwęszyć obecność człowieka z odległości ponad 200 metrów.

To nieoceniona właściwość, wykorzystywana w ratownictwie, o czym wraz z koleżankami przekonałam się na własnej skórze, biorąc udział jako pozorantki w treningu zespołów ratowniczych STORAT. Ale po kolei...

Siła i spokój

Reklama

STORAT poznałyśmy od kuchni, a właściwie od rzeszowskiego domu jego szefowej i współzałożycielki - oraz jedynego w Polsce międzynarodowego sędziego pracy psów ratowniczych - Marty Gutowskiej. W ciemnym przedpokoju ociera się o nas kilka charakterystycznych, czerwonych kombinezonów z logiem przedstawiającym głowę owczarka niemieckiego.

Wita nas Marta, ciepła, choć z błyskiem ironii w oku, emanująca spokojem i siłą charakteru. Gdy zajmuję miejsce przy stole poprawia fotel, którym niefortunnie przycięłam wykładzinę dywanową:

- Perski dywan pani zepsuła - żartuje.

Emocjonalne wspomnienie

Przed treningiem pijemy herbatę i rozmawiamy o Buraku, ratowniczej suce rasy owczarek niemiecki. Towarzyszy nam córka Marty Ania, śliczna i bardzo utalentowana skrzypaczka. Obie, matka i córka, wspominając Buraka, nie kryją emocji.

Burak była nie tylko ich przyjaciółką, ale też pierwszym psem pracującym w Stowarzyszeniu Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami - STORAT od chwili jego zawiązania. Jako pierwsza w Polsce pracowała z bringselem (rzemykiem wiszący przy obroży, który służy psu do sygnalizowania, że odnalazł człowieka), jako pierwsza też zdała wszystkie lądowe egzaminy ratownicze: na psa lawinowego, tropiącego, poszukiwawczego i gruzowego.

W trakcie swojej służby przepracowała wiele godzin, miała też szczęście przeprowadzić akcje zwieńczone sukcesem. Niestety, kilka razy została wezwana, gdy było już za późno, by pomóc...

Ślady życia na sobie

Wyruszamy na miejsce treningu. Marta prowadzi do samochodu następczynie Buraka, bure owczarki niemieckie z linii pracujących Rzepę i Erkę.

Jedziemy w dwa auta, aby suki nie poznały naszego zapachu przed akcją.

Przed wyjazdem dostaję do ponoszenia kurtkę, którą później zapakuję szczelnie w foliowy worek. Dzięki temu będzie mogła posłużyć do treningu - psy uczą się nie tylko znajdywania ludzi, ale też wskazywania rzeczy, które potencjalny zaginiony mógł zgubić. Erka jest znana z tego, że w trakcie swojej pracy nie zauważa przedmiotów niepachnących człowiekiem. Te, noszące na sobie ślady życia, natychmiast wskazuje swojej przewodniczce.

Wciąż potrzeba ochotników

Aby pies w prawdziwej akcji ratunkowej był niezawodny, potrzebuje wielu godzin treningu. Zarówno sprawnościowego (przyjdzie mu biegać przez długi czas, w różnych warunkach pogodowych, czasem przez gęstwinę krzaków), jak i posłuszeństwa.

Idealny psi ratownik musi być bardzo niezależny, ale też bardzo podporządkowany przewodnikowi. Tylko świetna komunikacja i współpraca pomiędzy psem i człowiekiem daje gwarancję sukcesu. A gdy w grę wchodzi ludzkie życie, nie ma miejsca na błędy i niedociągnięcia.

W zakres treningu wchodzą też ćwiczenia z osobami, które pozorują prawdziwe ofiary. Psy potrzebują ćwiczyć z różnymi, ciągle nowymi zapachami, dlatego regularnie do tego zadania poszukiwani są ochotnicy.

Zagubiony może zachowywać się różnie

Pozoranci rozwożeni są po lesie i umiejscawiani w wyznaczonych punktach, gdzie leżą na macie lub zajmują bardziej nieprzewidywalne miejsca, jak np. gałąź drzewa. Następnie wysyłane są do nich zespoły ratownicze, w postaci przewodnika, psa oraz nawigatora.

Ćwiczenia z pozorantem mogą odbywać się na krótkich odcinkach drogi i czasu, bywa jednak, że trzeba przesiedzieć w krzakach kilka godzin - tak, by dać bardziej doświadczonym psom możliwość wykazania się w trudniejszych warunkach.

Czasem pozorant proszony jest o odegranie jakiejś sceny.

"Zboczeniec" (w storatowskim narzeczu: ktoś, kto zboczył z drogi), może przecież zachowywać się różnie. Może być chory, wycieńczony, może obawiać się psa. Może krzyczeć, wymachiwać rękoma... A pies ratowniczy musi być gotów stawić czoła każdej takiej sytuacji. Dlatego jeden z pozorantów udawał przy psie atak padaczki, inna odgrywała scenkę z chorym na alzheimera.

W tej robocie cudów nie ma

Nie każdy może być pozorantem, zwłaszcza osoby z inwencją twórczą, bez porozumienia z nawigatorem zmieniające wyznaczone miejsce pracy. To tacy, którzy nie chcą zrozumieć, jak pracuje pies - że w trakcie poszukiwań działa on w oparciu o swój węch i popęd łupu. Że nie ma tu bajkowych cudów, podążania za dobrym człowiekiem.

W trakcie treningu o umiejscowieniu pozoranta wie jedynie nawigator. To on wyznacza obszar poszukiwań, a następnie steruje przewodnikiem psa. Nie wskazuje jednak miejsca, w którym leży człowiek. Podczas prawdziwej akcji nikt nie wie przecież, gdzie on jest, dlatego rola nawigatora to poprowadzenie zespołu tak, by przeszukał maksymalny obszar w wyznaczonych granicach.

Eksperymentalna Erka

Podczas gdy część psów ćwiczyła posłuszeństwo pod okiem przewodnika goldenki, Bianci, ja trafiłam do zespołu Marty Gutowskiej, Erki i nawigatora Krzyśka.

Erka to bardzo doświadczona suka. Wymyślając kolejne rozwiązania szkoleniowe Marta właśnie na niej sprawdza, jak mogą się przyjąć. Jako jedyna, Erka sygnalizuje znalezienie ofiary lub zgubionych przez nią rzeczy poprzez oszczekiwanie swojego przewodnika. Choćby z uporem maniaka nie zauważał on tego, co suka chce mu pokazać, choćby odmawiał jej współpracy i starał się odejść - Erka nie ustąpi, dopóki za nią nie podąży.

Pies widzi nosem

- W tej chwili najbardziej brakuje nam nawigatorów - mówi Marta Gutowska. - STORAT szkoli osoby chcące pracować w tej roli, jednak często przestają one uczęszczać na treningi, kiedy opanują potrzebne umiejętności. To kwestia braku zrozumienia pracy w zespole, tego, że pies musi nauczyć się przeszukiwania terenu, kiedy razem z nim przebywa dodatkowa osoba. Dla tych zwierząt jeden człowiek i dwoje ludzi to dwie, zupełnie różne sytuacje. A psa trzeba nauczyć pracować w każdej z nich.

- Trudność wynika z tego, że każdy człowiek pachnie - a z perspektywy psiej śmierdzi - inaczej. Pies tymczasem "widzi" nosem tak, jak człowiek oczami, każdy zapach osobno. Skądinąd to fenomenalne, że mimo natłoku woni traw, drzew, zwierzyny, bez problemu wyławia ten jedyny zapach człowieka - dodaje Marta.

Marzenie o pontonie

STORAT tworzy zgrana ekipa ludzi. Niektórzy trafili tu (nie)szczęśliwym zbiegiem okoliczności, bo na przykład mieli ciężko chorego szczeniaka, którego leczyli u Marty Gutowskiej i tak dowiedzieli się o istnieniu zespołu. I kolejnego psa, golden retrievera, wybierali już pod kątem ratownictwa.

W stowarzyszeniu są psy i przewodnicy pracujący na bardzo wysokim poziomie, ale i ci początkujący. Nie brakuje też pasjonatów, którzy przez wzgląd na sytuację życiową nie mogą pozwolić sobie na posiadanie psa, ale wciąż chcą mieć swój wkład w działalność zespołu.

Co ważne, każda z tych osób pracuje charytatywnie, a każdy wolny datek przeznaczany jest na poprawę standardu pracy zespołu. Już w tej chwili ekipa posiada quad i psy wyszkolone do poszukiwań z niego. Korzystają też z GPS-ów, tworzących mapy pracy psów.

Marzeniem jest ponton i możliwość poszukiwań ludzi także w zbiornikach wodnych.

Witamy w STORACIE

Po dniu pełnym wrażeń znów pijemy herbatę u Marty, a ona pokazuje nam mapy pracy tłumacząc, w jaki sposób należy je czytać. Opowieść przerywają zapowiedziani goście z kilkutygodniową suczką owczarka niemieckiego.

Szczeniak nie ma oporów - przechodzi z ręki do ręki, ładując się na kolana nowo poznanym osobom. Bez wahania zakleszcza igiełki mlecznych zębów na zabawce, nie waha się zbliżyć do twarzy wielkich z jego perspektywy ludzi. Kiedy wraca na ręce Marty Gutowskiej ta głaszcze ją po łebku.

- Witaj w STORACIE - mówi instruktorka.

Magdalena Śliwerska

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang) | człowiek | zapach | ratownictwo | zaginięcie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje