Reklama

Dzieci przerażają... głupotą

Młodzi ludzie zwykle nie lubią chodzić do szkoły. Odrabianie lekcji, nerwy przed klasówką... Nie ma co się dziwić, że ta instytucja wychowawcza jest dla wielu dzieciaków rodzajem zakładu karnego. Niektórzy najwyraźniej niemiło wspominają także swoje przedszkole. Jak na przykład dwaj chłopcy ze Zduńskiej Woli. Trzynasto- i czternastolatek postanowili się zemścić za doznane kilka lat wcześniej krzywdy (być może nie lubili leżakowania...). W kwietniu 2007 roku włamali się do takiej placówki. Z kuchennego magazynu ukradli 30 jajek, a następnie obrzucili nimi budynek. Na pohybel przedszkolankom!

Reklama

Nie po jajka bynajmniej wdarli się do szkoły przed końcem zimowego semestru gimnazjaliści ze świętokrzyskiego Mniowa. Z gabinetu dyrektora wynieśli osiem dzienników lekcyjnych, które w drodze do domu komisyjnie spalili. Podobny pomysł miał 15-letni uczeń z mazowieckiej Jasienicy. Przed wywiadówką ukradł z pokoju nauczycielskiego dziennik swojej klasy i równoległej (dla niepoznaki), a następnie oba utopił w toalecie.

Wściekły na szkołę musiał być czternastolatek z podwałbrzyskiej wsi. Wyładował złość we wrześniu przed dwoma laty wybijając 16 szyb w miejscowej podstawówce. Energia wciąż go rozpierała, więc później podpalił gospodarstwo rolne, w wyniku czego spłonęła stodoła, w której było 100 ton słomy i maszyny rolnicze za 300 tysięcy złotych.

Brutalne filmy akcji uszkadzają dzieciom psychikę, przekonali się o tym kieleccy policjanci. W marcu 2007 roku na ul. Jagiellońskiej patrolującym miasto funkcjonariuszom wpadł w oko agresywny nastolatek, który kopał samochody. Zatrzymali młodziana (lat 15), przebadali alkomatem (miał 1,4 promila alkoholu w wydychanym powietrzu), zapakowali do radiowozu i odstawili do rodziców. Chwilę potem gówniarz wypadł z bramy na ulicę uzbrojony w wiatrówkę i ostrzelał ich samochód.

Łowcy przygód

O godzinie 20.15, 7 stycznia 2008 roku w Szklarskiej Porębie zdenerwowany ojciec zgłosił zaginięcie syna. Dziesięciolatek nie wrócił ze szkoły. Ostatni raz widziano go po 18.00 niedaleko posterunku policji. Noc, zima, góry, małe dziecko - ojciec coraz bardziej się niepokoił. Do akcji zaangażowano kilkudziesięciu policjantów, dwa psy tropiące, ratowników GOPR i Strażników Granicznych. Tuż przed północą policjant z psem odnalazł chłopca. Smarkacz siedział na drzewie koło komisariatu i obserwował z niemałą satysfakcją całą akcję.

W kwietniowe popołudnie 2008 roku policjantów z Płocka wezwano na jedno z osiedli. Szukano pięciolatka. Kacper był w domu, a potem nagle znikł. Obawiano się, że wymknął się na podwórko. Funkcjonariusze zaczęli od ponownego sprawdzenia wszystkich kątów w mieszkaniu. Znaleźli go w szafie, gdzie malec czekał na stosowny moment, żeby wyjść i wystraszyć babcię.

13-letnia Magda spod Stalowej Woli o 14.00 wysłała mamie lakonicznego SMS-a, że żyje i wszystko jest w porządku. Matka podejrzewając najgorsze, niemal osiwiała. Zadzwoniła na policję. O 23.00 Magdę zatrzymali mundurowi w Zgorzelcu - jechała na koncert do Berlina.

Młodzieńcze wybryki

Nie tylko nasze pociechy mają durne pomysły. 17 marca 2008 roku oficer dyżurny w Polkowicach odebrał telefon, że na przystanku PKS w Przemkowie koczuje jakiś nastoletni rowerzysta, który nie mówi po polsku. Wysłano patrol z Chocianowa. Młodzieniec okazał się 16-letnim Holendrem. Wyjaśnił na komendzie, że podróżuje rowerem do Chin. Obieżyświat miał tylko mały plecaczek, a w nim 10 euro i T-shirt. Zamiast do Chin trafił do pogotowia opiekuńczego w Legnicy, a stamtąd z powrotem do domu w Holandii.

O dzieciach można by długo opowiadać. Na przykład o szesnastoletnim półgłówku z Poznania, który poczęstował koleżankę papierosem z petardą, o pobożnym ministrancie z Dzierżoniowa, który rąbnął z kościoła złoty kielich i stuły, bo chciał zrobić sobie własny ołtarz, o gimnazjaliście z Gdyni, co wystawił na Allegro 9-letnią kuzynkę, bo go wkurzała ("Sprzedam dziecko płci żeńskiej, używane"), o uczniach, którzy wlali morfinę do kawy nauczycielki i wielu innych przypadkach, jakie doprowadzają dorosłych do przedwczesnej siwizny. Rwąc włosy z głowy, pamiętajmy jednak, że to wszystko to tylko młodzieńcze wybryki. Nasze pociechy potrafią robić o wiele gorsze rzeczy, ale o tym, na szczęście, nie tym razem.

Natalia Karnecka-Michalak

Personalia oraz niektóre okoliczności spraw zostały zmienione.

Dowiedz się więcej na temat: głupoty | pomysł | rodzice | Auta | ojciec | chłopcy | szkoły

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje