Reklama

Dostojnicy na gwoździe!

Krok po kroczku, krok po kroczku i będziemy w domu. Oto felietonista najpoważniejszego polskiego tygodnika opinii wyraża przekonanie, że maluczko, a na ścianach polskich ambasad, szkół, posterunków policji, kryminałów, urzędów etc. zawisną znowu - po długich pustych latach przerwy, portrety panów prezydentów.

Prezydent wprawdzie jest jeden, ale w dwóch osobach, stąd wydatki na portret będą dwa razy większe. Dla porównania: w Czechach można sobie kupić (jest to bardzo dobrze widziane) pana prezydenta Klausa za 143 korony. Drogo, prawie 7 piw, ale demonstracja lojalności wobec Domu Panującego jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Reklama

Ośmieliłem się kiedyś spytać pana prezydenta Kwaśniewskiego, dlaczegóż to ten rządzony przez niego kraj jest jedynym na świecie, w którym nie wiszą portrety głowy państwa. - Niemożliwe! - wyszeptał drżącym głosem, ale natychmiast wrócił do dawnego, stalowego tonu. - I bardzo dobrze, że nie wiszą. To... To mogłoby rodzić podejrzenia o kult jednostki. A poza tym, cóż... Wcale za taką formą eksponowania mojej osoby nie tęsknię. Jeszcze by mnie spotkała podobna przygoda, jak pewnego austriackiego polityka w czeskiej piwiarni.

Panu prezydentowi chodziło oczywiście o szwejkowską gospodę pana Palivca Pod Kalichem w Pradze, gdzie w czerwcu 1914 r. muchy obsrały wiszący na ścianie portret stareńkiego monarchy cesarza Franciszka Józefa I. Właściciel gospody dostał za to 10 lat, które odsiedział, powtarzając co rano straszliwą przysięgę, że on tym muchom nie daruje, po wyjściu na wolność co dwie godziny przemywał portret wodą z octem, a po całym zakładzie rozwiesił lepy na muchy. Bał się ich.

I to poniekąd jeszcze mogę zrozumieć. Ale żeby małych, upierdliwych co prawda i srających gdzie popadnie owadów bał się sam Prezydent III Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i głównodowodzący Jej Sił Zbrojnych! To jakąż możemy mieć my, karły, gwarancję bezpieczeństwa, jeśli muchy zaatakują np. magazyny z niewysłaną do Krainy Bolszewików żywnością albo wpadną w oko ojcu Rydzykowi w czasie prowadzenia audycji "Rozmowy niedokończone"?

Teraz, jeśli wierzyć sugestiom Jerzego Pilcha, portrety prezydenckie jednak szybko wrócą. Nakaże to dekretem pan premier. Pierwsza wersja portretów będzie do dupy, bo fotografowi, któremu po atelier będzie się plątał ponury Wassermann z rozpiętą kaburą, ręce się roztrzęsą, ale już następne wersje, zwłaszcza ta zatytułowana "W locie" - ho, ho! - tylko przyklękać.

W ten sposób panowie prezydenci dokażą tego, przed czym ze strachu wzdragał się Aleksander Kwaśniewski: nawiążą do chlubnej portretowej tradycji Bierutów i Osóbek-Morawskich, Cyrankiewiczów i Ochabów, Rokossowskich i Zawadzkich.

Czytam w biografiach naszych nowych prezydentów, że potrafili się uczyć nawet, za przeproszeniem, od diabła, ale wykorzystywali jedynie najlepsze wzory. Kiedy już wrócą na portrety, uwierzę, że dotrzymali słowa.

Leszek Mazan

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: portret | muchy | prezydent | gwoździe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje