Reklama

Dlaczego Pan Wojciech się sromał

Człowiek, którego czerep znaleziono ostatnio we Fromborku, a który wstrzymał Ziemię, a ruszył Słońce (czy też odwrotnie, nigdy nie mogę zapamiętać), pan Kopernik, był z Krakowa.

Wiosną 1495 roku do rektora Akademii Krakowskiej przyszedł zasromany profesor Wojciech z Brudzewa z informacją, że przybysz z Torunia, niejaki Mikołaj Kopernik, głośno powątpiewa w układ geocentryczny.

Reklama

- Na Jowisza! - chwycił się za głowę rektor. - W takim razie koło czego się, jego zdaniem, kręcimy?
- Powiada, że koło Słońca.
- A potrafi to udowodnić?
- Jeszcze nie, ale na moje oko już jest blisko - jeszcze bardziej zasromał się Wojciech z Brudzewa.
- Toż to dla naszej Almae Matris tragedia... Brakuje na stypendia, na badania naukowe, a tu sam stos będzie kosztował ze trzy grosze, a kat, a asystenci, a opłaty za Rynek? Panie kolego, niechże go pan przekona, że dla dobra uczelni powinien natychmiast wywędrować do Bolonii, tam wszystko jest tańsze...

Ponieważ podobną i podobnie umotywowaną prośbę przedłożyły Kopernikowi po roku władze uniwersytetu w Bolonii, a następnie w Ferrarze i Padwie - młody astronom wrócił w 1503 roku do Krakowa, gdzie drewno było nadal tak drogie, że mógł spokojnie dokończyć badania.

Pobyt pod Wawelem pozwolił mu mistrzowsko przyswoić sobie pewne cechy charakterystyczne dla tych okolic. Skorzystał z nich, kiedy po latach los kazał mu - już jako biskupowi - dowodzić obroną przed Krzyżakami Olsztyna. Doniesiono mu wtedy, że ludziska strzelający na murach z armat bardzo często opuszczają stanowiska bojowe. - Proszę wybaczyć, wasza miłość - tłumaczyli oficerom - ale mamy za przeproszeniem sraczkę.

I rzeczywiście mieli, gdyż z chlebem, który nieraz po ciemku jedli na wałach, do ich przewodów pokarmowych dostawała się masa różnych farfocli: a to ziarna prochu strzelniczego, a to grudka błota, a to gołębie gówienko. Ksiądz biskup polecił wtedy, by żołnierskiego chleba nie krajać jak dotąd w grube trójkąty, ale w płaskie, cienkie kromki, na których dużej powierzchni łatwo było dostrzec śmieci. Sraczki szybko ustały, Krzyżacy musieli ze wstydem ustąpić od oblężenia Olsztyna.

Mieszkańcy, wiwatując na cześć księdza biskupa, zwracali tylko nieśmiało uwagę, że owe kromki są okrutnie cienkie. - Nauczyłem się tego w Krakowie - odpowiadał dumnie Kopernik. - Tam kromka chleba musi być taka, że przez nią oglądać można Tatry. I tak ano wśród ludu Warmii i Mazur rósł autorytet astronoma, utożsamianego coraz bardziej i coraz słuszniej z dumną, zawsze rozsądnie gospodarzącą groszem stolicą Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Dopiero w późniejszych latach powszechnego zdziczenia obyczajów pojawiło się określenie "centuś". O tym, że wszechświat zreformował nie kto inny, lecz właśnie mądry, oszczędny człowiek, którego charakter ukształtował Kraków - mówi się niechętnie. Ot, wdzięczność ludzka...

Leszek Mazan

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Słońce | kopernik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje