Reklama

Bez bzykania jest do kitu

Programy, które promują wstrzemięźliwość seksualną wśród młodzieży są bez sensu - mówią badania opublikowane w ostatnim numerze "British Medical Journal".

- Takie strategie zapobiegania zakażeniu wirusem HIV się nie sprawdzają. Obok zachęcania do mniejszej swobody seksualnej trzeba też promować używanie prezerwatyw - podsumowują naukowcy z Oksfordu. Sprawdzili to na 16 tysiącach amerykańskich nastolatków, które wzięły udział w programie typu "tylko abstynencja" - ten rodzaj edukacji seksualnej skupia sie na przekonywaniu młodzieży do opóźnienia inicjacji seksualnej i zachęca do ograniczenia się do jednego partnera. A o prezerwatywach ani mru-mru.

Reklama

Dzieciaki w ten sposób edukowane częściej zarażają się chorobami przenoszonymi drogą płciową, częściej też zachodzą w niechcianą ciążę.

Tymczasem konserwatywna polityka administracji Busha sprawia, że aż 33% funduszy na zapobieganie HIV w Afryce i na Karaibach idzie właśnie na programy typu "tylko abstynencja". Izba Reprezentantów niedawno zatwierdziła 141 milionów dolarów na takie programy, co jest wzrostem o 32 miliony w porównaniu z rokiem uprzednim.

tłum. ML

INTERIA.PL/AFP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje