Reklama

Agencje moralnego niepokoju

W Łódzkiem zawrzało - po tym, jak lokalna prasa ujawniła plany MWSiA, dotyczące lokalnych agencji towarzyskich. Ministerstwo chciałoby mianowicie nasłać na łódzkie burdele wszelkie możliwe służby - od policji po nadzór budowlany. Cel - utrudnianie życia właścicielom "jaskiń rozpusty" i zmuszanie ich do zamykania lokalów...

Pomysł jak żywo przypomina buńczuczne zapowiedzi sprzed kilku lat ówczesnego prezydenta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego, który obiecywał wyeliminowanie agencji towarzyskich "metodami administracyjnymi". I co z tego wyszło? Nic. Burdele w stolicy mają się dobrze, o czym wiedzą nie tylko ich klienci. Liczba ulotek reklamowych z roznegliżowanymi pannami, wkładanych za wycieraczki aut, mówi sama za siebie...

Reklama

Przytulne mieszkanko

Żeby nie było wątpliwości - jestem w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo uciążliwym sąsiedztwem mogą być agencje towarzyskie. Jednak zapowiedzi, że oto rozprawią się z nimi lotne grupy wszelkiej maści urzędasów i policjantów, wywołują u mnie pusty śmiech. Bo nawet jeśli takie akcje będą przeprowadzane, doprowadzą co najwyżej do swoistego rozproszenia oferty. Zamiast lokali z większą liczbą kobiet, pojedyncze panny będą przyjmować klientów we własnych mieszkaniach i nikt nie będzie w stanie im tego zabronić. Zresztą, część seks-biznesu już dziś działa w ten sposób - wystarczy przejrzeć internetowe "oferty towarzyskie", gdzie coraz częściej pojawiają się zachęty typu: "przytulne mieszkano" czy "wygodny, samodzielny apartament w centrum".

Potrzeba czerwonych dzielnic

Po co więc tyle krzyku? No właśnie... Albo więc całkowicie zdelegalizujmy prostytucję (dziś jej uprawianie nie jest nielegalne), albo - co wydaje się posunięciem bardziej racjonalnym - zalegalizujmy i wyprowadźmy na przedmieścia, do specjalnych, czerwonych dzielnic. Tak, by towarzystwo burdeli nikomu nie ciążyło i nikogo nie gorszyło.

Marcin Ogdowski

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje