Reklama

Żywe bomby to codzienność

"Największą w historii ludzkości kampanią samozniszczenia" - nazywa brytyjski "Independent" fenomen terrorystów-samobójców w Iraku.

Bliskowschodni korespondent dziennika w obszernym materiale kusi się o określenie profilu współczesnych kamikadze, szacuje ich liczbę i wylicza ich ofiary. Jego zdaniem, to amerykańska inwazja na Irak z 2003 roku wyzwoliła w świecie arabskim falę samobójców, gotowych umrzeć w walce z okupantem.

Reklama

Kilku zamachowców dziennie

Autora szokuje skala zjawiska, "znacząca liczba młodych mężczyzn (czasem kobiet), którzy z własnej woli dokonują samozniszczenia pomiędzy amerykańskimi konwojami, pod irackimi posterunkami policji, na targach, koło meczetów, na ulicach handlowych, czy oddalonych drogach".

Trwające miesiąc poszukiwania "Independenta", bazujące na informacjach z czterech arabskich gazet, oficjalnych statystyk irackich, dwóch agencji prasowych z Bejrutu i zachodnich depesz wykazały, że w Iraku wysadziło się w powietrze 1121 muzułmańskich terrorystów-samobójców. "W zwykłe dni, sześciu, nawet dziewięciu zamachowców-samobójców wysadzało się w Iraku (...). Jeśli życie w Iraku niewiele kosztuje, śmierć warta jest jeszcze mniej" - czytamy w artykule.

Tysiące ofiar

"Choć ani iracki rząd, ani jego amerykańscy doradcy się do tego nie przyznają, zidentyfikowano zaledwie 10 z ponad tysiąca zamachowców-samobójców. Wiemy od ich rodzin, że wśród nich byli Palestyńczycy, Saudyjczycy, Syryjczycy i Algierczycy" - kontynuuje autor.

"To być może najstraszniejsze i najbardziej makabryczne dziedzictwo inwazji George'a W. Busha na Irak sprzed pięciu lat. Terroryści-samobójcy zabili w tym kraju co najmniej 13 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci - nasze najostrożniejsze szacunki dają całkowitą liczbę 13.132 - i ranili 16.112 ludzi" - czytamy w artykule.

Rozmaite motywy

"Jeszcze bardziej niepokojący jest kult zamachowca-samobójcy, który przelał się przez granice. Po roku od inwazji irackiej afgańscy talibowie wysadzali się w powietrze obok zachodnich żołnierzy (...). Praktyka wdarła się do Pakistanu, uderzając w tysiące żołnierzy i cywilów, zabijając nawet przywódczynię opozycji Benazir Bhutto" - zaznacza. Zdaniem autora Irak również wpłynął na zamachy w londyńskich środkach komunikacji z lipca 2005 roku.

Korespondent "Independenta" zauważa, że naukowcy i politycy od dłuższego czasu spierają się o motywy, którymi kierują się terroryści-samobójcy i próbują stworzyć portret psychologiczny "mężczyzn i kobiet, którzy z zimną krwią podejmują się roli katów".

Zero religii

"Samobójcy mogli spędzić wiele lat na walce z Izraelczykami. Często byli więzieni lub torturowani przez Izrael lub współpracujące z nim libańskie milicje. Czasem zginęli im bracia lub inni członkowie rodziny. W innych przypadkach przykład bliskich mógł wciągnąć ich w wir samobójstw" - napisał dziennikarz. Podkreśla też, że nic z ich działań nie odnosi się do kwestii religijnych.

INTERIA.PL/AFP/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Irak | korespondent | samobójcy | bomby | codzienność

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje