Reklama

Zagadka żelbetowego monstrum

Dla hitlerowskich Niemiec Poznań był łakomym kąskiem. Pomijając propagandowe kłamstwa w rodzaju, że oto "stare miasto niemieckie wróciło do Rzeszy", dla gospodarki państwa Adolfa Hitlera ważne znaczenie miał poznański przemysł. To właśnie pośród licznych zakładów przemysłowych Niemcy postanowili zbudować fabrykę myśliwców.

Przebicie się przez forteczne rumowisko do podziemnego magazynu części i podzespołów do myśliwców Focke-Wulf, było przed kilkunastu laty sporym sukcesem eksploratorów z poznańskiego "Perkuna". Teraz, wraz z Grupą Eksploratorów "Odkrywcy", porwali się na szukanie podziemnej hali produkcyjnej Focke-Wulf'ów na poznańskim lotnisku wojskowym.

Reklama

Ciekawość wojskowych z państw NATO

To żelbetowe monstrum, przez lotników nazywane czasami bunkrem, na placu centralnym, "zdobi" 31. Bazę Lotnictwa Taktycznego na poznańskich Krzesinach. W bazie pełnią służbę zakupione w Stanach Zjednoczonych odrzutowe samoloty wielozadaniowe F-16 i w związku z tym często goszczą w niej politycy i wojskowi z państw Paktu Północnoatlantyckiego. Widząc ów obiekt, co bardziej ciekawscy goście dowiadują się, że pozostał z czasów, gdy naziści zbudowali na tym terenie ogromną fabrykę - główną część poznańskiej filii zakładów lotniczych Focke-Wulf Flugzeugbau GmbH.

Żelbetowe monstrum nie jest jedynym obiektem, który pozostał na terenie 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego z czasów wojny. Kiedyś było ich więcej, a raczej więcej było ruin i gruzów, które pod koniec lat 60. minionego wieku rozkazał usunąć generał Wojciech Jaruzelski, gdy w 1968 roku objął urząd Ministra Obrony Narodowej PRL. Większość rzucających się w oczy ruin rzeczywiście usunięto, inne obiekty zaadaptowano na nowe potrzeby. Na przykład charakterystyczny hangar z czasów II wojny światowej, po gruntownym remoncie służy polskim lotnikom, podobnie zresztą jak kilka innych budynków, gdzie urządzono warsztaty i magazyny. Tylko niewielki lasek liściasty kryje żelbetowy szkielet kolejnej hali produkcyjnej zakładów Focke-Wulf'a z ciągle jeszcze widocznymi śladami po eksplozji amerykańskiej bomby. Niedaleko pozostał również nie zasypany lej po eksplozji innej bomby zrzuconej podczas nalotu, który 29 maja 1944 roku unicestwił zbudowaną w podpoznańskiej wtedy wiosce Kreising główną część filii zakładów Focke-Wulf'a.

Wojenna produkcja

Dla hitlerowskich Niemiec Poznań był łakomym kąskiem. Pomijając już propagandowe kłamstwa w rodzaju, że oto "stare miasto niemieckie wróciło do Rzeszy", dla gospodarki państwa Adolfa Hitlera ważne znaczenie miał poznański przemysł: dziesiątki dużych, średnich i małych przedsiębiorstw, których potencjał produkcyjny można było szybko przestawić na potrzeby wojny.

Skonfiskowane przez władze okupacyjne Zakłady Hipolita Cegielskiego już 1 listopada 1939 roku nabyła na własność spółka akcyjna Deutsche Waffen nd Munitionsfabriken (DWM) z Karlsruhe. Pół roku później poznańskie zakłady DWM zatrudniały 6495 pracowników, tym 1186 Niemców i 5309 Polaków. Inna firma niemiecka - Continental z Hanoweru - przejęła w sierpniu 1940 roku zakłady "Stomil" i prowadziła je pod nazwą Posener Gummiwerke. To tylko dwa przykłady, ale podobny los spotkał cały przedwojenny przemysł Poznania. Miał on teraz pracować na potrzeby gospodarki wojennej Wielkoniemieckiej Rzeszy, a zatrudnieni w nim pracownicy polscy nie mieli praktycznie żadnych praw, za to same obowiązki...

Doskonałe myśliwce z poznańskiej filii

W przedwojennym Poznaniu nie było zakładów lotniczych, które w wojennym Posen Niemcy postanowili zbudować praktycznie od podstaw. Inwestorem została firma Focke-Wulf Flugzeugbau GmbH. Gdy w 1941 roku w Krzesinach trwała budowa nowoczesnych zakładów wraz z lotniskiem, firma zajęła także część pawilonów na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich. 9 października 1941 roku niemieckie władze wojskowe wyraziły gotowość przekazania 1500 radzieckich jeńców wojennych do pracy w poznańskiej fabryce Focke-Wulf'a.

Produkcję kadłubów samolotowych rozpoczęła ona niespełna dwa miesiące później, 1 grudnia 1941 roku, i przez następne lata okupacji zakłady Focke-Wulf były - obok DWM - najbardziej dynamicznie rozwijającym się przedsiębiorstwem w wojennym Posen, pod koniec 1942 roku uzyskując znaczną samodzielność jako filia znanego koncernu. W połowie następnego roku zakłady te, produkujące doskonałe myśliwce FW 190 A-8, otrzymały zgodę na zwiększenie kwot przeznaczonych na cele inwestycyjne z 7,7 milionów do 16,2 milionów marek. W końcowym okresie wojny w Poznaniu zajmowano się również produkcją samolotów FW Ta 154, zaprojektowanych przez szefa koncernu, inżyniera Kurta Tanka.

Bomby i ulotki

Poznańscy Niemcy wiedzieli, że obiekty fabryczne Focke-Wulf znajdowały się jakby "na patelni" i ich zniszczenie przez aliantów nie będzie wcale trudne. Trzeba było zatem znaleźć inny sposób na tak zwane rozśrodkowanie zakładów i przynajmniej częściowe ukrycie ich pod ziemią. Do tego celu idealnie nadawały się stare forty, którymi Prusacy w drugiej połowie XIX wieku pierścieniem otoczyli ówczesny Poznań. Mimo bezwzględnego priorytetu, którym w końcu 1943 roku dla III Rzeszy była produkcja zbrojeniowa, hitlerowskiej biurokracji potrzeba było kilka tygodni, by leżące w prawobrzeżnym Poznaniu, a więc niedaleko Krzesin, forty I, Ia, II i IIa przekazać zakładom Focke-Wulf'a. Kolejne tygodnie upływały na adaptacji fortów do celów produkcyjno-magazynowych. Przede wszystkim zadaszono fosy, tworząc z nich coś w rodzaju hal produkcyjnych. Do obu głównych fortów: numer I Röder na Starołęce i II Stülpnagel na Zegrzu podciągnięto bocznice kolejowe.

Trudno dzisiaj stwierdzić, czy prace te zakończono przed 9 kwietnia 1944 roku. Zapewne nie. W każdym razie 4 kwietnia poznańską filię zakładów Focke-Wulf'a wizytował feldmarszałek Erhard Milch, Generalny Inspektor Luftwaffe, gorący zwolennik produkcji myśliwców. W towarzystwie aż sześćdziesięciu specjalistów lotnictwa wojskowego zwiedził on zarówno zakłady w Krzesinach, jak i te na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich. Podczas rozmów z władzami Kraju Warty i dyrekcją koncernu, omówiono sprawę wysłania do zakładów Focke-Wulf'a w "starej" Rzeszy polskich robotników, a w zamian sprowadzenia do Posen wysoko wykwalifikowanych robotników niemieckich.

Amerykańskie bomby spadły na Poznań

No i wreszcie nastał pogodny dzień 9 kwietnia. W tamtą niedzielę prysły złudzenia władz Kraju Warty, że alianci nie odważą się zbombardować zamieszkałego w dużej mierze przez Polaków Poznania. Właśnie w ten pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych lotnictwo amerykańskie zaatakowało Posen, na cel zrzucanych bomb burzących i zapalających wybierając - obok poznańskiego węzła kolejowego - zakłady niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, w tym obiekty Focke-Wulf'a na terenach MTP. Oszczędzono jednak Krzesiny.

Minęło siedem tygodni. Był poniedziałek, 29 maja 1944 roku, drugi dzień nie obchodzonych w Rzeszy Zielonych Świątek. Odprawę amerykańskich pilotów B-17 zwołano na godzinę 5. Odbyła się ona w baraku na jednym z lotnisk użytkowanych przez 8. armię lotniczą w Wielkiej Brytanii. Piloci dowiedzieli się nań, że celem poniedziałkowego nalotu będzie Poznań i Schneidemühl. 91 maszyn poleci nad cel, który na wręczonych im mapach nazwano "Erzesinki". To były zakłady Focke-Wulf'a w Kreising, czyli w Krzesinach. 58 amerykańskich bombowców atakować ma inne cele w Poznaniu, a 19 "latających fortec" poleci nad zakłady lotnicze urządzone na peryferiach Schneidemühl, czyli Piły.

Odkrywca

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: skarby | Rosjanie | bazy | fabryka | przemysł | 1944 | zagadka | bomby | Niemcy | Rzeszów | myśliwiec | bunkier

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje