Reklama

Zabijałem dla ojczyzny

Kolba mocno przyciśnięta do ramienia, policzek za celownikiem, wzrok skupiony na środku krzyża celowniczego, a nie na nieprzyjacielu, i mocne pociągnięcie za spust. Poczułem przyjemne kopnięcie karabinu. Pocisk trafił bojownika w bok klatki piersiowej, wchodząc z jego prawej strony, a wychodząc z lewej. Przeciwnik dostał konwulsji, zachwiał się na nogach, po czym runął w tył do wnętrza budynku i tak już pozostał.

Na ogół strzelcy wyborowi działają w parach: obserwator - snajper. Obserwator identyfikuje cele, ocenia odległość i przekazuje te informacje strzelcowi, który je wykorzystuje. W tej operacji nie byłoby na to czasu - braliśmy udział w działaniach wojennych w warunkach miejskich. W tego rodzaju środowisku nieprzyjaciel mógł się pojawić zewsząd, co gorsza, nieprzyjaciel ubrany tak samo jak cywil.

Reklama

Uspokoić bicie serca

Musieliśmy czekać, aby przekonać się, jakie są jego zamiary. Nawet jeśli byłby uzbrojony, mogłoby się zdarzyć, że należy do klanu trzymającego naszą stronę. Trzeba było czekać, aż taki osobnik wymierzy broń w naszych chłopaków. Dopiero wtedy dopilnujemy, żeby przeniósł się do wieczności. Nie będzie czasu na poprawkę i kolejne strzały. Obaj z Casanovą byliśmy uzbrojeni w karabiny snajperskie .300 Win Mag.

Przez swój celownik optyczny Leupold ×10 dojrzałem w odległości 500 jardów (około 450 metrów) bojownika milicji strzelającego do śmigłowców przez otwarte okno.

Pamiętając, żeby uspokoić bicie serca, skierowałem krzyż celowniczy na mężczyznę, gdy tymczasem do głosu doszły wyćwiczone odruchy - kolba mocno przyciśnięta do ramienia, policzek za celownikiem, wzrok skupiony na środku krzyża celowniczego, a nie na nieprzyjacielu, i mocne pociągnięcie za spust (mimo że był bardzo lekki, o sile oporu dwóch funtów, czyli niecałego kilograma).

Poczułem przyjemne kopnięcie karabinu.

Gramy dalej

Pocisk trafił bojownika w bok klatki piersiowej, wchodząc z jego prawej strony, a wychodząc z lewej. Przeciwnik dostał konwulsji, zachwiał się na nogach, po czym runął w tył do wnętrza budynku i tak już pozostał. Natychmiast ponownie przyłożyłem oko do celownika i powróciłem do obserwacji. Gramy dalej.

Wszystkie inne myśli wyparowały. Ja i mój win mag stanowiliśmy jedno. Skanowałem swój sektor, a Casanova swój. Inny bojownik milicji uzbrojony w AK-47 wyszedł na schody pożarowe przez drzwi z boku budynku jakieś 300 metrów ode mnie i wymierzył karabin w komandosów Delty szturmujących warsztat.

Uważał, jak sądzę, że w miejscu, gdzie się znajduje, nic mu nie zagraża ze strony atakujących, i zapewne miał rację. Za to ja mu zagrażałem - 300 metrów nie było żadnym wyzwaniem. Mój strzał trafił go w lewy bok, a pocisk przeszedł na wylot. Mężczyzna osunął się na podest schodów pożarowych, nie wiedząc nawet, co go trafiło. Obok niego leżał milczący AK-47. Ktoś próbował sięgnąć na zewnątrz i odzyskać broń - wystarczył jeden pocisk z mojego win maga, żeby go powstrzymać. Za każdym razem, kiedy oddawałem strzał, natychmiast zapominałem o tamtym celu i obserwowałem okolicę w poszukiwaniu następnego.

Facet z RPG na ramieniu

Wewnątrz i wokół warsztatu wybuchł zamęt. Wszędzie dokoła biegali ludzie. Powietrze wypełniało ogłuszające dudnienie wirników śmigłowców Little Bird i Black Hawk. Ja jednak tkwiłem w swoim własnym małym świecie - nie istniało dla mnie nic poza moim celownikiem i moim zadaniem. Niech faceci z Delty robią swoje w warsztacie. Do mnie należało namierzyć i trafić nieprzyjaciela.

Nie był to pierwszy raz, kiedy zabijałem dla ojczyzny. I nie będzie ostatni.

Kilka następnych minut upłynęło mi na obserwacji okolicy.

Jakieś 750 metrów ode mnie pojawił się nagle facet z RPG na ramieniu, szykując się do odpalenia pocisku w stronę śmigłowców. Gdybym go zdmuchnął, byłby to najdalszy śmiertelny strzał w mojej karierze. Gdybym spudłował...

Powyższy tekst pochodzi z książki Howarda E. Wasdina "Snajper. Opowieść komandosa SEAL TEAM SIX", która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Litera Nova.

W monumentalnej, ponad 400-stronicowej, publikacji Howard E. Wasdin pokazuje, jak wygląda rekrutacja do Komando Foki.

Pozwala poczuć ból najbardziej morderczego treningu świata. Zdradza szczegóły najtrudniejszych i najdramatyczniejszych misji (m.in. tej w Somalii, którą widzieliście w filmie "Helikopter w ogniu").

Opowiada także, jak z perspektywy komandosa wyglądał atak na kryjówkę Osamy Bin Ladena. Bo to właśnie komandosi z Team Six - elitarnego oddziału Navy SEAL - zabili, jeszcze do niedawna, najbardziej poszukiwanego terrorystę świata.

Autor książki, wspominając swoją służbę w SEAL Team Six, mówi: "Do mnie należało namierzyć i trafić nieprzyjaciela".

Jako strzelec wyborowy przez dwanaście lat brał udział w wielu, jak dotąd tajnych, operacjach prowadzonych przez amerykańskie służby specjalne. Był najlepszym snajperem SEAL Team Six, co oznacza, że był jednym z najlepszych snajperów na świece. Ta książka to jego historia.

Zapraszamy do, prawdziwie męskiej, lektury!

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: helikopter | Osama bin Laden | snajperzy | mogadisz | wojna | Seal | Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje