Reklama

Z panzerfaustu w sejf

Poszukiwania Bursztynowej Komnaty złączyły dwa różne miasta: malutkie miasteczko gdzieś w Prusach Wschodnich i brandenburski ośrodek przemysłowy z tramwajami i trolejbusami na ulicach. W 1945 roku wschodniopruski Landsberg i Landsberg nad Wartą połączyła straszna zemsta czerwonoarmistów. I szukanie skarbów.

Pomyłka Ryszarda Badowskiego sprawiła, że Gorzowem Wielkopolskim zainteresowali się poszukiwacze legendarnej Bursztynowej Komnaty. Wprawdzie do pomyłki doszło prawie 15 lat wcześniej, w wydanej w 1976 roku kultowej już dzisiaj książce Badowskiego "Tajemnica Bursztynowej Komnaty", to jednak sprawa Gorzowa wypłynęła dopiero około 1990 roku.

Reklama

Piszę "około", ponieważ moje stare notatki wskazują, że prawdopodobnie było to w roku 1991. W roku następnym miejscowy jasnowidz w transie widział już skrzynie z tym osiemnastowiecznym arcydziełem sztuki barokowej, a kilku samozwańczych organizatorów przymierzało się do zbiórki pieniędzy na akcję poszukiwawczą. W końcu ktoś zapytał: A gdzie właściwie szukać?

Górowo, a nie Gorzów

Z pobytu w Gorzowie latem 1992 roku zapamiętałem rozmowę z jednym z owych organizatorów poszukiwań. Brodaty trzydziestolatek wyjął nieco przetłuszczoną kserokopię strony "Tajemnicy Bursztynowej Komnaty" i wskazując palcem na jeden z wierszy, powiedział: - No przecież stoi jak byk, że Landsberg to dawna niemiecka nazwa Gorzowa Wielkopolskiego. Taki pisarz i podróżnik i nie wie, co pisze?

W książce Badowskiego znalazł się fragment listu, który pod koniec lat 50. minionego wieku został wysłany z ówczesnej NRD do radzieckich poszukiwaczy komnaty i opublikowany w wydanej w Rydze w 1961 roku książce W. Dmitriewa i W. Jeraszowa "Tajna jantarnoj komnaty".

Niejaka Emma Lupp, przedstawiona jako burmistrz miejscowości Koppenbrück, pisała: "Polski jeniec wojenny powiedział mi, że na początku stycznia 1945 roku z Königsbergu (Królewca - przyp. L. A.) wysłano wagon ze skarbami sztuki, które potem zamurowano w piwnicach zamku w powiecie Landsberg. Polaków, których zmuszono do wykonania tej pracy, wywieziono w nieznanym kierunku".

Po tym cytacie, zamieszczonym na stronach 173 i 174, w książce znajduje się znany nam już dopisek Ryszarda Badowskiego, że Landsberg to Gorzów. Ale wcześniej, bo na stronie 88 "Tajemnicy Bursztynowej Komnaty" znajdziemy zdanie, z którego wynika, że Badowski wiedział jednak, że Landsberg jest dawną nazwą Górowa Iławeckiego, chociaż niemieckie nazwy występujących w książce miejscowości nie są jego mocną stroną.

Chaotyczne akcje poszukiwawcze

Dzisiejsze Dzikowo Iławeckie to - według Badowskiego - Wildenhof, chociaż faktycznie był to Wildenhoff. Wspomniane Górowo Iławeckie, dzisiaj pięciotysięczne miasteczko i siedziba nadgranicznej gminy, w styczniu 1945 roku nie było stolicą powiatu.

Pani Lupp miała zapewne na myśli okolice ówczesnego Landsbergu w Prusach Wschodnich, a nie w Brandenburgii, być może właśnie Wildenhoff, chociaż zamiast zamku ozdobą tej miejscowości był pałac. W tym jednak przypadku winę za złe tłumaczenie można zrzucić na wieloznaczne niemieckie słowo Schloss, które oznacza zarówno pałac, jak i zamek, ale nie zamek jako warownię.

Przez dawny Wildenhoff przebiegała linia kolejowa z Królewca przez Tiefensee i dalej przez Landsberg do Heilsbergu (Lidzbarka Warmińskiego). Przywiezienie tu ze stolicy Prus Wschodnich jakichś skarbów kultury w wagonie kolejowym jest prawdopodobne. W tej też okolicy znajdowały się obozy jenieckie, a więc zaangażowanie polskich jeńców do rozładunku i ukrycia skarbów jest również prawdopodobne.

Wypalony w 1945 roku pałac Schwerinów w Dzikowie, gdzie w poprzednim roku gościł sam doktor Alfred Rohde, królewiecki opiekun Bursztynowej Komnaty, miejscowa ludność w następnych latach rozebrała do fundamentów i nie natrafiono na jakąś zamurówkę w piwnicach tej budowli. A więc trzeba szukać gdzie indziej - w szeroko pojętych okolicach Górowa Iławeckiego.

Zresztą skoncentrowanie się na Dzikowie i Bursztynowej Komnacie były przyczynami niepowodzeń zorganizowanych po wojnie w tej okolicy kilku dużych, ale chaotycznych akcji poszukiwawczych.

Szukać pałacu, zamku czy willi?

Dopiero Marek Dudziak, który w sierpniu 1997 roku skrzyknął w okolice Górowa Iławeckiego najlepszych polskich poszukiwaczy skarbów, wyszedł z opłotków Dzikowa.

Moim zdaniem zbyt nieśmiało, a ponadto i w tym przypadku można powtórzyć słowa, które usłyszałem w Gorzowie: A gdzie właściwie szukać? W Kandytach, Sągnitach, Lipnikach, by wymienić tylko okoliczne wioski leżące w pobliżu linii kolejowej i nie zapominać o samym Górowie. Pamiętać też trzeba, że wcale nie musiał to być pałac, lecz na przykład jakaś okazała willa.

Do dzisiaj pozostaje zagadką, dlaczego Badowski - cytując ważny list pani Lupp - odesłał czytelników swej książki do Gorzowa Wielkopolskiego. Być może zmyliły go słowa o "powiecie Landsberg", a taki powiat rozciągał się na wschodzie Brandenburgii. Wybierzmy się tam.

Odkrywca

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: miasteczko | notatki | Pisarz | pałac | Gorzów | sejf | ZSRR | 1945

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje