Reklama

Wojskowe kino akcji

System symulacji pola walki JCATS pozwala graczom niemal na wszystko. Nie może jedynie symulować tęsknoty za domem.

Na jednej z afgańskich dróg polski patrol zostaje zatrzymany przy improwizowanym ładunku wybuchowym. Jednocześnie rozpoczyna się ostrzał. Żołnierze bronią się i przez radio proszą o wsparcie. Śmigłowiec, który leci im z pomocą, zostaje uszkodzony i musi awaryjnie lądować. Czekają więc na następny, lecz czas działa na ich niekorzyść. Dwóch z nich jest ciężko rannych, pozostali nie mają już amunicji, by odpierać atak rebeliantów.

Reklama

Więcej niż gra

Dobrze, że to nie rzeczywistość, tylko symulacja pola walki - JCATS (Joint Conflict and Tactical Simulation). W marcu w Kielcach zakończyły się ćwiczenia "Bagram IX", przygotowujące dowództwo i sztab do kolejnej zmiany kontyngentu w Afganistanie. Po raz trzeci w Polsce użyto tego systemu. Minister obrony Bogdan Klich zapowiedział, że zapewne do końca roku nasze siły zbrojne dostaną go na własność. Dotychczas JCATS użyczali nam Amerykanie.

Na pierwszy rzut oka nie różni się on od zwykłej gry komputerowej. Faktycznie jest dużo bardziej od niej skomplikowany. Konstruktorzy JCATS postawili na realizm. Mapy cyfrowe wiernie oddają charakterystykę danego terenu, a gracze poruszają się w czasie rzeczywistym.

Polscy żołnierze używają tego systemu do szkolenia przed misją afgańską, dlatego korzystają z zainstalowanej w nim cyfrowej, trójwymiarowej mapy Afganistanu.

Nawet pojazdy zużywają paliwo

Jednostki dotychczas ćwiczące na poligonie są zastępowane wirtualnymi, poruszającymi się na ekranach komputerów. Zadaniem systemu nie jest sprawdzenie bojowego przygotowania żołnierzy, lecz zweryfikowanie i ocenienie decyzyjności dowództw i sztabów. Podpułkownik Marek Sołoducha, szef Pracowni Programowania Ćwiczeń w Centrum Symulacji i Komputerowych Gier Wojennych Akademii Obrony Narodowej przekonuje, że żołnierze korzystający z JCATS mają świadomość konsekwencji podejmowanych decyzji. Ćwiczący stawiani są w konkretnej sytuacji, do której mogłoby dojść w Afganistanie. Podejmowane przez nich decyzje weryfikuje się jako możliwe bądź niemożliwe do wykonania w określonych warunkach. Wszystkie komendy zostają na trwałe zapisane w urządzeniu w celach szkoleniowych. Realizm polega na tym, że w JCATS każdy pojazd wyjeżdżający z bazy zużywa paliwo i pokonuje określone trasy w czasie rzeczywistym.

Uwzględniane są również wszelkie charakterystyki terenu: nierówności, wzniesienia, góry, lasy, obszary zabudowane, system może także symulować duże obszary wodne, choć ten wariant w przypadku Afganistanu jest pomijany.

Dzięki JCATS można także odbywać szkolenie z podejmowania działań ratowniczych w przypadku klęsk żywiołowych, prowadzenia operacji pokojowych, akcji przeciwterrorystycznych, ratowania zakładników czy ochrony obiektów. W Stanach Zjednoczonych z tego systemu korzystają między innymi wojska lądowe, jednostki specjalne sił powietrznych, dowództwo wojsk specjalnych, marynarka wojenna i Departament Energetyki. Stosują go także wojska amerykańskie stacjonujące w Europie.

Efekt Indiany Jones

JCATS jest w stanie symulować jednocześnie ponad 60 tysięcy różnego rodzaju elementów: od żołnierzy (których można grupować w drużyny, plutony, konwoje) po samoloty i tłum ludzi. Maksymalny obszar symulacji sięga około 700 kilometrów kwadratowych. Program odwzorowuje najczęściej walkę między dwiema przeciwstawnymi stronami, ale można uwzględnić nawet dziesięć podmiotów konfliktu, włączając w to siły neutralne. Czas trwania symulacji: od 20 minut do nawet dwóch tygodni.

W rozgrywce muszą uczestniczyć przynajmniej dwie strony konfliktu. Ćwiczący, oznaczeni kolorami niebieskim (wojska własne) i czerwonym (przeciwnik), poruszają się w wyobrażonym świecie na ekranach komputerów. W trakcie szkolenia polskich żołnierzy w systemie JCATS rolę przeciwnika bierze na siebie dowództwo 2 Korpusu Zmechanizowanego, wojska własne "podgrywa" dowództwo sił zadaniowych wyjeżdżające na misję. Zanim obie strony spotkają się na ćwiczeniach, przez kilka miesięcy w Krakowie jest opracowywany precyzyjny scenariusz, który później zostaje wprowadzony do systemu.

- Ciężar tej pracy bierze na siebie 2 KZ. Budujemy całe środowisko informacyjne, coś, czego obserwator nie zauważy - opowiada pułkownik Rajmund Andrzejczak, asystent szefa sztabu 2 KZ. - Kiedy oglądamy filmy o Indianie Jonesie, podobają nam się efekty, wartka akcja na ekranie, ale nie myślimy, ile pracy kosztowało jego nakręcenie. W przypadku systemu symulacji to my odpowiadamy za scenariusz i reżyserię ćwiczeń. Ich przygotowanie wymaga dziesiątek konferencji, hektolitrów wypitej kawy i tony wyprodukowanych dokumentów - dodaje.

To nie gra, żołnierz będzie ranny

System JCATS uwzględnia takie elementy, jak wytrzymałość żołnierza, jego cechy fizyczne, zapasy żywności, a także warunki pogodowe oraz możliwości techniczne pojazdów. Ten walor odróżnia go od gry komputerowej, w której nierzadko prawa fizyki nie są rygorystycznie przestrzegane. Za przykład konstruktorzy JCAST podają sytuację, gdy wirtualny żołnierz ma skoczyć z piętnastometrowego klifu. Jeśli jest to zwykła gra, to pewnie nic mu się nie stanie, ale w JCATS będzie ciężko ranny.

Na symulację, którą tworzy 2 KZ, reaguje Centrum Operacji Taktycznych (Tactical Operation Center, TOC) Polskich Sił Zadaniowych. Pracuje tak, jakby to była realna sytuacja w Afganistanie. Zadaniem ćwiczących w TOC jest dostosowanie procedur i reagowania do odgrywanych sytuacji. Wojsko nie widzi scenariusza. Informacje otrzymuje bezpośrednio od zespołów bądź z obrazu przesyłanego do Blue Force Tracker (system lokalizacji wojsk własnych). Żeby maksymalnie urealnić całą sytuację, w TOC można oglądać obraz Afganistanu z bezzałogowego statku powietrznego, który również jest symulowany. W trakcie ćwiczeń scenariusz może być modyfikowany i najczęściej tak się dzieje.

Utrudnić ćwiczącym zadanie

- Jeśli uznamy, że patrol ma być zaatakowany, bo chcemy sprawdzić procedury, które są przyjęte dla pododdziału w zasadzce, to taki atak wprowadzamy - opowiada pułkownik Andrzejczak, dowódca IV i V zmiany polskiego kontyngentu w Afganistanie. - Możemy zmieniać scenariusz tak, by jak najbardziej utrudnić ćwiczącym życie. Jeśli symulacja zakłada, że pluton jest zaatakowany, to powinien wezwać na pomoc MEDEVAC, tak jakby się to działo naprawdę. Gdy żołnierze postępują właściwie, to my na komputerach widzimy ich korespondencję z MEDEVAC, widzimy jak przybywa wsparcie. Jeśli zamówią obraz z bezzałogowca, to obraz ten będzie wiernie dostosowany do aktualnego scenariusza. Spędziłem tam 13 miesięcy, ale gdy spojrzałem na monitory komputerów, to miałem wątpliwości, czy to nie dzieje się naprawdę - wyjaśnia.

Każdemu wydarzeniu, które jest rozgrywane w systemie, przygląda się osoba na bieżąco oceniająca reakcje ćwiczącego wojska. Gdy pojawiają się rażące błędy, pomocą "niebieskim"

służą mentorzy, czyli osoby, które niedawno wróciły z Afganistanu.

Palcem po mapie

- Najpierw zobaczyłem Afganistan i mechanizmy, które rządzą naszą operacją - stwierdza pułkownik Andrzejczak. - Dopiero po powrocie do kraju mogłem się przekonać, jak wiernie można to symulować w systemie. Różnica pod względem przygotowania pododdziałów między IV zmianą a IX jest kolosalna - uważa.

Koncepcja przygotowania żołnierzy do wyjazdu na misję przed 2009 rokiem była zupełnie inna. Wojsko ćwiczyło razem ze sztabem, co zdaniem oficerów mocno utrudniało pracę.

- Większość ludzi koncentrowała się na taktyce, tak zwanych działaniach w polu, wzywaniu śmigłowców, użyciu Rosomaków; mniej na systemach i procedurach - mówi asystent szefa sztabu 2 KZ. - Dobrze, że te dwie sprawy zostały rozdzielone, bo tak pracuje się lepiej. Najważniejsze, by zmienić mentalność ludzi, tak by do ćwiczeń rozgrywanych w komputerach podchodzili z największym zaangażowaniem. Trzeba zrozumieć, że od każdego ruchu w komputerze zależy czyjeś zdrowie lub życie - dodaje.

Zanim zaczęliśmy korzystać z amerykańskiego JCATS, komunikacja między ćwiczącymi odbywała się poprzez pocztę, telefony, meldunki. Nie pozwalało to na skuteczne wykrywanie błędów. Podpułkownik Sołoducha przyznaje, że niegdyś podobne ćwiczenia opracowywało się szybciej: - Tu wiele wysiłku trzeba włożyć w przygotowanie scenariusza. Kiedyś, gdy ćwiczenia odgrywało się na mapie, wszystko było możliwe. Dało się coś wymazać, przesunąć, zmienić. Teraz nikt nie może pozwolić sobie na taką dowolność. Każdy nasz ruch zostanie zapisany i utrwalony w systemie.

Wiele wysiłku

Zdaniem ekspertów, obecny sposób szkolenia poprzez symulację komputerową lepiej przygotowuje żołnierzy, bo pokazuje, z czym mogą się zmierzyć. Za opracowanie scenariusza w 2 KZ odpowiadają ludzie, którzy przynajmniej dwukrotnie byli na misji. Kadra korpusu sterująca systemem w czasie ćwiczeń z "Bagram" musi przejść odpowiednie przygotowanie do pracy z JCATS.

- W tym roku szkolenie odbywało się przez trzy dni, ale było to dla mnie jedynie przypomnienie. Rok wcześniej nauka trwała jeden dzień dłużej - mówi kapitan Rafał Pilarczyk, operator JCATS z oddziału operacyjnego 2 KZ. Przyznaje, że choć dziś obsługa systemu nie jest dla niego problemem, to początki nie były proste, a część funkcji operatorzy poznawali już w trakcie ćwiczeń, bo szkolenie trwało zbyt krótko.

- CATS, jak każdy software, wymaga nauki, a początki zawsze są trudne - dodaje podpułkownik Marek Sołoducha. - Dla nowych użytkowników trzy albo cztery dni to za mało. W Centrum Symulacji i Komputerowych Gier Wojennych prowadzimy kursy obsługi zbliżonego systemu, JTLS (Joint Theatre Level Simulation). Dopiero po dziesięciu dniach żołnierze dostają certyfikat o ukończeniu kursu na poziomie podstawowym - uważa.

Przemawia ekonomia

Thomas Lasch, dyrektor w branży wzorów i symulacji połączonych z Połączonego Międzynarodowego Centrum Symulacji z Niemiec, zapowiadał w 2011 roku, że będzie się starał, by szkolenie dla polskich operatorów JCATS trwało dłużej niż obecnie. Na razie czas nauki się nie zmienił.

Za stosowaniem JCATS w Polsce przemawia ekonomia. Żołnierze nie muszą wyjeżdżać na poligony, zużywają mniej paliwa, odpada koszt ich utrzymania i wyżywienia. Podpułkownik Sołoducha uważa jednak, że szkolenie dowództw i sztabów z wykorzystaniem systemów symulacyjnych daje oszczędności dopiero po pewnym czasie. Na początku potrzebne są inwestycje: kupno systemu, oprogramowania, komputerów i przeszkolenie obsługi.

Kiedy dostaniemy JCATS?

Szacuje się, że pozyskanie systemu kosztuje ponad 1,5 miliona dolarów.

Inspektorat Uzbrojenia poinformował, że w sprawie zakupu systemu JCATS oficjalne zapytanie ofertowe do strony amerykańskiej przesłano 16 lutego 2011 roku. Dotychczas IU nie otrzymał w tej sprawie odpowiedzi.

Planowane jest pozyskanie jednego kompletnego zestawu JCATS, składającego się z: oprogramowania JCATS w wersji 10.0; czterdziestu mobilnych stanowisk komputerowych; piętnastu laptopów; czterech serwerów (w tym dwóch mobilnych); dwóch projektorów; dwóch drukarek; dwóch przenośnych agregatów prądotwórczych; systemów operacyjnych do obsługi serwerów i komputerów oraz dodatkowego oprzyrządowania.

Intencją MON jest zamówienie rocznego wsparcia technicznego, szkoleń, przygotowania i prowadzenia ćwiczeń. W całości będzie to finansowane ze środków pomocowych Foreign Military Financing, przyznanych Polsce przez rząd Stanów Zjednoczonych.

Miejsce zainstalowania JCATS nie jest jeszcze przesądzone. System znajdzie się albo w Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych w Kielcach, albo w Centrum Wsparcia Mobilnych Systemów Dowodzenia (CWMSD), którego siedzibą od początku 2012 roku będzie Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu.

JCATS jest jednym z nowszych natowskich systemów symulacyjnych. Wykorzystują go między innymi siły zbrojne Ukrainy, Rumunii i Łotwy. Szacuje się, że pozyskanie systemu kosztuje ponad 1,5 miliona dolarów.

Magdalena Kowalska-Sendek

Polska Zbrojna

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sztuki walki | Pola | system | wojsko | szkolenie | Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje