Reklama

Smok pokazuje pazury

Rejon Azji Południowo-Wschodniej będzie w najbliższej przyszłości areną kluczowych wydarzeń politycznych, militarnych i ekonomicznych.

Reklama

Ten kierunek potwierdza ogłoszony w styczniu 2012 roku amerykański dokument dotyczący "globalnej roli Stanów Zjednoczonych oraz strategii obronności". Kontakty z krajami tego regionu ważne są nie tylko dla USA. Na Wschód zwraca się także świat arabski. Kurs polityczny na Azję może doprowadzić do zmian na Bliskim Wschodzie - w nowym układzie geostrategicznym wiodącą rolę będą odgrywać Chiny. One tymczasem spoglądają ku Zachodowi.

Reklama

Nowe otwarcie

Arabskie "nowe otwarcie" na azjatyckie tygrysy (Indie i Chiny) podszyte jest obawą o przyszłych odbiorców "płynnego złota". Ogłoszony w połowie stycznia raport BP sugeruje bowiem, że USA, korzystając z bogatych w gaz i ropę złóż łupkowych, osiągną w 2030 roku niezależność energetyczną. Będzie to oznaczać stopniowe wycofywanie się supermocarstwa (głównego odbiorcy ropy) z Bliskiego Wschodu. Kto zajmie jego miejsce? Chiny? A może Indie?

Poszukiwanie przez kraje z rejonu Zatoki Perskiej nowych konsumentów zbiega się z rosnącymi potrzebami rynków tych dwóch państw. Nakłada się także na presję wywieraną przez administrację prezydenta Baracka Obamy na Pekin i Nowe Delhi, by zerwały bądź ograniczyły kontakty handlowe z Iranem, będącym wciąż jednym z ważniejszych dostawców ropy naftowej do Chin i Indii.

Wyzwania i ambicje

W tym kontekście zrozumiała jest wizyta premiera Chin Wen Jiabao w krajach regionu Zatoki oraz spotkanie Manmohana Singha, premiera Indii, z ministrem przemysłu Arabii Saudyjskiej Tawfiqiem al-Rabiahem w styczniu 2012 roku. Chodzi o gwarancje dostaw surowców, w razie gdyby sytuacja w regionie uległa destabilizacji.

O wyzwaniach, które czekają kraje arabskie oraz Chiny, Wen Jiabao wspominał w czasie wystąpienia w Sharjah 18 stycznia, na czwartej konferencji poświęconej chińsko-arabskim kontaktom biznesowym. Wizyta w Zjednoczonych Emiratach Arabskich kończyła sześciodniową podróż premiera, a jego wykład był odpowiedzią na amerykański dokument określający strategiczne cele Waszyngtonu w Azji.

Stanowił także dowód ambicji dyplomatycznych Pekinu, który utrzymuje kontakty ze wszystkimi (zwaśnionymi ze sobą) krajami regionu: z Arabią Saudyjską i Iranem, z państwami arabskimi i Izraelem. Pekin popiera działania Ligii Arabskiej wobec reżimu Baszara al-Asada i krytycznie wypowiada się na forum międzynarodowym o sankcjach wobec Teheranu. Utrzymuje kontakty z członkami Rady Współpracy Zatoki Perskiej oraz Organizacją Konferencji Islamskiej. Intensywność tych kontaktów, dotyczących przecież regionu "peryferyjnego" dla Chin, świadczy o dalekosiężnych celach Państwa Środka.

Trzy punkty

W przemówieniu do muzułmańskich słuchaczy Jiabao umiejętnie dobierał słowa. Podkreślał znaczenie cywilizacji muzułmańskiej i jej wkład w rozwój Europy, podziwiał osiągnięcia technologiczne i architektoniczne krajów rejonu Zatoki. Nawiązując do relacji Wschodu z Zachodem (a Chińczycy postrzegają region Zatoki Perskiej jako Zachód), swoją wypowiedź wzmocnił metaforą odnoszącą się do jedwabnego szlaku.

W tym kontekście przedstawił wyzwania stojące przed Chinami i krajami arabskimi. Obszary możliwej współpracy zaprezentował w trzech punktach, na które składają się:

1) wzmocnienie zaufania politycznego i pogłębienie współpracy strategicznej,

2) owocna współpraca sprzyjająca wzajemnemu rozwojowi oraz

3) wymiana kulturalna. Nie bez znaczenia były również informacje dotyczące zwiększającej się z roku na rok wymiany gospodarczej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Pekin już od dawna stara się realizować te cele.

Ofensywa dyplomatyczna

Wizyta premiera Chin w Arabii Saudyjskiej była pierwszą od dwudziestu lat. Stosunki dyplomatyczne między Rijadem a Pekinem zostały nawiązane w 1990 roku, a ich intensyfikacja w ostatnich latach może świadczyć o roli, jaką w regionie zamierza odgrywać Państwo Środka.

Dla Chin, ze względów propagandowych, ważne są sprawy związane z pielgrzymką chińskich muzułmanów do Mekki. Liczba pielgrzymów systematycznie się zwiększa, obecnie szacowana jest na ponad dziesięć tysięcy rocznie. Pekin planuje także organizację konferencji poświęconej cywilizacji muzułmańskiej i chińskiej. Kwestie islamu mogą być pomocne w budowaniu porozumienia. W 2008 roku Chińska Republika Ludowa i Królestwo Arabii Saudyjskiej podpisały dokument o współpracy i strategicznym partnerstwie, daleko wykraczających poza ramy wyznaczone zagadnieniami religijnymi.

Chiny przede wszystkim są zainteresowane saudyjską ropą - kupują ponad milion baryłek dziennie. Import ten może wzrosnąć, gdy w 2014 roku nad Morzem Czerwonym w miejscowości Yanbu zostanie uruchomiona budowana właśnie rafineria. Ten wart ponad 8 milionów dolarów projekt to wspólna inwestycja chińskiego koncernu Sinopec i saudyjskiego potentata Aramco. Innym przykładem współpracy jest podpisanie porozumienia w sprawie energii nuklearnej. Rijad planuje do 2013 roku budowę szesnastu reaktorów, a Pekin ma odegrać ważną rolę jako dostawca instalacji atomowych.

Ważna rola mediacyjna

Niejasna pozostaje kwestia współpracy militarnej. W 1988 roku Chińczycy dostarczyli królewskim siłom zbrojnym Arabii Saudyjskiej 36 pocisków średniego zasięgu CSS-2, już wówczas wzbudzając zakłopotanie opinii międzynarodowej. Trudnością we wzajemnych relacjach w przyszłości może okazać się to, że planowana rafineria Yanbu ma znajdować się na terenach zamieszkanych przez szyitów. Gdyby doszło do powstania szyickiego (w Arabii Saudyjskiej lub w Bahrajnie), interesy te rzeczywiście byłyby zagrożone.

Możliwe jednak, że ze względu na dobre stosunki z szyickim Iranem Chiny chcą (w razie możliwych zamieszek) odgrywać rolę mediatora. Chociaż Arabia Saudyjska pozostaje najważniejszym dostawcą ropy, ChRL nie zaniedbują także kontaktów z Katarem. Zaopatruje on rynek chiński w skroplony gaz LNG.

Niejako przeciwwagą do intensywnych kontaktów z arabskimi krajami rejonu Zatoki Perskiej jest zacieśnianie więzi z Izraelem. Ważnym wydarzeniem były obchody w styczniu 2012 roku 20-lecia nawiązania chińsko-izraelskich stosunków dyplomatycznych. Premier Izraela Beniamin Netanjahu podkreślał wzrost znaczenia Chin w polityce Izraela. Wspomniał również, że mogą one odegrać ważną rolę mediacyjną w stosunkach izraelsko-palestyńskich. Jak miałoby to wyglądać? Nie wiadomo.

Bliższa zagranica

Premier Izraela wspomniał o wymianie handlowej, której wartość w 2011 roku wyniosła 8 miliardów dolarów. W roku tym odbyło się także wiele ważnych spotkań, w tym wizyta w Izraelu, w maju, admirała floty chińskiej Wu Shengli, co rzeczywiście może świadczyć o wielu aspektach kontaktów między Pekinem a Tel Awiwem.

Analityk indyjski M.K. Bhadrakumar postrzega ofensywę dyplomatyczną Chin w regionie Bliskiego Wschodu w kategoriach "bukmacherskich". Wydaje się jednak, że Chiny stawiają przede wszystkim na siebie, co nie oznacza, że ich znaczenie w regionie nie będzie wzrastać.

Rozpoczynając podróż po krajach leżących nad Zatoką Perską premier Jiabao skorzystał z zaproszenia nepalskiego premiera Baburama Bhattarai i zatrzymał się 14 stycznia w Nepalu. Ta krótka wizyta wydaje się wielce symptomatyczna, świadczy bowiem o celach, jakie Pekin zamierza osiągnąć w rejonie "bliższej zagranicy". Znaczenie tego kraju polega przede wszystkim na jego strategicznym położeniu. Granica z Nepalem to najdłuższa, po Indiach, granica Chin z państwami Azji Południowo-Wschodniej. Stanowi też południową bramę do Tybetu.

Chiny zamiast USA

ChRL zapowiedziała pomoc dla Katmandu w wysokości 120 milionów dolarów. W zamian oczekuje powstrzymania uchodźców tybetańskich i niedopuszczania do antychińskich wystąpień. Działania chińskie wymierzone są w dużej mierze w Indie, które w amerykańskim dokumencie dotyczącym nowej strategii obronności urosły do rangi strategicznego partnera.

Niewątpliwie głównym obszarem działalności pozostanie jednak Bliski Wschód, i chociaż Chiny czekają ważne wydarzenia dotyczące polityki wewnętrznej (tegoroczny Kongres Partii Komunistycznej rozpocznie proces zmian w kierownictwie), to ich ofensywa dyplomatyczna powinna przyciągać uwagę badaczy. Można się bowiem spodziewać, że miejsce stopniowo wycofujących się z regionu Bliskiego Wschodu Amerykanów zajmie Pekin: nieskonfliktowany z żadnym z krajów rejonu Zatoki Perskiej, żądny surowców, a co za tym idzie, również spokoju i bezpieczeństwa.

dr Marcin Rzepka

Autor jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polska Zbrojna

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: dyplomacja | Bliski Wschód | USA | smok | Chiny | Zatoka Perska | polityka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje