Reklama

R. Pipes: "Boję się o Ukrainę"

Z prof. RICHARDEM PIPSEM, historykiem, specjalistą ds. Rosji, byłym doradcą prezydenta Ronalda Reagana, rozmawia Marcin Ogdowski

- Czy był Pan zaskoczony tak gwałtowną reakcją Rosjan na gruziński atak na Osetię?

Reklama

- Nie, bo Moskwa groziła, że tak właśnie będzie reagować. Rosjanie czekali tylko na okazję, by zaatakować Gruzję.

- I Gruzja dała im pretekst... Dlaczego Micheil Saakaszwili zdecydował się na samobójczą dla narodu wojnę przeciwko Rosji? To efekt jego nieodpowiedzialności, czy może tego, że padł ofiarą prowokacji?

- Nie sądzę, by doszło do jakiejś prowokacji. Ale wie pan, mnie jest bardzo ciężko krytykować gruzińskiego prezydenta, gdyż jestem honorowym konsulem Gruzji w Stanach Zjednoczonych. Micheil Saakaszwili jest więc, w jakimś sensie, moim szefem. Powiem szczerze, w tej sytuacji na konstruktywną krytykę mogę się zdecydować jedynie w odniesieniu do Rosji.

- Rozumiem, że bardzo osobiście odbiera Pan to, co dzieje się w tej chwili na Kaukazie?

- Oczywiście. Byłem w Gruzji kilkakrotnie, darzę ten naród wielką sympatią. Gruzini, czyniąc mnie konsulem, dali dowód ogromnego do mnie zaufania...

Ale martwię się nie tylko z powodu samej Gruzji. Mam obawy co do innych państw, na przykład Ukrainy.

DZISIAJ GRUZJA JUTRO...

- Wierzy Pan, że będzie następna?

- Twierdzę, że jest taka możliwość, choć oczywiście niczego nie przesądzam. Rosja do dziś nie pogodziła się z utratą Ukrainy, traktując to jako największą swoją klęskę. Ukraińcy to dla Rosjan "bracia", którzy winni znaleźć się w tym samym państwie. I wielu rosyjskich polityków wierzy w to, że kiedyś przyjdzie moment, by odzyskać Ukrainę.

- Rosja zaryzykowałaby otwarty konflikt z Ukrainą? Przecież to dużo większy kraj niż Gruzja, z niemałym potencjałem wojskowym.

- Jeśliby porównać potencjały wojenne, Rosja by Ukrainę zmiażdżyła...

Zresztą, niekoniecznie musiałoby dojść do konfliktu "na śmierć i życie". Rosja mogłaby na przykład zabiegać o oderwanie Wschodniej Ukrainy, w znacznej mierze zamieszkałej przez Rosjan. Mógłby to być proces rozłożony na lata, z finałem takim, jak w przypadku Gruzji i jej zbuntowanych prowincji.

DRUGIE DNA KAUKASKIEJ WOJNY

- Po tym, jak zachowywały się rosyjskie władze podczas tego konfliktu, można odnieść wrażenie, że Władimir Putin nie odszedł na drugi plan. Kto w tej chwili rządzi Rosją - Miedwiediew czy Putin?

- Trudno o jednoznaczną odpowiedź. To Miedwiediew ogłosił zakończenie działań wojennych, Putin nie wypowiadał się w tej sprawie. Jeśli akcje zbrojne zostaną rzeczywiście zawieszone, znaczy to, że realna władza jest w rękach prezydenta. Jeśli najbliższe 2-3 dni pokażą, że Rosjanie na froncie nadal są aktywni, będzie to oznaczało, że rządzi premier oraz stojące za nim służby specjalne i armia.

- Czyli na tę wojnę należy też patrzeć jako na próbę sił między Miedwiediewem a Putniem?

- Myślę, że tak. A najbliższe dni dadzą światu odpowiedź, kto w tym układzie jest silniejszy.

- A czy w kaukaskim dramacie można dopatrywać się rosyjskiej zemsty na Zachodzie, za to, że ten dopuścił do niepodległości Kosowa?

- Tak, sami Rosjanie tego nie ukrywają. Ale do inwazji na Gruzję doszłoby także wtedy, gdyby Kosowo nie uzyskało niepodległości. Rosjanie bowiem mieli ważniejsze powody, niż prestiżowa porażka, którą było upokorzenie prorosyjskiej Serbii.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Amerykanie | Władimir Putin | gwarancje | Moskwa | Gruzja | Ukraina | pipes | Rosjanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje