Reklama

Pilot to ma klawe życie

Zapomnijcie o "Top Gun". Ed Macy powie wam, co znaczy być pilotem maszyny bojowej!

Reklama

Trzeba powiedzieć to już na wstępie: wydany przez Wydawnictwo Literackie "Pilot Apacza" Eda Macy’ego to najlepsza opublikowana w Polsce książka wojskowa od czasu legendarnego "Patrolu Bravo Two - Zero"!

Reklama

Piloci lotnictwa wojskowego to trochę legenda o Yeti: ktoś słyszał, ktoś nawet widział ale właściwie nie wiadomo nic. I na dobrą sprawę, na polskim rynku nie opublikowano dotąd wspomnień takiego pilota. Właśnie dlatego wspomnienia Macy’ego to podwójna gratka: nie tylko przybliżają Czytelnikowi trudną służbę takiego żołnierza, ale także czynią to w sposób uderzający z siłą pocisku Hellfire*.

Ed Macy to pseudonim. Ukrywa się pod nim brytyjski pilot jednej z najbardziej zabójczych maszyn współczesnego pola walki - Boeinga AH 64 Apache. Na ponad 400 stronach opisuje on wydarzenia, jakie rozegrały na przełomie lat 2006/2007 w afgańskiej prowincji Helmand. Jako pilot i operator uzbrojenia, Macy był tych wydarzeń świadkiem i uczestnikiem. A sposób ich opisania każe powiedzieć o tej książce jedno - bestseller.

Wstrząsający jest już sam prolog. Macy pilotował jednego z pary dyżurnych Apaczy, osłaniających marines, którzy poszukiwali ciał dwóch zaginionych w akcji operatorów Special Boat Service (SBS) - brytyjskiej jednostki specjalnej, odpowiadającej polskiej Formozie. Obaj operatorzy zostali brutalnie zabici przez talibów. A później napięcie, jak w filmie Alfreda Hitchcocka, tylko rośnie.

W tej opowieści  groza wojny, życie w stanie ciągłego napięcia, jest doskonale wymieszana z absurdem. Żołnierze, którzy dosłownie kilka godzin wcześniej pilotowali wart 40 mln funtów (!) śmigłowiec, robią głupie zakłady o temperaturę na zewnątrz namiotu czy podrzucają sobie zdjęcie włoskiego gwiazdora porno, którego odkrycie staje się okazją do mało wybrednych żartów i docinków.  Obowiązkowo także pilot, który jako ostatni doleci do bazy stawia kolejkę reszcie zespołu. Żeby nie było niedomówień - kolejkę kawy czy herbaty.

Z oczywistych względów, wiele miejsca w książce poświęconych jest samej maszynie. Macy, jako pilot z prawie 4000 godzin nalotu na różnych maszynach, w tym ok. 650 na Apache zna ją na wylot i wspaniale opisuje jej zalety: duże bezpieczeństwo, jakie gwarantuje swojej załodze, mobilność i - przede wszystkim - ogromne możliwości bojowe. Na każdej niemal stronie relacjonuje, dlaczego  akurat ta stworzona przez Amerykanów latająca bestia  jest najlepszym śmigłowcem bojowym świata i czym zasłużyła sobie na przydomek "czołgu z wirnikiem". Jeśli można tak powiedzieć o pilocie wykonującym misje bojowe, człowieku pociągającym także za spust plującego ogniem działka, to Macy o swoim latającym towarzyszu  wypowiada się niemal... z czułością.

"Apacz jest przystosowany do tego, by do niego strzelać" - pisze autor i trudno nie zgodzić się z tym, połykając kolejne strony. Brytyjczyk z dużą szczegółowością opisuje bierne systemy, mające zwiększać bezpieczeństwo maszyny: pancerne szyby, wykonane z kevlaru fotele, samouszczelniające zbiorniki paliwa czy zdublowane systemy awioniki pokładowej. Aby jednak nie było zbyt różowo - wspomina także jaką drogę musi przejść kandydat na pilota. Powiedzieć, że jest ona pełna zakrętów, wybojów i dziur, niby trasa z Grajewa do podłomżyńskich Stawisk - to nie powiedzieć nic. Można z tej książki dowiedzieć się m.in. dlaczego początkujący piloci Apaczy cierpią na upiorne bóle głowy i dlaczego... mogą czytać dwie książki naraz. 

Oczywiście, jak w każdej dobrej opowieści wojennej nie mogło zabraknąć  miejsca na historie osobiste. Macy wspomina, dość oszczędnie co prawda, swoje dzieciństwo (nie był grzecznym chłopcem, oj nie...), starania o dostanie się do SAS (zakończone dość groźnym potrąceniem przez samochód), wstąpienie do sił powietrznych i w końcu ukoronowanie jego kariery pilota - fotel w kabinie doskonałej maszyny bojowej- prawdziwego "rydwanu ognia". Co godne zaznaczenia, w kilku miejscach pojawiają się przemycone informacje o tym, że w Siłach Zbrojnych Jej Królewskiej Mości nie jest wcale tak kolorowo, jak pokazują to plakaty werbunkowe. Macy mówi wprost o niedostatkach w wyszkoleniu żołnierzy czy nie najlepszej pracy wywiadu.

Wielki finał opowieści Anglika kończy się w Forcie Jugroom - ufortyfikowanym, pełnym talibów osiedlu, na terenie którego został w czasie odwrotu brytyjski żołnierz. Akcja ratunkowa, jaką przeprowadziły wtedy trzy załogi Apaczy jest tak brawurowa i niewiarygodnie wciągająca, że autor niniejszej recenzji oderwał się od niej dopiero w tunelu remontowym metra, a i to na wyraźne zapytanie dwóch wchodzących do wagonika członków obsługi pociągu. Dość powiedzieć, że jedna z biorących udział w akcji maszyn wystrzelała CAŁKOWICIE amunicję (nie zdarzyło się to nigdy wcześniej w historii brytyjskiego lotnictwa), a Macy lądował w bazie z zapasem paliwa szacowanym na 36 kg. Dopuszczalny dla Apacza limit to 181 kg. Nagrania z tej operacji można bez problemu znaleźć na YouTube.

Wszyscy piloci i operatorzy uzbrojenia, biorący udział w akcji, zostali odznaczeni Zaszczytnymi Krzyżami Lotniczymi i Krzyżami Wojskowymi - odznakami za dzielność w czasie akcji bojowej. Wszystko pomimo złamania kilku punktów regulaminu lotów, z których lądowanie "na oparach" było akurat najmniejszym wykroczeniem. Ze względów bezpieczeństwa, zostali też objęci programem ochrony: ich prawdziwe nazwiska zostały utajnione, publicznie posługują się nowymi tożsamościami.

Podsumowując: "Pilot Apacza" czyta się naprawdę na wdechu. To gotowy scenariusz na doskonały film sensacyjny, a dla fanów literatury militarnej - pozycja absolutnie obowiązkowa.

Pozwolę też sobie na odrobinę na prywaty: Ed Macy to człowiek, z którym naprawdę chciałbym wychylić kilka filiżanek mocnej herbaty, podobnie jak wspomniany na początku Andy McNab. Dokonania obu tych żołnierzy, choć dzieli je 16 lat i kilka wojen sprawiają, że mogą oni stać się archetypami wojowników i prawdziwymi idolami: tak dla żołnierzy działających na lądzie, jak i tych zasiadających za sterami maszyn latających.

Łukasz Maziewski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: AH-64 | militaria | Afganistan | śmigłowiec bojowy | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje