Reklama

ORP "Kondor". Pierwszy z Kobbenów opuścił banderę

Okręty podwodne typu Kobben skończyły już 50 lat. Są jednymi z najstarszych, jakie pozostają na świecie w służbie /Wojciech Stróżyk /East News

Dziś, 20 grudnia, o godzinie 9.00, opuszczono banderę na jednym z nielicznych okrętów podwodnych polskiej Marynarki Wojennej. ORP „Kondor” zakończył swoją służbę.

Reklama

ORP "Kondor" został zbudowany w niemieckiej Nordseewerke w 1964 roku dla Królewskiej Marynarki Wojennej Norwegii jako "Kunna". Wycofany został ze służby na początku XXI wieku. Wkrótce jednak trafił do Marynarki Wojennej RP, jako tymczasowe rozwiązanie, w oczekiwaniu na nowoczesne jednostki. Po 13 latach służby pod biało-czerwoną banderą nie doczekał się następców.

Przez ten czas w ramach ćwiczeń i operacji morskich przebył 42 000 mil morskich. Wychodził na morze blisko 200 razy i spędził na nim ponad 600 dni, z czego większość pod wodą. Jego najważniejszą i najdłuższą misją był udział w operacji antyterrorystycznej "Active Endeavour" na Morzu Śródziemnym. W ramach PKW "Kondor" okręt spędził 6 miesięcy na patrolowaniu wyznaczonego akwenu.

Kobbeny w Polsce

Reklama

ORP "Kondor" był najstarszym z przejmowanych od Norwegów okrętów. W 2014 roku obchodził 50. urodziny. Pozostała trójka osiągnie ten wiek do końca 2017 roku. Według założeń konstruktorów, okręty miały znajdować się w służbie maksymalnie 25 lat.

Norwegowie swoje niezmodernizowane Kobbeny wycofali w latach 1991-1992, pozostałe używali do szkolenia i ostatecznie przekazali Polsce w latach 2002-2003. Poprzednie okręty podwodne, typu Foxtrot, zwodowane w latach 1963-66 powoli miały być wymieniane na nowszy model. I zostały wymienione na początku XXI wieku na Kobbeny zwodowane w latach 1964-67. Dziś Polska Marynarka Wojenna jest jedynym użytkownikiem okrętów tego typu.

Na początku 2015 roku pisałem, że Kobbeny będą służyć maksymalnie do końca 2016 roku. Podobnego zdania był admirał floty w st. spocz. Jędrzej Czajkowski, który twierdził w wywiadzie dla "Polski Zbrojnej", że:

"Największym problemem jest brak części zamiennych. Norwegowie przekazali wszystkie części zamienne, jakie posiadali, a nikt inny na świecie takich nie ma, więc kupić ich nie można. Części dorabiane są złej jakości, a to w przypadku okrętu podwodnego jest niedopuszczalne. Tu nie ma ważnych i mniej ważnych części. Bo wszystkie zapewniają możliwość operowania pod wodą, szczelność okrętu, możliwości zanurzania i wynurzania, osuszanie, odwadnianie, wentylację, ratownictwo. Ale nigdzie już takich nie ma i nie można ich już nigdzie kupić."

Następnie dodawał: "Kupując je, zakładaliśmy dziesięcioletni okres eksploatacji. A on już minął. Więcej dodawać już chyba nie trzeba. Może dwa, może trzy lata popływają, przy bardzo ostrożnej eksploatacji. A potem nastąpi koniec. Pływanie OP na powierzchni morza nie ma sensu. Mamy do czynienia więc z takimi samymi kłopotami, jak wtedy, przed zakupem Kobbenów."

Dziś po 13 latach służby opuszczono banderę na pierwszym z Kobbenów. Kolejne czekają w kolejce. Co dalej z Dywizjonem Okrętów Podwodnych?

Dywizjon Okrętów Podwodnych

Po pożarze na remontowanym ORP "Orzeł" i opuszczeniu bandery na ORP "Kondor" w składzie dywizjonu pozostały jedynie trzy równie wiekowe okręty, które przygotowywane są do wycofania ze służby. Niezbędne są kolejne rozwiązania pomostowe, gdyż wieloletnie zaniedbania ze strony kolejnych rządów powodują, że Marynarka Wojenna niedługo pozostanie bez najlepszych środków rozpoznania. Stąd działania, by zapełnić lukę pomiędzy wycofywanymi okrętami, a nową konstrukcją.

Już 17 marca 2016 roku, ówczesny szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda powiedział, że prócz prowadzenia zaawansowanych rozmów z Norwegami w sprawie wspólnego pozyskania nowych okrętów podwodnych, Norwegowie są gotowi pomóc Polsce w okresie przejściowym wypożyczając lub szkoląc polskich podwodników na własnych okrętach. Ta oferta ta jest nieaktualna, gdyż MON bardziej skłania się ku zakupowi francuskich okrętów Scorpene.

Obecnie wykorzystywane jest inne rozwiązanie. Dwa temu adm. Czajkowski mówił:

- Póki co w Akademii Marynarki Wojennej zbudowaliśmy symulator okrętu podwodnego we wnętrzu Kobbena. Na tym symulatorze będziemy w tym czasie szkolili załogi, ale symulator jest tylko symulatorem. Jeśli nie możemy przyspieszyć zakupu nowych okrętów, trzeba pomyśleć nad jakąś protezą: leasingu czy dzierżawie, żeby podtrzymać kondycję załóg okrętów podwodnych. A taka propozycja leasingu już była wysunięta ze strony Niemiec.

Ministerstwo Obrony musi zatem dość intensywnie poszukać możliwości wypożyczenia okrętów, na których polscy marynarze mogliby podtrzymywać swoje umiejętności. W innym przypadku po 85 latach istnienia Dywizjon Okrętów Podwodnych przestanie egzystować.

Zakupy

We wrześniowym wywiadzie dla "Naszego Dziennika" Macierewicz mówił: "Są różni oferenci: Szwedzi, Niemcy i właśnie Francuzi. Każda z tych ofert ma swoje zalety i strony słabsze. Silną stroną propozycji francuskiej jest to, że oferuje zarówno okręt podwodny, jak i rakiety manewrujące. Prezentacja możliwości rakiet francuskiej firmy MBDA była bardzo interesująca, zwłaszcza jeśli chodzi o ich skuteczność".

Jak podkreślił minister: "Zarówno Szwedzi, jak i Niemcy oferują okręty, do których trzeba byłoby dokupować osobno rakiety i je integrować, co jest zawsze kosztowne i dyskusyjne. Słabszą stroną Francji jest to, że w odróżnieniu od Niemców nie byłby możliwy pełny serwis z ich własnymi jednostkami, bo akurat okrętów typu Skorpene francuska marynarka nie używa"

Macierewicz poinformował w wywiadzie, że w ramach współpracy z Francją miałoby powstać "przedsiębiorstwo typu joint-venture z przewagą kapitału polskiego, które produkowałoby te okręty i rakiety w całości w Polsce, a także eksportowałoby je na rynki trzecie". "Jedynie pierwszy okręt powstałby jeszcze we Francji, pozostałe już u nas. Polsce przekazana zostałaby technologia rakietowa włącznie z kodami, źródłami i możliwością modyfikacji oprogramowania".

Byłoby to o tyle łatwe, że jeszcze w styczniu 2015 roku Francuzi i gdyńska stocznia Nauta uzgodniły, że w razie wyboru francuskiej oferty pierwszy okręt zostałby zbudowany we Francji, a przy jego produkcji szkoliliby się polscy specjaliści. Pozostałe dwie jednostki byłyby budowane w Polsce.

Scorpene

Zakup okrętów od Francuzów były powrotem do początków polskich sił podwodnych. To właśnie we francuskich stoczniach powstały pierwsze okręty podwodne pływające pod polską banderą. Francuski koncern proponuje okręty typu Scorpene.

Wypierają one 1580 ton (pod wodą 1740 t.), uzbrojone są w 6 wyrzutni torpedowych, z których mogą być wystrzeliwane pociski rakietowe SM.39 Exocet. Okręt posiada również zdolność do stawiania 30 min morskich. Dotychczas zbudowano 4 jednostki tego typu, po dwa dla Chile i Malezji. Kolejnych 10 zostało zamówionych przez Indie (6 sztuk, pierwszy ma być gotowy do końca 2017 roku) i Brazylię (4 sztuki, pierwszy na początku 2018 roku).


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje