Reklama

Od bukłaka do Rosomaka

W czasie misji w Iraku sprzęt polskiego kontyngentu był nieco przestarzały. Ten, którym dysponujemy teraz w Afganistanie, bywa obiektem zazdrości sojuszników.

W polskim kontyngencie w Afganistanie czas rotacji. Żołnierze VIII zmiany wracają do kraju, a służbę w siłach ISAF zaczynają ci z kolejnej rotacji. Letnia tura w ogarniętym wojną kraju zawsze jest trudna. Dlatego przypadła żołnierzom 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza i Wędrzyna - doskonale wyszkolonym, doświadczonym, którzy brali udział w akcjach prowadzonych w czasie powstania w irackiej Karbali w 2004 roku.

Reklama

Skoro na wojnę rusza jednostka, która siedem lat temu udawała się na II zmianę misji irackiej, warto porównać, jak jej żołnierze byli wyszkoleni wówczas, a jak są dzisiaj. Jakim uzbrojeniem i wyposażeniem dysponowali w 2004 roku, a co mają teraz. Można sprawdzić, czy siedem lat zmieniło coś w arsenale naszej armii, czy też mamy do czynienia z modernizacyjną porażką. A może dokonał się techniczny przeskok?

Jakoś to będzie

3 września 2003 roku na mocy międzynarodowych porozumień Polacy przejęli odpowiedzialność za strefę w środkowo-wschodnim Iraku. Siedzibą sztabu dywizji pod naszym dowództwem stał się Babilon. Zanim zjawił się tam generał dywizji Andrzej Tyszkiewicz, pierwszy dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe, w lipcu na miejsce udała się grupa przygotowawcza. Tworzyli ją łącznościowcy, dowódcy grup operacyjnych i bojowych oraz szefowie oddziałów. Po tygodniu zaczęły dołączać do nich mniejsze grupy przygotowawcze innych krajów. Przylecieli oficerowie z Fidżi, później Bułgarzy, Rumuni, w sumie ponad dwadzieścia narodowości.

Oficer, który mimo że jest na emeryturze, nie chce ujawniać nazwiska, mówi, że gdy pierwsi Polacy stanęli w bazie 1 Dywizji Piechoty Morskiej USA, którą mieli zluzować, wyglądali śmiesznie. Na plecach dźwigali bukłaki z wodą, w rękach - ciężkie plecaki, wciskające ich w ziemię. Nie wiedzieli, dlaczego Amerykanie uśmiechają się na ich widok. Zrozumieli, gdy zobaczyli całe pryzmy butelek z wodą, z których każdy mógł brać, ile zechce. Bukłaki natychmiast zniknęły z pleców Polaków. Problemy jednak pozostały.

"Pierwsze dni tej misji przypominały chwilami tragikomedię", wspomina pułkownik. "Gdy znalazłem się w pięknym Babilonie, w centrum amerykańskiej dywizji marines, czułem się jak kopciuszek. W ciągu dwóch miesięcy mieliśmy przygotować sztab nowej, wielonarodowej dywizji i obozowisko dla sił głównych pierwszej zmiany. Rozkaz był prosty, ale nikt nie wiedział, jak go wykonać. Byliśmy już w Iraku, a w ojczyźnie ciągle jeszcze trwały uzgodnienia z sojusznikami. Było bardzo po polsku, na zasadzie - wiecie, rozumiecie, jakoś to będzie".

Porażka w łączności

Polscy oficerowie nie mieli żadnego doświadczenia w organizowaniu wielonarodowego dowództwa tak wysokiego szczebla. Już przed przylotem do Babilonu wiedzieli, że mogą mieć problemy z łącznością. Inne były bowiem procedury i regulacje prawne Amerykanów, inne natowskie, a jeszcze inne (ustalone ad hoc) koalicyjne. W Sztabie Generalnym WP założono, że pod względem teleinformatycznym trzeba bazować na tym, co dadzą Amerykanie. Oni zapewnili łączność od ręki, ale operacyjną, wewnątrz dywizji i z dowództwem w Bagdadzie. O łączności z ojczyzną na ich koszt nie było mowy. Polacy mieli ze sobą trzy telefony satelitarne (osoby najważniejsze) i dziesięć zwykłych laptopów. To była cała elektronika, która miała zapewnić w pierwszej fazie funkcjonowanie sztabu związku taktycznego w warunkach wojennych.

Z dziesięciu komputerów część zawieziono zaraz do Karbali - w ten sposób uszczuplono i tak marny stan posiadania sztabu dywizji. "Amerykanie spodziewali się, że przyjedziemy ich zluzować dobrze wyposażeni", wspomina pułkownik. "Poszedłem do dowódcy ich bry gady uzgadniać sprawy łączności. Usłyszałem, że on nie ma zgody rządu na dopuszczenie nas do wojskowych sieci informatycznych. Jedyne, co załatwiłem, to dostęp do internetu. To nas uratowało. Przez zwykłą sieć mieliśmy łączność z dowództwami i instytucjami w kraju. Modliliśmy się, aby jakiś haker nie próbował czytać tej korespondencji. Ten internet funkcjonował cały czas, tyle że później tylko do rozmów z rodzinami. Zdarzało się, że transmisja siadała, gdy niektórzy oficerowie obcych nacji, nawet generałowie, wchodzili na strony erotyczne. Takie surfowanie było jednak szybko namierzane przez Amerykanów i użytkownikowi zabierali dysk z komputera".

Cuda techniki

Na potrzeby misji irackiej przygotowano w kraju system dowodzenia oparty na łączności troposferycznej, z pomocą środków pamiętających najlepsze lata ZSRR, umieszczonych na ziłach. Po przewiezieniu do Iraku te emitujące mocne promieniowanie "cuda techniki" nie były prawie używane - z obawy o zdrowie żołnierzy.

Brak nowoczesnego sprzętu w pierwszych dniach misji stał się bardzo palącym problemem. Brakowało głównie komputerów, po które do Polaków jako dowodzących dywizją zaczęły się zwracać współpracujące nacje. Oficerowie cierpliwie tłumaczyli, że transport jest już w drodze i lada dzień sprzęt trafi do sztabów narodowych kontyngentów. W dniu, gdy kontenery dotarły do Babilonu, zainteresowani przyszli oglądać wyładunek elektroniki. Wielkie było ich zdziwienie, gdy po zerwaniu plomb i otwarciu drzwi zobaczyli, że w pierwszych kontenerach przyjechały nie upragnione narzędzia pracy, lecz skórzane fotele w piaskowym kolorze. Do gabinetu dowódcy.

Komputery załatwili inną drogą. Amerykanie dostali ponadplanowy, uszkodzony kontener z komputerami. Nie wiedzieli, co z nim zrobić. Po krótkim namyśle postanowili uszkodzony sprzęt wybrakować, a 150 sprawnych komputerów przekazać wielonarodowej dywizji. Żołnierze pododdziałów operacyjnych także borykali się z problemami. Wyruszający na początku 2004 roku na II zmianę personel 17 BZ etap przygotowań zapamiętał jako czas chaosu. Batalion tworzony przez brygadę, który podczas misji był 2 Grupą Bojową, liczył 320 osób. Znaleźli się w nim żołnierze z ponad 60 jednostek wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Formowanie tej wieży Babel trwało prawie do wyjazdu. Dowódca, podpułkownik Tomasz Domański, miał niewielkie szanse, żeby dobrze wyszkolić podwładnych. Z konieczności zgrywanie grupy odbyło się już na misji, w rejonie odpowiedzialności, w czasie działań bojowych.

Na własną rękę

Brak doświadczenia i sprawności organizacyjnej w tamtych latach to niejedyne polskie grzechy. Na pierwsze zmiany żołnierze jechali słabo uzbrojeni i wyposażeni. Ze względów politycznych uznano, że na misji stabilizacyjnej w Iraku mają mieć tylko broń lekką. Byli przygotowani do odbudowywania, transportowania, projektów pomocowych, ale nie do walki. Realia wojenne, szczególnie powstanie As-Sadra, które wybuchło wiosną 2004 roku, wymusiły szybkie dozbrajanie i dopancerzanie polskiego kontyngentu.

W historii naszej armii pierwsze zmiany kontyngentu irackiego zapiszą się jako te, które na wojnie jeździły samochodami rolniczymi. Ówczesne honkery służące do patrolowania były takie same jak te kupowane w kraju przez leśników i rolników. Polacy zasłynęli w Iraku także jako ci, którzy najlepiej orientują się, gdzie w okolicach ich baz są złomowiska. Stamtąd technicy brali blachy i płyty pancerne do dopan cerzania rolniczo-patrolowych pojazdów. W trosce o bezpieczeństwo żołnierze wzmacniali burty samochodów także workami z piaskiem, kamizelkami kuloodpornymi i czym popadło. W kraju trwały w tym czasie gorączkowe prace projektowe nad nową wersją wozu patrolowego.

Nagminnie utyskiwano wówczas także na jakość obuwia i innego wyposażenia osobistego czy na ilość i sprawność sprzętu optycznego do działań w nocy. Powszechne było dokupywanie na własną rękę, najczęściej u Amerykanów, wszelkich akcesoriów, a nawet elementów uzbrojenia: dodatkowych rękojeści i szyn do beryli, celowników laserowych, latarek do broni czy camelbacków (pojemników) na wodę. Choć panowała opinia, że polscy żołnierze I zmiany dostali najnowocześniejsze uzbrojenie i wyposażenie dostępne wtedy w armii, okazało się, że ze względu na niezmiernie trudne warunki geograficzno-klimatyczne Iraku oraz występujące tam zagrożenia natychmiast trzeba je poprawiać lub wymieniać na inne.

Polska Zbrojna

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sprzęt | rosomak | ISAF | Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje