Reklama

Najgroźniejsza broń rebeliantów

Tylko w ciągu miesiąca na drogach prowincji Ghazni rebelianci podłożyli blisko 70 ładunków wybuchowych. Ponadto polscy żołnierze zabezpieczyli ponad 80 kg materiałów wybuchowych i 2,5 km przewodów do detonacji ładunków.

Jedna z afgańskich dróg. Oprócz głównej drogi Highway 1, łączącej Kabul z Kandaharem, która jest wyasfaltowana, reszta jest w stanie katastrofalnym - wertepy, piach, masa dziur. Na jednej z takich dróg leży zawiniątko w folii albo kawałek plastiku. Niepozorne rzeczy, które w Polsce nie przykułyby niczyjej uwagi. Jednak tutaj budzą wzmożoną ostrożność. Bywa jednak i tak, że na drodze nie ma nic, lecz gdyby się dobrze przyjrzeć, można dostrzec linię kabla.

Reklama

Rebelianci ukryci w tłumie

- Wtedy już wiadomo, że czeka na nas niespodzianka - mówią saperzy. Czasem nawet kabla nie widać. I wtedy liczy się saperskie doświadczenie. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać. I nie można popaść w rutynę. Rebelianci obserwują działania naszych wojsk, często bywa i tak, że gdy któryś z pojazdów najedzie na potocznie zwanego "ajdika" (od IED - Improvised Explosively Device - improwizowany ładunek wybuchowy) znajdują się w tłumie gapiów i widzą, jakie ładunek spowodował zniszczenia.

Lata podkładania "ajdików" też zrobiły swoje, ich konstrukcja jest coraz bardziej przemyślana, są coraz cięższe. Chowane są także w coraz bardziej wymyślnych miejscach. Wciąż spotykane są trzy rodzaje tych ładunków: naciskowy (eksplodujący w momencie gdy najedzie na niego pojazd), detonowany drogą radiową lub za pomocą przewodu.

Właśnie z powodu "ajdików" żaden polski patrol nie ma prawa wyjechać poza bazę, jeśli w jego składzie nie ma grupy rozminowania. Jej nadrzędnym zadaniem jest zabezpieczenie drogi przejazdu pojazdów. Jak to wygląda w praktyce? - Dowódca patrolu daje sygnał, jeśli zauważy coś niepokojącego. Czasem po prostu wiemy, że w danym miejscu powinniśmy się czegoś spodziewać. Wtedy wychodzimy z wozu i sprawdzamy dane miejsce - wyjaśniają saperzy. Są wyczuleni na to, żeby zwracać uwagę na nawet najmniejszą rzecz.

W poszukiwaniu zagrożenia

Bywa i tak, że sprawdzając przepusty na jednej z dróg pokonują kilkanaście kilometrów na piechotę, bo nie opłaca się wsiadać do pojazdu. Gdy znajdą, jak mówią "element niebezpieczny" na miejsce wzywany jest EOD - amerykański zespól rozminowania (Explosive Ordnance Disposal) i WIT - polski Zespół Rozpoznania Środków Walki (ang. Weapon Intelligence Team). Dokonywana jest wtedy analiza materiału i konstrukcji ładunku. W przypadku wybuchu oceniana jest natomiast siła ładunku i szkody, jakie on wyrządził. Ważnym elementem są również rozmowy ze świadkami.

"Prezenty" od Rosjan

Na afgańskich drogach można natknąć się nie tylko na "ajdiki". Wciąż dużo jest min proradzieckich, które zagrażają nie tylko wojskom koalicji, ale również ludności lokalnej. Ofiarami min najczęściej stają się afgańscy cywile. Pojazdy policji i armii afgańskiej równie często najeżdżają na "ajdiki". Czasem afgańscy funkcjonariusze mają informację od ludności cywilnej o podłożonym ładunku - wtedy powiadamiają nasze wojsko, które wysyła na miejsce siły szybkiego reagowania, WIT, EOD i oczywiście polskich saperów. Cała procedura rozpoczyna się na nowo.

W przeciągu ostatniego miesiąca Polacy otrzymali dziewiętnaście zgłoszeń na temat zlokalizowanych środków wybuchowych, przejęli ponad 80 kilogramów materiałów, które posłużyłyby do produkcji IED. Zabezpieczono także 2,5 km przewodów.

Anna Pawlak, PKW AFGANISTAN

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: broń | rebelianci

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje