MiG-29. Eksperci: To bardzo dobra maszyna

Pierwsze MiG-29 zaczęły służbę w Siłach Powietrznych RP w lipcu 1989 roku /Bartek Bera /INTERIA.PL

W poniedziałkowy wieczór w pobliżu Mińska Mazowieckiego rozbił się myśliwiec MiG-29. Samoloty te służą w lotnictwie polskim od 1989 roku.

Reklama

- Kilka godzin temu, po godzinie 17, doszło do incydentu lotniczego z udziałem MiG-29. Samolot podchodził do lądowania i chyba na 8. kilometrze przed pasem doszło do tego incydentu - mówił Bartosz Kownacki, wiceszef MON podczas wieczornej konferencji prasowej.

Była to pierwsza katastrofa polskiego MiGa-29 w prawie 30-letniej historii jego służby w Siłach Powietrznych RP.

MiGi w Polsce

Reklama

Polska wyraziła zainteresowanie radziecką konstrukcją w 1985 roku. Wówczas w Kubince pod Moskwą odbyły się pokazy zdolności bojowych MiGa-29 dla polskiej delegacji. Dwa lata później zostało złożone zamówienie na pierwsze dziewięć samolotów bojowych MiG-29 i trzy samoloty szkolno-bojowe MiG-29UB.

W latach 1989-90 Rosjanie dostarczyli 12 fabrycznie nowych myśliwców. Pierwsze z nich znalazły się na wyposażeniu 1 eskadry 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego z Mińska Mazowieckiego już w czerwcu 1989 roku. W tym ten o numerze bocznym 67, który wczoraj uległ rozbiciu.

Do kolejnej dostawy nowych myśliwców już nie doszło - będąca w recesji Polska zrezygnowała z zakupów. Dopiero w 1995 roku Siły Powietrzne otrzymały z Czech 10 samolotów, które wymienione zostały za 11 śmigłowców Sokół.

Na następne trzeba było czekać aż do 2003 roku, kiedy w Niemczech kupiono 23 15-letnie maszyny. Zapłacono wówczas 1 euro za sztukę. Z tej partii do służby weszło 14 samolotów, które znalazły się w malborskiej 41 Eskadrze Lotnictwa Taktycznego.

Numer boczny 67

MiG-29 o nazwie własnej "Płk pil. Wojciech Kołaczkowski (1908-2001)", który wczoraj uległ katastrofie nosił numer boczny 67. Był jednym z pierwszych, które trafiły do Polski w lipcu 1989 roku. Niedawno przechodził modernizację w WZL Nr 2 S.A. Wczoraj wieczorem maszyna odbywała lot szkoleniowy, pilotowana przez 28-letniego pilota, który miał nalot około 200 godzin na tym typie. Kontakt z maszyną utracono około godziny 17:15. Pilot wówczas podchodził do lądowania.

Dowódca 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego płk Piotr Iwaszko poinformował na konferencji prasowej, że pilota poszukiwało łącznie co najmniej 200 osób. Po 1,5 godzinie od zdarzenia potwierdzono informację, że pilot żyje. Odnaleźli go strażak i leśnik. Pojawiły się także sprzeczne informacje. W oficjalnych komunikatach twierdzi się, że pilot się katapultował. Nieoficjalnie mówi się w kręgach związanych z wojskiem, że samolot "usiadł w zagajniku". Takich plotek, domniemywań pojawi się znacznie więcej. Eksperci starają się tonować nastroje.

- MiG-29 jest samolotem bezpiecznym - mówi Jacek Siminski, reporter piszący dla specjalistycznego "The Aviationist". - Nie należy w ocenie tej maszyny sugerować się medialną burzą, jaka zapewne urośnie po wczorajszym wypadku, na temat przyczyn którego - dopóki trwają prace Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego - spekulować nie powinniśmy. Istotny tu jest fakt, że w ciągu prawie trzech dekad służby od roku 1989, nie rozbił się ani jeden samolot tego typu.

Jest to prawda. Dotychczas najpoważniejsza awaria MiGa-29 miała miejsce w czerwcu 2016 roku, kiedy zapalił się malborski myśliwiec. Przyczyną było uszkodzenie turbostartera.

- Niestety nastąpiło urwanie łopatek wewnątrz turbostartera, które przy dużych obrotach zaczęły wylatywać z niego, przecinając elementy konstrukcji samolotu, w tym przewody, w których było paliwo podawane do uruchomienia silników głównych. Nastąpił pożar wewnątrz samolotu - mówił wówczas gen. bryg. Tomasz Drewniak ówczesny inspektor Sił Powietrznych. Uszkodzenia były na tyle poważne, że maszyna została spisana ze stanu.

Remonty i modernizacje

Decyzja o ostatniej modernizacji samolotów MiG-29 zapadła w 2011 roku. Modernizację 16 maszyn zakończono w listopadzie 2014 roku. W samolotach zainstalowano wówczas nowe wyposażenie elektroniczne, m.in.: cyfrowe rejestratory audio i wideo, ekran ciekłokrystaliczny wyświetlający mapę i nowe radiostacje, w tym radiostacje z szyfrowaniem komunikacji radiowej. Taki lifting przeszedł także pechowy egzemplarz.

- Modernizacja nie przedłużyła resursu samolotów, ale znacznie polepszyła komfort pracy pilota. Ma on dokładniejszą informację o miejscu, w którym się znajduje. Nie musi korzystać w takim stopniu z informacji kontrolerów lotów - mówi były pilot myśliwski, Andrzej Rogucki.

- Ponadto samolot posiada możliwość zapisu wielu parametrów lotu, włączając w to zapis wideo i audio, co w znaczącym stopniu pomoże komisji badającej wypadek - dodaje pilot.

Obecnie największym problemem jest brak części zamiennych, które Polska kupuje się poprzez pośredników z Białorusi i Ukrainy. Siły Powietrzne posiadają także zapasy otrzymane od Niemców. Jednak i te się kurczą. Polityka kolejnych rządów doprowadziła do tego, że Rosjanie nie kwapią się do sprzedaży części Polsce. Obecnie sprawność polskich MiGów jest utrzymywana na poziomie około 50 procent.

- Zawdzięczamy to głównie służbie inżynieryjno-technicznej - mówi Dawid Kamizela, dziennikarz Dziennika Zbrojnego. - Maszyny eksploatowane w Siłach Powietrznych RP mają około 30 lat i w tych wariantach, które my używamy nie są już produkowane.

- Niektóre maszyny są wycofywane i poddawane kanibalizacji, aby utrzymać pozostałe w linii - dodaje Kamizela. - Co jakiś czas słyszy się również o nie do końca oficjalnych drogach, jakimi trafiają do nas niektóre agregaty i części zamienne.

Jak podkreślają eksperci, w najbliższym czasie trzeba będzie zacząć rozglądać się za następcą MiGów.

- O ile przy dalszej redukcji liczby maszyn można zakładać, że utrzymanie pewnej ich liczby w linii jest realne przez kolejnych 6-8 lat, to należy sobie zdać sprawę z tego, że maszyny te już teraz prezentują bardzo ograniczone zdolności bojowe - mówi dziennikarz.

Eksperci cały czas jednak tonują nastroje, które pojawiły się w wypowiedziach polityków i gości zaproszonych do studiów telewizyjnych.

- Samoloty się rozbijają, czy to nowe czy stare. Ważne by prawidłowo zdiagnozować przyczynę i wyciągnąć wnioski - podkreśla Kamizela.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje