Katastrofa MiGa-29. "Nie spekulujmy"

Samoloty MiG-29 służą w Polsce od niemal 30 lat /Michal Adamowski /East News

6 lipca o 1:57 w nocy rozbił się MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Królewie Malborskim. Pilot, 33-letni porucznik, zdołał się katapultować, lecz niestety został odnaleziony martwy. Mimo apeli, pojawiają się coraz bardziej fantastyczne teorie dotyczące przyczyn wypadków.

Reklama


Samolot rozbił się około 500 metrów od zabudowań wsi Sakówka. Ciało pilota znaleziono około 200 metrów od wraku maszyny. Tragicznie zmarły pilot posiadał nalot ponad 850 godzin, w tym ponad 600 na MiG-29, na których pełnił dyżury bojowe i brał udział w licznych międzynarodowych ćwiczeniach.

Obecnie ponownie zawieszono loty MiGów-29. Po grudniowym wypadku samoloty zostały uziemione do 8 stycznia tego roku. Śledztwo w sprawie tamtej katastrofy nadal trwa.

Reklama

Okoliczności wypadku bada Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, a Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie rozpoczął śledztwo.

- To standardowe czynności - podkreślał na konferencji prasowej gen. Jarosław Mika, dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, wyjaśniając, że podczas każdego wypadku procedury wyglądają podobnie. - W tej chwili skupiamy przede wszystkim na pomocy rodzinie, bo tak naprawdę, ta rodzina wymaga pomocy.

Emocje tonował także płk. pil. Maciej Trelka, szef Zarządu Działań Lotniczych DGRSZ.

- Proszę nie spekulować, dopóki powołana komisja - jedyna, która może ustalić przyczyny katastrofy, nie zakończy działań - mówił.

Spekulacje

Niestety takie spekulacje się już pojawiają. Jeden z ekspertów wnioskował, że doszło do zderzenia w powietrzu, o czym mają świadczyć uszkodzenia jednego ze stateczników pionowych. Z drugiej strony pojawiają się głosy innych, że mogły one powstać w wyniku zderzenia z fotelem katapultowanym. Nieoficjalnie wojskowi kilka miesięcy temu, po grudniowym wypadku MiGa-29, sugerowali, że mogą istnieć problemy z fotelami K-36. Dziś w mediach specjalistycznych dyskurs zdominowała sprawa możliwej awarii fotela. Według niektórych mediów pilot zgłaszał problemy techniczne. Jaka jest prawda?

Po piątkowym wypadku rozmawiałem z kilkoma wojskowymi. Podkreślali oni, że nie chcą spekulować na temat możliwych przyczyn wypadku. Niechętnie odnoszą się do coraz dziwniejszych teorii i wnioskowania jedynie na podstawie filmu z kamery przemysłowej. Wszyscy uważają, że jedynie komisja jest władna, aby wydać opinię na temat zdarzenia.

Po grudniowym wypadku były pilot myśliwski, Andrzej Rogucki mówił, odnosząc się do modernizacji posiadanych maszyn: 

- Modernizacja nie przedłużyła resursu samolotów, ale znacznie polepszyła komfort pracy pilota. Ma on dokładniejszą informację o miejscu, w którym się znajduje. Nie musi korzystać w takim stopniu z informacji kontrolerów lotów - mówił.

- Ponadto samolot posiada możliwość zapisu wielu parametrów lotu, włączając w to zapis wideo i audio, co w znaczącym stopniu pomoże komisji badającej wypadek - dodawał pilot.

MiGi w Polsce

Polska wyraziła zainteresowanie radziecką konstrukcją w 1985 roku. Wówczas w Kubince pod Moskwą odbyły się pokazy zdolności bojowych MiGa-29 dla polskiej delegacji. Dwa lata później zostało złożone zamówienie na pierwsze dziewięć samolotów bojowych MiG-29 i trzy samoloty szkolno-bojowe MiG-29UB.

W latach 1989-90 Rosjanie dostarczyli 12 fabrycznie nowych myśliwców. Pierwsze z nich znalazły się na wyposażeniu 1 eskadry 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego z Mińska Mazowieckiego już w czerwcu 1989 roku. W tym ten o numerze bocznym 67, który uległ rozbiciu w grudniu 2017 roku.

Do kolejnej dostawy nowych myśliwców już nie doszło - będąca w recesji Polska zrezygnowała z zakupów. Dopiero w 1995 roku Siły Powietrzne otrzymały z Czech 10 samolotów, które wymienione zostały za 11 śmigłowców Sokół.

Na następne trzeba było czekać aż do 2003 roku, kiedy w Niemczech kupiono 23 15-letnie maszyny. Zapłacono wówczas 1 euro za sztukę. Z tej partii do służby weszło 14 samolotów, które znalazły się w malborskiej 41 Eskadrze Lotnictwa Taktycznego. Jednym z nich był utracony w piątek samolot o numerze bocznym 4103, który przed przekazaniem Polsce nosił oznaczenie 29 + 16.

Problemy polskich MiGów

Obecnie największym problemem jest brak części zamiennych, które Polska kupuje się poprzez pośredników z Białorusi i Ukrainy. Siły Powietrzne posiadają także zapasy otrzymane od Niemców. Jednak i te się kurczą. Polityka kolejnych rządów doprowadziła do tego, że Rosjanie nie kwapią się do sprzedaży części Polsce. Obecnie sprawność polskich MiGów jest utrzymywana na poziomie około 50 procent.

- Zawdzięczamy to głównie służbie inżynieryjno-technicznej - mówił po grudniowym wypadku Dawid Kamizela, dziennikarz Dziennika Zbrojnego. - Maszyny eksploatowane w Siłach Powietrznych RP mają około 30 lat i w tych wariantach, które my używamy nie są już produkowane.

- Niektóre maszyny są wycofywane i poddawane kanibalizacji, aby utrzymać pozostałe w linii - dodawał Kamizela. - Co jakiś czas słyszy się również o nie do końca oficjalnych drogach, jakimi trafiają do nas niektóre agregaty i części zamienne.

Eksperci cały czas jednak tonują nastroje, które pojawiły się w wypowiedziach polityków i gości zaproszonych do studiów telewizyjnych.

- Samoloty się rozbijają, czy to nowe czy stare. Ważne by prawidłowo zdiagnozować przyczynę i wyciągnąć wnioski - podkreśla Kamizela.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje