Reklama

Katastrofa lotu MH17. Rosyjska propaganda w boju

Rosjanie długo nie chcieli dopuścić śledczych do wraku /DOMINIQUE FAGET /AFP

Śledztwo

Już 21 lipca ruszyło międzynarodowe śledztwo, w którym, ze względu na toczącą się wojnę, uczestniczyli przedstawiciele Unii Europejskiej, ONZ, OBWE i Czerwonego Krzyża. W październiku 2015 roku zespół śledczy opublikował wyniki postępowania. W konkluzji zapisano, że samolot "został zestrzelony przez wyprodukowany w Rosji pocisk Buk".

Reklama

Równocześnie z oficjalnym, ruszyło niezależne śledztwo dziennikarskie. I to dziennikarze udowodnili, że strzelali Rosjanie. Reporterzy "Bellingcata" przeanalizowali tysiące zdjęć zestawów przeciwlotniczych Buk. Porównali każde wgniecenie, sposób prowadzenia przewodów, rozmieszczenie detali, montowanie uchwytów i tak dalej. W 2016 roku opublikowali artykuł, w którym napisali:

"Jesteśmy przekonani, że 17 lipca 2014 roku, rosyjski Buk TELAR o numerze 332 z 53. Rakietowej Brygady Przeciwlotniczej bazującej w Kursku został sfilmowany i sfotografowany na wschodniej Ukrainie. Ten specyficzny Buk, poprzednio zidentyfikowany jako 'Buk 3X2' (środkowa cyfra była niewyraźna - przyp. SZ), został sfilmowany podczas przemieszczania się w centrum obszaru, który Rada Bezpieczeństwa Niderlandów określiła jako miejsce wystrzelenia pocisku, który strącił MH17".

Rosyjskie trolle na jakiś czas zamilkły. Jednak nie na długo. Z każdym dniem, kiedy pojawiały się nowe dowody, pojawiały się wpisy oskarżające Ukrainę i wybielające Rosjan: "Kijów nie chce się przyznać do mordu", "Rosjanie do nikogo nie strzelali", "Ukraińska propaganda!". Dowody były jednak coraz mocniejsze.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: mh17 | kto zestrzelił mh17 | Polsat Doku | katastrofy | Boeing 777 | Ukraina | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje