Reklama

Karabin dla dziecka

Kilka tygodni temu siły NATO w Afganistanie zwróciły się do lokalnej ludności, by zabroniła dzieciom zabaw z atrapami broni. Stało się to po serii wypadków, w których śmierć poniosło kilku młodych Afgańczyków, wziętych omyłkowo przez żołnierzy koalicji za terrorystów...

Reklama

W takiej sytuacji takie środki ostrożności nie dziwią - jest rzeczą oczywistą, że wobec zagrożenia śmiercią, lepiej odebrać dziecku potencjalnie niebezpieczną zabawkę. Ale co zrobić, jeśli malec domaga się plastikowej giwery, którą właśnie zobaczył na sklepowej wystawie, a szczęśliwie przyszło mu mieszkać w naszym kraju? Znam argumenty przeciwników militarnych zabawek - nie raz słyszałem, że oswajają ze śmiercią i gloryfikują zabijanie. Ale czy rzeczywiście?

Reklama

Magazynek z wieczka

Miałem w dzieciństwie wielu kolegów, dla których - tak jak dla mnie - kwintesencją dobrej zabawy było bieganie po miejskich zaułkach z zabawkowym karabinem. Nie mieliśmy tyle szczęścia, ile dzisiejsze małolaty, które mogą przebierać w plastikowych replikach, jak w ulęgałkach. Nasza broń była własnej roboty - ta najpopularniejsza składała się z trzech kawałków drewna, spośród których najdłuższy robił za lufę, krótszy za magazynek, a najkrótszy za rączkę. Zbite w jedną całość, było toto - w zależności od sytuacji - albo niemieckim MP-40, albo radzieckim PPS. Niektórzy mieli też giwery, zwane przez nas "talerzówami", z wieczkiem od słoików robiącym za magazynek talerzowy - takie wariacje na temat karabinu Diegtariew'a...

Podwórkowa wojaczka

Byliśmy więc wojskiem poniekąd chałupniczym, ale od czego była dziecięca wyobraźnia, każąca widzieć w naszych zabawkach plujące ogniem "maszynówy"? Bawiliśmy się przednio, a nasze głośne "tratatatatata, dostałeś!" słychać było w całej dzielnicy... I choć wtedy "nazabijaliśmy" się po wielokroć, żaden z nas nie został zawodowym zabójcą, ba - nawet trepem. Dziecięce zabawy nie pozbawiły nas empatii - mimo "złych" doświadczeń, potrafimy i współczujemy ofiarom prawdziwych wojen. Po co więc tyle krzyku ze strony pacyfistycznie nastawionych psychologów? Pojęcia nie mam...

Nie dajmy się więc zwariować i nie zabraniajmy dzieciom "podwórkowej wojaczki". Raczej cieszmy się z tego, że mogą biegać z atrapami i nikt nie zmusza ich do używania prawdziwej broni...

Marcin Ogdowski

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: karabin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje