Reklama

Czas opuścić Afganistan

Jeśli decydenci nie dają wojsku walczyć - co jest dowodem ich mentalnego nieprzygotowania do prowadzenia wojny - czas najwyższy zwinąć żołnierzy do domu. Nie da się wybrać pośredniego rozwiązania.

Krwawe ataki z połowy czerwca br. przypomniały nam, że decyzją polityków wysłaliśmy żołnierzy na odległą i brutalną wojnę. Jak bumerang powróciła dyskusja o konieczności wycofania się z Afganistanu, podgrzana atmosferą kampanii prezydenckiej.

Reklama

Temat z nieco większą mocą wybrzmiał zaraz po pierwszej turze wyborów prezydenckich, gdy języczkiem u wagi stał się elektorat lewicy, która jako jedyna z najważniejszych sił politycznych w kraju domaga się zakończenia afgańskiej misji.

W atmosferze wyborczego wieczoru marszałek Bronisław Komorowski poleciał do stacjonujących w Afganistanie żołnierzy. Może to drażnić i rodzić niesmak, ważniejsze jednak, że temat afgańskiej misji stał się przedmiotem politycznej debaty w chwili, gdy losy polityków i ich formacji zależą od głosów wyborców. Debaty - póki co - zbyt słabej jak na wagę zagadnienia, ale lepsze to niż nic.

Czy ta debata doprowadzi do wycofania naszych wojsk z Afganistanu? Oby. Istnieje bowiem co najmniej pięć powodów, by stało się to jak najszybciej.

Oficjalne koszty wojny

Mało kto publicznie podnosi zastrzeżenie, że na skutek zaangażowania w Afganistanie nasza armia traci zdolność bojową.

Brzmi to paradoksalnie w kontekście zapewnień wojskowych o tym, że tylko na prawdziwej wojnie żołnierz zdobywa niezbędne doświadczenie. Zastanówmy się jednak nad skalą wydatków i jej konsekwencjami.

Budżet całego Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) wynosi niecałe 24 miliardy złotych, z czego dwie trzecie pochłaniają pensje, emerytury i utrzymanie infrastruktury. Za pozostałe pieniądze wojsko się szkoli, modernizuje i przeistacza w zawodową armię. No i prowadzi wojnę, która według oficjalnych statystyk kosztuje około 700 milionów złotych, a w rzeczywistości - biorąc pod uwagę tylko wydatki ponoszone z naszego budżetu - prawie miliard złotych rocznie.

Z czego wynika tak duża różnica? Głównie z nieuwzględnianych w tym zestawieniu kosztów zniszczonego sprzętu. Dość powiedzieć, że za jeden transporter opancerzony "Rosomak" MON płaci 11 milionów złotych - a bezpowrotnie straciliśmy ich do tej pory co najmniej kilkanaście. Helikopter szturmowy typu Mi-24 - dwie utracone sztuki - to z kolei wydatek rzędu 30 milionów złotych za maszynę. Co gorsza, nie sposób ich dzisiaj dokupić.

Starzeją się cztery razy szybciej

Mając to na uwadze, zasadna staje się obawa o program modernizacji armii. MON zapewnia, że zakupy nowego sprzętu - owszem, ograniczone - ale są i będą dokonywane. Jednak spora jego część i tak trafi do Afganistanu. Pojawia się też problem "krótkiej kołderki". Jeśli kupujemy, na coś w końcu pieniędzy musi zabraknąć. I owszem, brakuje - na przykład na szkolenie. W tej chwili nawet elitarne formacje Wojska Polskiego (WP), jeśli nie przygotowują się do wyjazdu na misje, ćwiczą raczej w symbolicznym wymiarze.

Niezwykle istotna jest również kwestia zużywania się nieproporcjonalnie dużej części najnowszego i najbardziej wartościowego sprzętu. Wspomniane już "Rosomaki" - z uwagi na klimat i intensywność działań - "starzeją się" cztery razy szybciej niż maszyny tego typu w Polsce. Cała armia ma ich ponad trzysta, ale aż jedna trzecia (!) znajduje się w Afganistanie, gdzie - warto te liczby zestawić - stacjonuje ledwie 2,5 proc. żołnierzy WP.

Gdyby patrzeć wyłącznie na liczby, lepiej wyglądałaby sytuacja ze śmigłowcami Mi-24 - tylko co piąta maszyna znajduje się w Afganistanie. Jednak ich wiek (większość dobija trzydziestki) - i znów - intensywna eksploatacja, znacząco przybliżają moment, w którym trzeba będzie spisać je ze stanu. A realnych widoków na następcę tego typu śmigłowców brak.

Żeby nie było wątpliwości - nie postuluję zmniejszenia liczby transporterów czy śmigłowców. Mam świadomość, że w Afganistanie są one niezbędne. Ba, biorąc pod uwagę charakter i skalę przydzielonych Polakom zadań, jest ich tam wręcz za mało. Staram się tylko uzmysłowić, jak wielkim wysiłkiem jest dla WP misja w Afganistanie. I jakie mogą być jej konsekwencje.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wojna | klimat | wojsko | misje | mi-24 | żołnierze | MON | NATO | armia | Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje