Reklama

Co po Kobbenach? Polska musi kupić nowe okręty podwodne

Ponad 40 letnie, niemieckiej produkcji okręty podwodne „Kobben”, które ma dzisiaj polska marynarka wojenna w końcu muszą odejść do lamusa. Nie dlatego, że się popsuły, ale brakuje już części zamiennych. Polska musi kupić nowe okręty, bo jeśli tego nie zrobi, marynarka wojenna nie będzie miała najlepszej broni do obrony Bałtyku. I to przez długie lata. Czym zastąpić Kobbeny? O polskich okrętach podwodnych opowiada wieloletni dowódca tych okrętów admirał floty Jędrzej Czajkowski.

Interia.pl: Dlaczego 12 lat temu trzeba było kupić okręty podwodne Kobben?

Reklama

Admirał floty (w st. spocz.) Jędrzej Czajkowski: - Dotychczas używane jednostki produkcji radzieckiej, typu  "Foxtrot" nadawały się już tylko na żyletki. Zakładaliśmy wtedy, że nowe okręty kupimy za 10-12 lat i te właśnie okręty kupiono, by podtrzymać kondycję czynnych załóg. Bo okręt, a w szczególności okręt podwodny bez wyszkolonej załogi, jest nic nie wart. Wyszkolenie załogi trwa bardzo długo, bo 10-15 lat a nawet dłużej. Utracenie zdolności funkcjonowania załóg byłoby końcem floty podwodnej, a do tego nie można było dopuścić.

Jak znalazły się one w polskiej MW?

- Byłem inicjatorem, a potem szefem projektu, który otrzymał w Norwegii, oraz także w naszej Marynarce Wojennej nazwę "Kobben". Projekt nazwano imieniem pierwszego z serii okrętów. Zresztą okręt ten otrzymaliśmy jako "magazyn części zamiennych", a teraz w jego kadłubie na terenie Akademii Marynarki Wojennej zamontowaliśmy symulator okrętu podwodnego. Kierownictwo Marynarki Wojennej - a dowódcą był admirał floty Ryszard Łukasik - uznało wtedy, że okręty podwodne  są niezbędne. Tyle, że budżet Marynarki Wojennej wystarczał zaledwie na bieżące potrzeby, o zakupie nowych okrętów nie było więc mowy.

- Przy wsparciu szefa Zarządu Logistyki Sztabu Generalnego wiceadmirała Romana Krzyżelewskiego zapadła decyzja o nabyciu dwóch do czterech używanych okrętów. Poszukiwania okrętów rozpoczęliśmy od Francji. Tam otrzymaliśmy propozycję nabycia dwóch klasycznych, używanych okrętów podwodnych typu "Daphne". Dwa z jedenastu tych okrętów we francuskiej marynarce zatonęły z nieznanych przyczyn, jeden z 1968 a drugi w 1970 roku. Były też oferty m.in. z Izraela, no i z Norwegii.

- I to ta ostatnia oferta okazała się najlepszą. Kobbeny były najbardziej przydatne operacyjnie i szkoleniowo, w najlepszym stanie technicznym, a warunki zaproponowane przez Królewską Marynarkę Norwegii były najlepsze także finansowo. W ofercie otrzymaliśmy między innymi gruntowne remonty tych okrętów, pełny serwis obsługi i szkolenia załóg. I oczywiście cztery okręty plus jeden jako magazyn części zamiennych. Podczas prób na morzu okręt wypadł świetnie. "Kobben"  jest bardzo sprawny, szybko się zanurza, łatwo i szybko wyważa, jest bardzo zwrotny pod wodą i dobrze uzbrojony, bo w aż osiem wyrzutni torpedowych kaliber 533 mm. Okręty te, w tamtych realiach, były jakby "uszyte" na naszą miarę.

Jak stare to były wtedy jednostki?

- Był to rok 2001 i 2002, "Kobbeny" - okręty podwodne niemieckiej produkcji miały wtedy po około 30 lat. Jednak były to cały czas świetne, dziarskie, porządne okręty podwodne, bez śladu rdzy, bo kadłuby wykonane były ze stali nierdzewnej i w porównaniu do okrętów, które eksploatowałem wcześniej (jako dowódca okrętu), przerastały je pod względem zaawansowania technicznego i możliwości operacyjnych, a co najważniejsze dawały szansę na podtrzymanie kondycji naszych załóg. Solidna, niemiecka robota, bo były to okręty wybudowane w stoczni niemieckiej.

Jak sprawdziły się przez te 13 lat?

- O to najlepiej byłoby zapytać oficerów służących na nich. Ja wspomnę tylko o sukcesie w ćwiczeniu NATO "Active Endeavour". Operacja prowadzona była w rejonie Morza Śródziemnego czyli w znacznym oddaleniu od własnej bazy. Okręty uczestniczyły w niej dwu, lub trzykrotnie i zawsze otrzymywały bardzo wysokie oceny od dowództwa Sojuszu. Szczęśliwie wracały do ojczystego portu, a za każdym razem operowały ma morzu po ponad dwa miesiące.

W jakim stanie jest dziś polska flota okrętów podwodnych?

-Powtarza się historia sprzed 12 lat, szkoda tylko, że rzadko wyciągamy z niej wnioski. Dzisiaj kończy się żywot morski okrętów typu "Kobben". Mówi się, że posłużą najdalej do 2016 roku. Pozostaje Okręt Podwodny typu. 877E "Orzeł" wyprodukowany w 1986 roku w ZSRR. Okręty podwodne nowego typu być może pojawią się latach 2022-23, a może i później, przetarg na ich zakup został właśnie po raz kolejny przesunięty. To oznacza tyle, że za chwilę, najdalej za dwa, góra trzy lata, utracimy możliwość podtrzymywania kondycji naszych załóg.  Można sobie mówić, że zostanie jeszcze jakiś czas "Orzeł" i symulator, ale podwodniak musi szkolić się w "realu", czyli na morzu. I tu mamy problem.

Czemu Kobbeny nie mogą popływać dłużej?

- Największym problemem jest brak części zamiennych. Norwegowie przekazali wszystkie części zamienne, jakie posiadali, a nikt inny na świecie takich nie ma, więc kupić ich nie można. Części dorabiane są złej jakości, a to w przypadku okrętu podowdnego jest niedopuszczalne. Tu nie ma ważnych i mniej ważnych części. Bo wszystkie zapewniają możliwość operowania pod wodą, szczelność okrętu, możliwości zanurzania i wynurzania, osuszanie, odwadnianie, wentylację, ratownictwo. Ale nigdzie już takich nie ma i nie można ich już nigdzie kupić. 

Czyli kiedy nie będzie już polskich okrętów podwodnych?

- Kupując je, zakładaliśmy dziesięcioletni okres eksploatacji. A on już minął. Więcej dodawać już chyba nie trzeba. Może dwa, może trzy lata popływają, przy bardzo ostrożnej eksploatacji. A potem nastąpi koniec. Pływanie OP na powierzchni morza nie ma sensu. Mamy do czynienia więc z takimi samymi kłopotami, jak wtedy, przed zakupem Kobbenów.

To może powinniśmy jeszcze raz kupić sobie taką kolejną "protezę" jak wtedy, gdy nabyliśmy używane Kobbeny?

- To też jest jakieś wyjście. Byłem swego czasu orędownikiem tego, by wziąć okręty w leasing czy dzierżawę. W dzierżawę braliśmy niszczyciele z Rosji i okręty podwodne Foxtrot. A w USA jako "second handy" zakupiliśmy fregaty typu Olivier Hazard Perry.

Tylko jak długo można używać takich protez?

- No właśnie. I dlatego MON robi wszystko by kupić nowe okręty, nowego typu, okręty na XXI wiek!

Tylko, że wielu ludzi zadaje sobie pytanie: czy nam na pewno potrzebne są okręty podwodne?

- Jeśli pytamy po co nam okręty podwodne, to można by zapytać też, po co nam w ogóle siły zbrojne? Przed konfliktem na Ukrainie padały różne pacyfistyczne głosy, a tu nagle otrzymaliśmy zimny prysznic, bo oto wojna jest blisko naszych granic. Jeśli mówi się o tym, że groźba konfliktu zbrojnego stała się realna jak nigdy dotąd, to żeby bronić kraju potrzebne są trzy rodzaje sił zbrojnych, które muszą ze sobą współdziałać: siły powietrzne, marynarka wojenna i wojska lądowe.

- Kolejność w której wymieniłem rodzaje sił zbrojnych jest nie przypadkowa. W takiej kolejności używa się ich w operacjach. A do tego muszę dodać i przestrzec by polskiej Marynarki Wojennej zamykać na Bałtyku, ona nie tylko ma bronić wybrzeża wraz z wojskami lądowymi i Siłami Powietrznymi, ale również brać udział w operacjach sojuszniczych! By oczekiwać pomocy w ramach art. V traktatu waszyngtońskiego musimy dać odpowiedni wkład własny  w system obronny Sojuszu. A okręty podwodne ze względu na wyjątkową dyskrecje działania no i na olbrzymia dzielność morską są predysponowane i pożądane przez Sojusz do działań w całym obszarze zainteresowania NATO, zarówno na Atlantyku jak i w innych oddalonych rejonach.

- A co do obrony wybrzeża: świeżo kupione nadbrzeżne dywizjony rakietowe dają spore możliwości, ale działania w trefie obrony marynarki wojennej. Kto zaś będzie ewentualnie chronić i bronić gazowców wiozących gaz z Kataru do gazoportu w Świnoujściu? Kto ma chronić inne szlaki komunikacyjne na Bałtyku i poza nim? Kto ma zwalczać okręty bojowe nieprzyjaciela na dalekich podejściach do naszego wybrzeża? To są typowe zadania dla okrętów podwodnych i nikt i nic ich w tym póki co nie zastąpi. Jeszcze jedno: okręty podwodne są co prawda stosunkowo drogie w zakupie, ale ich efektywność bojowa jest tak wysoka, że kompensuje ten jednorazowy wydatek.

Co to znaczy?

- Eksploatacja okrętu a w tym również liczba załogi, stosunek kosztowności uzbrojenia do jego skuteczności w porównaniu z okrętem nawodnym jest nieporównywalnie mniejszy. Mało tego: jeden okręt podwodny ze względy na skryty charakter działań, wiąże często nawet kilkadziesiąt jednostek nawodnych przeciwnika!

- Tak się stało właśnie u wybrzeży Szwecji, gdy pojawienie się jakiejś niezidentyfikowanej jednostki podwodnej zaangażowało całą marynarkę wojenną tego kraju. Trzy nowe, dobrze dowodzone polskie okręty podwodne sprawią, że potencjalny przeciwnik musi wiedzieć, że do ich poszukania i ewentualnego zniszczenia zaangażować musi naprawdę ogromne siły, ponosząc przy tym straty. Moim zdaniem trzy nowoczesne okręty podwodne zaangażowałyby ponad 30 jednostek potencjalnego przeciwnika! To tyle, co cała rosyjska Flota Bałtycka! W takiej hipotetycznej sytuacji odciąża się inne rodzaje sił, dając warunki do prowadzenia walki. Nowe okręty podwodne dadzą więc ogromne możliwości obronne naszemu krajowi.

Kobbenów nie będzie za trzy lata. Tymczasem musi ruszyć przetarg, zapaść decyzja o wyborze okrętu, kolejnych kilka lat potrzeba na wybudowanie i przejęcie przez polską Marynarkę Wojenną nowych okrętów. Czy powstanie "dziura", gdy nie będziemy mieć floty podwodnej?

- Ku mojemu przerażeniu stwierdzam, że pewnie tak. Trzeba będzie jakieś "łaty przyszywać". Póki co w Akademii Marynarki Wojennej zbudowaliśmy symulator okrętu podwodnego we wnętrzu Kobbena. Na tym symulatorze będziemy w tym czasie szkolili załogi, ale symulator jest tylko symulatorem. Jeśli nie możemy przyspieszyć zakupu nowych okrętów, trzeba pomyśleć nad jakąś protezą: leasingu czy dzierżawie, żeby podtrzymać kondycję załóg okrętów podwodnych. A taka propozycja leasingu już była wysunięta ze strony Niemiec.

Co powinniśmy kupić?

- Możliwość budowy klasycznych okrętów podwodnych ma dziś pięć, sześć państw na świecie. Na pierwszym miejscu stawiam Niemcy, na drugim Francję, potem Szwecję. Niemcy mają największe doświadczenie w budowie tego typu jednostek, ich okręty w czasie pokoju miały najmniej awarii. To przemysł stoczniowy z największym doświadczeniem, pierwsi rozpoczęli budowę okrętów z napędem niezależnym od powietrza AIP, pierwsi rozpoczęli próby z nowego typu turbiną, wyprodukowali ponad tysiąc jednostek. Są precyzyjni. A nasze Kobbeny to też produkt niemiecki, mają po ponad 40 lat i są, odpukać, wciąż szczęśliwie eksploatowane.

Trzeba jednak zauważyć, że nie bez znaczenia będzie cena zakupu, koszty eksploatacji no i oczywiście atrakcyjny dla polskiego przemysłu offset.

Admirał Floty w st. spoczynku Jędrzej Czajkowski (ur. w 1947 r.) Typowy "podwodniak". Służył w zespołach okrętów podwodnych w Gdyni, od 1969 w 1. Brygadzie Okrętów Podwodnych, a po jej rozformowaniu w 1971 roku w dywizjonie Okrętów Podwodnych 3. Flotylli Okrętów. Był kolejno dowódcą działu broni podwodnej na ORP "Sokół" (1971-1973), zastępcą dowódcy okrętu na ORP "Kondor" (1973-1975) oraz zastępcą dowódcy i dowódcą okrętu na ORP "Bielik" (1975-1977).

W 1985 wyznaczono go szefem Sztabu - zastępcą dowódcy dywizjonu Okrętów Podwodnych. Od 1986 do 1991 pracował w 9. Flotylli Obrony Wybrzeża na Helu, gdzie pełnił funkcje szefa Sztabu - I zastępcy dowódcy oraz dowódcy jednostki. Później był zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej ds. liniowych.

Po reorganizacji Dowództwa Marynarki Wojennej w 1994 roku został szefem Szkolenia - zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej. W 1996 roku objął stanowisko szefa Sztabu - I zastępcy dowódcy Marynarki Wojennej, a w 2000 zastępcy dowódcy Marynarki Wojennej. W latach 2003-2005 był dowódcą Centrum Operacji Morskich - zastępcą dowódcy Marynarki Wojennej, po czym 14 lutego 2005 odszedł do rezerwy.

Co po Kobbenach? Przeczytaj analizę.

 

 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje