Reklama

Ciche przygotowania

Politycy sudańscy znają rzymską maksymę: chcesz pokoju, szykuj się do wojny.

Zawarte w 2005 roku porozumienie pokojowe kończące wojnę domową na południu Sudanu zakładało, że o przyszłości tego regionu zdecyduje referendum. Ale, jak mogą wskazywać niektóre wydarzenia, rządzący w Dżubie politycy przewidują, iż reżim rządzącego krajem prezydenta Omara al-Baszira może nie uznać jego wyników. Wtedy krajowi zagrozi ponowna krwawa wojna domowa. Jesienią ubiegłego roku pojawiły się informacje o wzmacnianiu wojsk w pobliżu tymczasowej linii granicznej.

Reklama

Tajemnicze zakupy

Porozumienie pokojowe przewidywało, że północ i południe będą mogły wzajemnie kontrolować, a nawet wetować nowe zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Miała się tym zająć Wspólna Rada Obrony (Joint Defense Board). W opinii ekspertów organizacji Small Arms Survey (z siedzibą w Genewie) zajmującej się rynkiem handlu bronią lekką, jej znaczenie było jednak marginalne.

W ubiegłym roku w mediach pojawiła się informacja, że przez Ugandę na południe Sudanu trafiło dziesięć śmigłowców wyprodukowanych w rosyjskich zakładach lotniczych w Kazaniu - dziewięć transportowych Mi-17-V5 i jeden Mi-172 w wersji do przewozu VIP-ów. Jak podał serwis Voice of America, kontrakt o wartości 75 milionów dolarów podpisał w 2007 roku w imieniu Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu (Sudan People's Liberation Army) jej obecny szef sztabu generał porucznik James Hoth Mai. Według CNN, umowa datowana na maj 2007 została sfinalizowana w marcu 2009 roku.

Interesująca była reakcja przedstawicieli władz południa, gdy nagłośniono sprawę. Minister informacji Barnaba Marial Benjamin zaprzeczył, że kupiono śmigłowce, rzecznik SPLA generał porucznik Kuol Deim Kuol odmówił komentarza, natomiast rzecznik sił zbrojnych Sudanu stwierdził, iż władze w Chartumie wiedziały o tej transakcji. Według niego, przywódcy południa zapewnili, że maszyny będą używane tylko do celów cywilnych. Niemniej jednak śmigłowcami z rodziny Mi-17 da się przewozić żołnierzy, można je też uzbroić w karabiny maszynowe, zasobniki z rakietami oraz bomby.

Czołgi, rakiety, granatniki

Zakupy broni przez władze południowosudańskie ujawniono przy okazji porwania we wrześniu 2008 roku przez somalijskich piratów ukraińskiego statku handlowego "Faina". Okazało się, że na pokładzie jednostki płynącej do kenijskiego portu Mombasa znajdowały się 33 czołgi T-72, a także sześć wyrzutni rakietowych BM-21, karabiny przeciwlotnicze ZPU-4 i granatniki RPG-7. Ta broń przez Kenię miała trafić do SPLA.

Tygodnik "Jane's Defence Weekly" uzyskał w 2009 roku informacje od dyplomatów i wojskowych, że południe zamówiło sto (według innych źródeł o dziesięć więcej) czołgów T-72, a także 6-8 wyrzutni BM-21, 15-21 zestawów przeciwlotniczych ZU-23-2 i nieznaną ilość poczwórnie sprzężonych karabinów maszynowych ZPU-4 kalibru 14,5 milimetra. Na liście znalazły się także tysiące karabinków AK-47 i ponad 405 granatników RPG-7. Dostawcą tej broni była Ukraina. Przedstawiciele władz w Dżubie utrzymywali, że w 2007 roku zakupiono tylko ograniczoną liczbę czołgów, które dotarły na południe w następnym roku. Pojawiły się informacje, że 18 posiadanych przez SPLA T-55 przeszło generalny remont w Etiopii.

Siła na północy

Władze południa tłumaczą zakupy ciężkiego uzbrojenia potrzebami, wynikającymi z procesu przekształcania się SPLA z armii partyzanckiej w siły konwencjonalne. Przyznały, że w latach 2006-2009 przeznaczyły na wojsko aż 30 procent środków budżetowych, co daje 2,5 miliarda dolarów. Niewykluczone, że na ten cel były też wydawane pieniądze spoza budżetu.

18 stycznia tego roku na stronie internetowej "Middle East Monitor" pojawił się artykuł o szerokim wsparciu, także militarnym, ze strony Izraela dla nowo powstającego państwa na południu Sudanu.

Podobnie jak siły południowe, dozbrajały się wojska kontrolowane przez rząd Al-Baszira. Według serwisu "Voice of America", kupiły one między innymi co najmniej dziesięć szturmowych śmigłowców Mi-24. Grupa badawcza IHS Jane's oceniała przed kilkoma miesiącami, że lotnictwo północne ma 43 samoloty bojowe i 45 bojowych wiropłatów. Transportowe An-26 przystosowano do zrzucania bomb. Według rocznika "The Military Balance 2010", północ ma natomiast 79 samolotów bojowych, w tym 23 egzemplarze MiG-29 i dziesięć Su-25. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rosja miała dostarczyć Sudanowi 24 śmigłowce Mi-24 i Mi-8/-17 oraz dziewięć myśliwców MiG-29, a Białoruś - 11 szturmowych Su-25.

Broń za 55 mln dolarów

Najważniejszym dostawcą broni dla armii sudańskiej stały się w ostatniej dekadzie Chiny, które robią interesy z reżimem Al-Baszira, między innymi w sektorze naftowym. Pekin miał dostarczyć tamtejszym siłom zbrojnym czołgi typu 96 oraz kołowe wozy bojowe WMZ-551 z 30-milimetrowymi armatami. Wiosną 2008 roku organizacja Human Rights First szacowała, że w latach 2003-2006 Chiny sprzedały Sudanowi broń strzelecką wartą 55 milionów dolarów. Podobno Chartum jest też zainteresowane eskadrą chińskich myśliwców FC-1. Chińczycy udostępnili Sudanowi technologie pozwalające modernizować już posiadane uzbrojenie i produkować nowe wyroby. Poza ciężkim uzbrojeniem Rosja, Białoruś, Chiny i Iran dostarczały broń strzelecką i amunicję. W tych ostatnich segmentach dostawców było więcej (między innymi z Europy i Bliskiego Wschodu).

Rocznik "The Military Balance 2010" podaje, że siły zbrojne Sudanu liczą 109,3 tysiąca żołnierzy. Small Arms Survey szacuje, że razem z rezerwistami reżim Al-Baszira ma do dyspozycji 225 tysięcy zbrojnych. Może też liczyć na formacje paramilitarne i milicje plemienne. Siły lądowe północy mają między innymi ponad 450 czołgów, około 240 opancerzonych pojazdów rozpoznawczych, blisko pół tysiąca transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, a także prawie 780 systemów artyleryjskich, nie licząc moździerzy.

Tysiące żołnierzy

Zgodnie z porozumieniem pokojowym powołano Wspólne Jednostki Zintegrowane (Joint Integrated Units), których żołnierze otrzymują wynagrodzenie od rządu jedności narodowej, a wyposażenie od SAF lub SPLA. Utworzono pięć dwubrygadowych dywizji piechoty oraz wydzieloną brygadę w Chartumie. Small Arms Survey w raporcie z grudnia 2009 roku obliczył, że żołnierzy jest 33 tysiące. Według ustaleń politycznych miało ich być 39 tysięcy - 24 tysiące w Sudanie Południowym, po 6 tysięcy w Górach Nubijskich i regionie Południowy Nil Błękitny oraz 3 tysiące w stolicy.

Większość byłych partyzantów pozostała jednak w siłach bezpośrednio podporządkowanych władzom w Dżubie. W kwietniu 2008 roku Agencja Reutera podała, że jeden z przedstawicieli Organizacji Narodów Zjednoczonych szacował liczebność wojsk południa na około 140 tysięcy żołnierzy. Porozumienie pokojowe przewidywało demobilizację kilkudziesięciu tysięcy z nich. Do końca ubiegłego roku miano zwolnić z wojska dzieci-żołnierzy, których w czasie ostatniej dekady przewinęło się przez szeregi SPLA aż 23 tysiące. W 2010 roku pozostał ich tysiąc. Przedstawiciele władz podkreślali, że nieletni zaciągnęli się z własnej woli. Small Arms Survey ocenił wojska południowosudańskie na 125 tysięcy ludzi.

Etniczna bomba

W razie wybuchu wojny na południu Sudanu groźniejsze od wojsk regularnych mogą okazać się milicje plemienne. Konflikt w Darfurze pokazał, że reżim Al-Baszira potrafi perfekcyjnie szczuć przeciwko sobie grupy etniczne, wykorzystując historyczne animozje. Chartum może wykorzystać bojówki do destabilizowania sytuacji na południu, bez rozpoczynania otwartego konfliktu zbrojnego.

Poza wiernymi reżimowi plemiennymi arabskimi milicjami zagrożeniem są też jego potencjalni sojusznicy spośród ludności afrykańskiej. Chartum może bowiem skorzystać na podziale wśród południowców. Problemy mogą być efektem niezaspokojonych aspiracji tamtejszych polityków czy wojskowych lub konfliktów etnicznych. Przykładem jest rewolta George'a Athora, byłego generała SPLA, który zbuntował się, gdy w kwietniu 2010 roku przegrał wybory na gubernatora zasobnego w złoża ropy naftowej stanu Jonglei. Niebezpieczne dla sytuacji na południu mogą być też działania Armii Bożego Oporu, krwawego ugrupowania ugandyjskich rebeliantów, od lat powiązanego z Chartumem.

Tadeusz Wróbel

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL.

Polska Zbrojna

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: mi-24 | MI-2 | wojsko | politycy | przygotowania | broń | Sudan | Afryka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje