Reklama

Bezpieczeństwo. Dobro luksusowe

- Koncepcja europejskiej armii jest wiecznie żywa i podnoszona przy okazji każdego wizjonerskiego wystąpienia. Bo właśnie w tych kategoriach trzeba na tę kwestię spojrzeć - mówi w kontekście wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej Dominik Jankowski, analityk w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.

Marcin Wójcik, portal INTERIA.PL: Pewnie prawie każdy słyszał o wspólnej polityce rolnej czy zagranicznej Unii Europejskiej, ale mało kto zdaje sobie sprawę z istnienia wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Z czego to wynika?

Dominik Jankowski, analityk Departamentu Analiz Strategicznych w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego: - Polityka bezpieczeństwa Unii Europejskiej jest po prostu niewidoczna dla ludzi. Kryzys finansowy, problem bezrobocia, sprawy społeczno-gospodarcze są ważniejsze dla społeczeństwa niż odpowiedź na pytanie, czy Unia Europejska będzie brała udział w misjach w Sudanie Południowym lub w regionie Sahelu i czy nadal będzie prowadziła operację przeciwko piratom u wybrzeży Rogu Afryki. Z tym się trzeba po prostu liczyć.

Reklama

W jaki sposób można przybliżyć obywatelom państw członkowskich wspólną politykę bezpieczeństwa i obrony?

- Posłużę się argumentem, który wykorzystuje Komisja Europejska w debatach dotyczących zwiększenia świadomości na temat polityki budżetowej UE. Komisja proponuje, aby wprowadzić europejski podatek VAT. Zatem takie rozwiązanie, które spowoduje, że każdy Europejczyk podczas zakupów będzie mógł zobaczyć na paragonie, ile zapłacił na rzecz wspólnego budżetu unijnego. Taki sposób myślenia jest potrzebny również w polityce bezpieczeństwa. Wydaje się, że takim sposobem byłaby nowelizacja europejskiej strategii bezpieczeństwa, poprzedzona konsultacjami społecznymi oraz opublikowaniem białej księgi bezpieczeństwa i obrony UE. Nowelizacja europejskiej strategii bezpieczeństwa powinna być zatem skonsultowana z organizacjami pozarządowymi. Tylko w ten sposób będziemy mogli przybliżyć ludziom politykę bezpieczeństwa Unii Europejskiej.

Jak ważnym elementem funkcjonowania Unii Europejskiej jest polityka bezpieczeństwa i obrony?

- Obecnie trudno byłoby ją umieścić w pierwszej trójce najważniejszych polityk unijnych. Nawet dla polityków nie jest to kwestia najbardziej sexy politycznie. Traktowana jest ona jako dobro luksusowe. Trzeba jednak podkreślić, że stać nas na wydawanie pieniędzy na tak ekskluzywne dobro jakim jest właśnie wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że nigdy nie stanie się ona najważniejszą polityką Unii Europejskiej. Najważniejszymi są bowiem te, które dotykają bezpośrednio każdego obywatela: polityka handlowa, polityka rolna, budżet unijny, polityka spójności czy fundusze unijne. Taka sytuacja nie zwalnia jednak elit politycznych i ośrodków administracji centralnej od informowania społeczeństwa w prosty i przystępny sposób, że taka polityka w ramach Unii Europejskiej jest prowadzona.

Z jakimi skutkami?

- Polsce, w czasie swojej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, udało się zrealizować kilka ważnych priorytetów (m.in. rewizja mechanizmu finansowania operacji UE, zgoda na uruchomienie Centrum Operacyjnego w Brukseli, zacieśnienie współpracy w dziedzinie polityki bezpieczeństwa i obrony z państwami Partnerstwa Wschodniego). Ale tę prace trzeba kontynuować. Rok 2012 nie będzie łatwiejszy dla UE. Dlatego dalszy rozwój wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony spoczywa na krajach, które się w nią najbardziej zaangażowały: Polsce, Niemczech, Francji, a także krajach, które nas poparły, m.in. Włoszech, Hiszpanii, Szwecji czy Finlandii.

Jaki jest jednak sens angażowania się Unii Europejskiej w sprawy bezpieczeństwa, kiedy od tego mamy chociażby NATO?

- Musimy zadać sobie fundamentalne pytanie: Czym ma być Unia Europejska? Jeżeli chcemy, aby była organizacją, która zajmuje się tylko i wyłącznie sprawami gospodarczymi, to wtedy rzeczywiście prowadzenie polityki bezpieczeństwa w ramach UE wydaje się zbędne. W takim wypadku należałoby jednak najpierw doprowadzić do wzmocnienia organizacji, które się bezpieczeństwem zajmują, czyli NATO i OBWE. Od lat 90. ubiegłego wieku podejmujemy jednak w UE działania, aby zbudować tożsamość bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Wynika to m.in. z faktu zmniejszenia wojskowej obecności amerykańskiej na kontynencie europejskim czy pojawienia się nowych wyzwań (cyberzagrożenia, skutki arabskiej wiosny dla Starego Kontynentu). Niejasna jest także przyszłość wschodniego sąsiedztwa Unii Europejskiej i stosunków z Rosją. Jeżeli Unia Europejska ma realnie kształtować to, co się wokół niej dzieje, potrzebuje także odpowiednich instrumentów "hard power". Najważniejsze, jak zawsze, są oczywiście pieniądze, bo bez nich nie uda się skutecznie realizować żadnej polityki. Jeżeli pieniądze się znajdą, to trzeba wspierać dyplomację przy użyciu środków nacisku politycznego i właśnie poprzez "hard power".

Czy wiecznie raczkujące wspólne europejskie ramię zbrojne dalej będzie operować na zasadzie odrębnych jednostek narodowych czy w końcu powstanie wspólna, jednolita, europejska armia?

- Koncepcja europejskiej armii jest wiecznie żywa i podnoszona przy okazji każdego wizjonerskiego wystąpienia. Bo właśnie w tych kategoriach trzeba na tę kwestię spojrzeć. Mówił o tym np. w 2010 r. na konferencji bezpieczeństwa w Monachium Guido Westerwelle. Na razie jednak jest to koncepcja mało realna. Dlatego, że aby budować jedność wojskową przy założeniu, iż zachowujemy cywilną kontrolę nad armią, trzeba mieć jednolitą warstwę polityczną. Czyli, aby zbudować wspólną armię, musi istnieć instytucja na poziomie politycznym, która będzie sprawowała nad tą armią kontrolę. Na razie takiej instytucji nie ma. Parlament Europejski mógłby nią być, ale jego rola musiałaby zostać wzmocniona. Parlament musiałby mieć zupełnie inną odpowiedzialność za politykę bezpieczeństwa i obrony, która stałaby się zatem polityką wspólnotową. Nie chodzi jednak o to, aby całkowicie wykreślić pojęcie wspólnej europejskiej armii z rozmów politycznych. Trzeba mieć marzenia, trzeba mieć wizję, ale trzeba także realnie ocenić, czy ta wizja może być zrealizowana.

A według pana może?

- Na razie nie widzę takiej możliwości. Wydaje się, że bardziej skuteczny będzie rozwój polityki bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej krok po kroku. Może kiedyś powstanie wspólna europejska armia. Najpierw potrzebna jest integracji polityczna, dopiero potem wojskowa. Taka jest naturalna kolej rzeczy.

Dziękuję za rozmowę.

Dominik Jankowski był jednym z prelegentów konferencji "Sojusznicza obrona w Europie: polsko-niemiecki Teamplay pomiędzy Wojskiem Polskim a Bundeswehrą" zorganizowanej w ramach projektu "Długa droga do sojuszu", realizowanego przez Wojskowy Instytut Wydawniczy i Europejską Akademię w Berlinie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: militaria | przemysł obronny | bezpieczeństwo | armia | polityka | wspólnota

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje