Reklama

Aye, aye sir! Czyli służba w marynarce

"139 milionów mil kwadratowych mórz i oceanów, 58 milionów mil kwadratowych lądu i całe niebo - witamy w największym miejscu pracy na świecie". Takim hasłem reklamuje się jedna z najpotężniejszych morskich formacji zbrojnych świata - brytyjska Royal Navy.

Zdaje się, że PR-owcy wynajęci przez brytyjską armię wykonali świetną robotę, gdyż chętnych do trudnej służby nie brakuje. Każdego roku do punktów rekrutacyjnych zgłaszają się bowiem tysiące młodych Anglików, Szkotów czy Walijczyków gotowych założyć marynarski mundur i służyć pod dowództwem królowej Elżbiety II.

Reklama

Mocarstwo dzięki flocie

Królewska Marynarka Wojenna (Royal Navy) niepodzielnie panowała na morzach i oceanach od końca XVII wieku aż do czasu II wojny światowej, kiedy to pałeczkę - a raczej stery - przejęła amerykańska US Navy. To właśnie silnej flocie Zjednoczone Królestwo zawdzięczało status światowego mocarstwa. Bez niej nie byłby możliwy podbój nowych terytoriów, ani zagwarantowanie bezpieczeństwa na szlakach komunikacyjnych między Londynem, a jego koloniami. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że kluczowym czynnikiem, który umożliwił stworzenie potęgi Wielkiej Brytanii była kontrola nad tymi trasami.

Obecnie Royal Navy pod względem stanu osobowego (i łącznej wyporności okrętów) ustępuje marynarkom wojennym USA, Rosji czy Chin, których kadry liczone są w setkach tysięcy. Z 32 tys. marynarzy i 6 tys. komandosów z Royal Marines, Brytyjczycy mogą zadowolić się "jedynie" tytułem największej europejskiej zbrojnej formacji morskiej. Choć pamiętajmy, że podczas nowoczesnych działań wojennych liczy się nie ilość, lecz jakość sprzętu i wysoki poziom wyszkolenia żołnierzy. A tego synom Albionu na pewno nie można odmówić.

Do marynarki wstąpić chciałem...

Co jest przysłowiowym lepem, który przyciąga młodych ludzi do Królewskiej Marynarki Wojennej? Emerytowani marynarze, dzieląc się opiniami na temat służby na forum worldnavalships.com, najczęściej wymieniają: chęć przeżycia przygody i zwiedzenia odległych zakątków Ziemi, tradycje rodzinne czy ucieczkę przed problemami dnia codziennego.

Kluczowy jest też czynnik finansowy i stabilność zatrudnienia. Marynarz może bowiem na wstępie zarobić ok. 13 tys. funtów rocznie, natomiast najniższy stopień oficerski premiowany jest dwukrotnie wyższym wynagrodzeniem. Sumy te oczywiście wzrastają wraz z wysługą lat i pokonywaniem kolejnych stopni w marynarskiej hierarchii. Do tego dochodzi sześć tygodni płatnego urlopu rocznie, stypendia i zwrot kosztów studiów, pełna opieka medyczna, a po zakończeniu służby wysoka emerytura.

Kobiety? Owszem, ale nie wszędzie

Na kandydatów do marynarki czeka co roku ok. 5 tys. miejsc. Same chęci jednak nie wystarczą, by stać się członkiem załogi lotniskowca, fregaty czy atomowej łodzi podwodnej. O otrzymaniu zielonego beretu Royal Marines nawet nie wspominając.

Najpierw trzeba przejść kilka etapów rekrutacji, a najważniejsza jest seria testów. Ci, którzy przysypiali na lekcjach matematyki, fizyki, angielskiego lub którym obca jest zdolność tzw. myślenia problemowego, mogą mieć... poważny problem. Jeśli jednak zdolności intelektualne dopiszą, to przed kandydatem pojawia się nowe wyzwanie - egzamin sprawnościowy i badania lekarskie.

Niemniej jednak, gdy młodemu Harry'emu lub Jackowi (swoją drogą "Jack" to określenie marynarza, które pochodzi z czasów - cierpiącego na chorobę morską - Admirała Nelsona) uda się je przejść, wtedy dostaje on konkretną propozycję pracy i rozpoczyna kurs podstawowy w bazie HMS Raleigh w Torpoint lub Britannia Royal Naval College w Dartmouth.

Królewska Marynarka Wojenna otwiera swoje podwoje również dla kobiet. Zamknięte są dla nich jednak klaustrofobiczne wnętrza łodzi podwodnych, a także elitarne zastępy nurków-minerów oraz "zielonych beretów". Oficjalny powód? Aspekty zdrowotne.

Służba (na morzu), nie drużba

Służba w Royal Navy trwa 18 lat (tzw. Full Career), jednak w zależności od potrzeb armii i chęci marynarza może on zostać przedłużony. Co ciekawe, w szeregi marynarki można wstąpić już w wieku 16 lat (górny pułap to 36). Przeszkodą nie jest nawet kryminalna przeszłość kandydata, o ile upłynął wyznaczony mu przez sąd okres rehabilitacji. Ci, którzy nie są w 100 proc. pewni, że jest to zajęcie dla nich, mogą skorzystać z czterodniowych darmowych kursów. Zainteresowanemu zwraca się nawet koszty dojazdu na jego miejsce. Zmysł marketingowy prezentowany przez brytyjskie Ministerstwo Obrony jest naprawdę godny podziwu.

A jak wygląda codzienność marynarza po przekroczeniu trapu wiodącego na przykład na pokład lotniskowca? Służba upływa mu głównie na doskonaleniu umiejętności indywidualnych, musztrze oraz przygotowaniach na wypadek sytuacji kryzysowych. Każdy musi przejść przez alarmy antyterrorystyczne (na które szczególny nacisk kładzie się po ataku na amerykański niszczyciel rakietowy USS Cole) czy przeciwpożarowe. W trakcie służby zdarzają się także nietypowe zadania. Na przykład załoga lotniskowca HMS Ark Royal musiała po erupcji islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokull w 24 godziny przekształcić jednostkę w prom pasażerski mogący przewieźć 2 tysiące uwięzionych we Francji i Hiszpanii turystów z brytyjskimi paszportami.

"Przyjacielski pokaz siły"

W Royal Navy, chyba jak w żadnej innej marynarce wojennej na świecie, przywiązuje się wagę do tradycji, etykiety i wojskowego drylu. Weźmy na przykład sięgającą korzeniami czasów admirała Nelsona symboliczną "Procedurę Alfa". Podczas wpływania lub wychodzenia z portu niemal cała załoga - ubrana w mundury galowe (tzw. numery jeden) i nieuzbrojona - stoi wzdłuż burt danej jednostki.

Kiedyś był to wyraz pokojowych intencji, dziś jest to raczej "przyjacielski pokaz siły". Cały ceremoniał jest dopracowany w każdym calu. Dosłownie. Oficer za pomocą specjalnego "cyrkla" odmierza bowiem odległość pomiędzy stopami marynarzy, która musi wynosić równo 12 cali.

Dwie puszki piwa dziennie

Choć żelazna dyscyplina w Królewskiej Marynarce Wojennej to podstawa, to na okręcie nie może zabraknąć czasu na relaks. Marynarze mają do dyspozycji sale z grami wideo oraz siłownie (w nieco gorszej sytuacji są załogi łodzi podwodnych). Mogą nawet odprężyć się przy kuflu piwa (regulamin Royal Navy zezwala na spożycie 3 małych lub 2 dużych puszek bursztynowego napoju dziennie). Do 1970 roku marynarze mogli raczyć się także mocniejszymi trunkami (przede wszystkim rumem). Obecnie taka możliwość przytrafia się jedynie podczas dużych uroczystości rocznicowych i wymaga specjalnego pozwolenia, które wydaje sama królowa, członek rodziny królewskiej lub Komisja Admiralicji.

Dla marynarzy jednym z najcięższych aspektów służby jest bez wątpienia długotrwała rozłąka z bliskimi. Misje zagraniczne trwają niekiedy i pół roku bez zawijania do portu macierzystego. Każdemu członkowi załogi przysługuje co prawda 20 minut rozmowy przez telefon satelitarny tygodniowo, a na okrętach nie ma problemu z dostępem do internetu, jednak nic nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu. Kiedyś namiastkę domowej atmosfery zapewniały marynarzom trzymane na okrętach zwierzęta - głównie psy i koty, choć na niektórych jednostkach zdarzały się również... małpy, renifery czy niedźwiedzie. Dziś regulamin tego zabrania.

Zaokrętuj się na pokładzie legendarnego lotniskowca HMS Ark Royal i wraz z marynarzami wyrusz w ich ostatnią, historyczną misję. Oglądaj serial dokumentalny "HMS Ark Royal" na kanale Discovery World. Pierwszy odcinek już w te niedzielę, 24 lipca, o godz. 17.00.

Discovery World

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: marynarka | royal navy | służba | marynarz | królowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje