Reklama

Zima na lotnisku zaczyna się jesienią

W branży lotniczej istnieją właściwie tylko dwie pory roku – lato i zima. Z tej perspektywy październik uznaje się więc za miesiąc zimowy. Na nadchodzące z końcem roku obniżenie temperatur porty lotnicze przygotowują się pełną parą już od września, aby w październiku znajdować się w stanie ciągłej i pełnej gotowości na nadejście niekorzystnych warunków atmosferycznych.

Tylko dwie pory roku

Pierwsze przygotowania do sezonu zimowego mają miejsce jeszcze przed wakacjami, a niekiedy nawet - w okresie wiosennym. To wtedy podstawowe maszyny wykorzystywane na lotniskach (a więc ogrzewacze i pojazdy odlodzeniowe) poddawane są skrupulatnej kontroli oraz koniecznemu serwisowi obejmującemu ich kalibrację i testy wydajnościowe. W tym samym czasie przeprowadza się również przegląd stanów magazynowych portu lotniczego. Brakujące płyny odlodzeniowe należy uzupełnić i poddać badaniu, weryfikując ich jakość i zdatność do użycia.

Reklama

Na nadejście zimy przygotowuje się jednak nie tylko sprzęt wykorzystywany przez obsługę naziemną portu lotniczego. Również sami pracownicy - kierowcy, operatorzy maszyn, osoby koordynujące pracę naziemnego personelu - muszą odświeżyć swoją wiedzę i przygotować się merytorycznie do czekających ich wyzwań.

- Przygotowanie do sezonu zimowego oznacza dla nas odnowienie niezbędnych szkoleń dla personelu oraz aktualizację procedur w zgodzie z najnowszymi przepisami SAE International [organizacji zajmującej się m.in. pojazdami wykorzystywanymi w przemyśle lotniczym ­- przyp. red.] - mówi Marcin Warsicki, dyrektor warszawskiego oddziału firmy LS Airport Services, zajmującej się obsługą samolotów, pasażerów, bagaży i przesyłek w portach lotniczych.

Nierówna walka ze śniegiem

Największym wrogiem naziemnej obsługi portu lotniczego jest śnieg, który w skrajnych przypadkach może nawet sparaliżować jego pracę. Zdarza się to bardzo rzadko - głównie dlatego, że lotniska i podmioty je obsługujące, jak np. firma LS Airport Services, mają na wyposażeniu specjalistyczny sprzęt, który obsługuje doświadczony i wysoce wykwalifikowany personel. Walczący z zimą pracownicy obsługi naziemnej dbają o bezpieczeństwo na lotnisku (utrzymując jego należytą przepustowość) i troszczą się o to, aby wszystkie procedury przebiegały zgodnie z założonym harmonogramem. Na czym jednak ta walka dokładnie polega?

W czasie wzmożonych opadów śniegu w pierwszym rzędzie należy zapewnić płynność lądowań i startów, przywracając przepustowość pasa startowego i "drożność" dróg kołowania. Nie można przy tym zarazem zapominać o oczyszczeniu samolotu, który w trudnych warunkach pogodowych prędko pokrywa się śniegiem i lodem

Procedura usuwania lodu nie polega jednak na zwyczajnym myciu statku powietrznego, ale na jego oczyszczeniu ze szronu, lodu i śniegu. Jeśli warunki są wyjątkowo trudne, odladzanie może się przeciągnąć nawet do 10 minut, co - niestety - przekłada się czasem na opóźnienie startu samolotu i może wpłynąć niekorzystnie na punktualność samego rejsu.

­- Takie sytuacje należą jednak do rzadkości. W Polsce dawno już poza tym nie było zimy, która przyniosłaby ze sobą opady śniegu zdolne przewlekle wstrzymywać ruch na lotnisku. Nie powinniśmy się więc obawiać, że na takie nieprzyjemności, jako pasażerowie samolotu, będziemy prędko narażeni - uspokaja Damian Kurtok, kierownik katowickiego oddziału LS Airport Services.

Nie ma rady: trzeba odladzać

To jasne, że zanieczyszczenia odkładające się na kadłubie samolotu - śnieg, szron czy lód - mają bezpośredni wpływ na jego aerodynamikę. Podnoszą również znacząco jego opór czołowy i masę własną, zwiększając jego zapotrzebowanie na paliwo oraz drastycznie obniżając jego sterowność. Źle "wyważony" samolot nie będzie ponadto startował, lądował i manewrował, jak należy.

- Samolot musi zostać odpowiednio przygotowany do startu. Trzeba go oczyścić z zanieczyszczeń, przywracając właściwe parametry poszczególnym jego powierzchniom nośnym i ruchomym elementom (klapom, lotkom). Każde niepożądane zanieczyszczenie zaburza bowiem pracę urządzeń pokładowych i wpływa niekorzystnie na przebieg samego lotu. Nawet drobny śnieg pozostawiony na skrzydłach może potencjalnie doprowadzić do katastrofy - mówi Piotr Szczepanek, kontroler sprzętu obsługi naziemnej.

Płyn odladzający zabezpiecza jednak samolot tylko do momentu startu. Pod wpływem podmuchów powietrza zostaje szybko zrzucony z powierzchni nośnych samolotu, wobec czego bywa, że po jego lądowaniu procedurę odladzania należy powtórzyć.

Święty porządek odladzania

O konieczności odlodzenia samolotu decyduje jego kapitan. Sporządza on na tę okoliczność dokładną dokumentację (za każdym razem inną, bo zgodną z aktualnym stanem rzeczy), do której wprowadza m.in. żądane parametry odladzania.

Zdarza się jednak, że kapitan statku powietrznego błędnie oceni jego stan - wówczas odladzający (czyli osoba, która jest bezpośrednio odpowiedzialna za procedurę odladzania) może zakwestionować jego decyzje i poprosić go, by skorygował swoje dyspozycje. Może się tak stać np. wtedy, gdy pilot samolotu dobierze niewłaściwy sposób odladzania lub błędnie dobierze rodzaj mieszanki odladzającej do panujących warunków atmosferycznych.

Przed rozpoczęciem odladzania wskazane jest ustawienie powierzchni sterowych samolotu w pozycji do odladzania, zamknięcie klap otworów wentylacyjnych (gdyby tego nie uczyniono, parujący płyn odladzający mógłby się znaleźć w środku statku powietrznego) oraz poinformowanie ramp agenta, że wszystko jest już przygotowane do odladzania. To on - ramp agent - daje w ostatecznym rozrachunku "zielone światło" na rozpoczęcie procedury usuwania lodu. Bez jego zgody odladzający nie może przystąpić do pracy.

Odladzanie prowadzi się z wykorzystaniem czterech odmiennych płynów, które różnią się między sobą m.in. składem i lepkością. Płyn wystrzeliwuje się z armatek w różnych temperaturach (dostosowanych do panującej temperatury) pod odpowiednim kątem i z odpowiednim ciśnieniem (zmiana tych parametrów może doprowadzić nawet do uszkodzenia poszycia statku powietrznego), zaczynając zawsze od przednich powierzchni samolotu.

Ważne nie tylko odladzanie

Odladzanie jest jednak niejedyną procedurą, jaką zajmują się w zimie pracownicy obsługi naziemnej portu lotniczego. Należy m.in. zadbać o należyte zaopatrzenie (kupując np. odpowiednie dodatki do paliwa, które ochronią je przed zamarznięciem) i zagwarantować wysoką dostępność sprzętową, bez której praca obsługi naziemnej nie mogłaby przebiegać z wymaganą sprawnością i skutecznością.

W okresie zimowym szczególnie ważna jest więc logistyka (i szereg składających się na nią drobiazgów), bez których większe tryby lotniskowej machiny musiałyby ulec niechybnemu zatrzymaniu.

Tekst powstał we współpracy z firmą LS Airport Services.



materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje