Reklama

Zdarza się nam popłynąć

Kiedy na scenie spotyka się zespół pięciu muzyków, jest to znakomita okazja do improwizacji. I to się dzieje, zdarza się nam popłynąć. Właściwie każdy koncert ma w sobie element improwizacji - zależy to od nastroju, miejsca, w którym się gra - mówi Steve Hogarth, wokalista legendarnej grupy Marillion.

Tomasz Kunert, Dzień dobry: Gdy powiedziałem w redakcji, że będę robił wywiad z Marillion, jeden z kolegów powiedział, że Marillion bez Fisha (poprzedni wokalista grupy - przyp. red.) to już nie jest to. Spotykasz się jeszcze z takimi opiniami, czy to tylko polscy fani są tak ortodoksyjni?

Reklama

Steve Hogarth: No cóż, to jedna z wielu opinii na nasz temat. Byłem w Polsce z zespołem kilkakrotnie, miałem więc okazję zaprezentować się polskim fanom. Cóż więcej mogę dodać? Od kiedy odszedł Fish, nagraliśmy 9 albumów. Marillion nadal jest kreatywną grupą, bo to nie jest zespół jednego człowieka. Szczerze mówiąc, nie interesują mnie już te powtarzające się pytania. Zapytaj mnie o mnie, moja sztukę, mój zespół.

"Marbles Live" to wasz kolejny koncertowy album.

Tak, my po prostu jesteśmy bardzo dobrym zespołem na żywo i dlatego staramy się to rejestrować. Przez ostatnie lata daliśmy ogromną liczbę koncertów i nadal jest to dla nas wspaniałe przeżycie. Dla mnie osobiście jest czymś wielkim stać na scenie i śpiewać dla tych ludzi, dla naszych fanów. To zupełnie inne przeżycie niż praca w studiu. To właśnie nadaje sens pracy realizacji nagrań koncertowych.

W przypadku "Marbles Live" dodatkową zachętą był specyficzny, szczególny klimat koncertów z muzyką z tego poruszającego albumu. Dostawaliśmy sygnały od tych, którzy byli na koncertach, że "Marbles" świetnie brzmi na żywo. Chcieliśmy więc dać szansę posłuchać tego wszystkim.

Te emocje da się przenieść, zapisać na płycie?

Na to pytanie każdy słuchacz musi odpowiedzieć sobie sam, sam musi być sędzią w tej sprawie - zbadać, czy między nim a muzyką zachodzi to mistyczne przeżycie.

Wasze utwory to często długie, rozbudowane kompozycje, brzmiące niemal jak muzyczne improwizacje. Na żywo zdarza się wam jeszcze je rozbudowywać?

Kiedy na scenie spotyka się zespół pięciu muzyków, jest to znakomita okazja do improwizacji. I to się dzieje, zdarza się nam popłynąć. Nawet jeśli mamy załadowany sprzęt, przygotowany zestaw utworów, to często brzmią one zupełnie inaczej, niż mogliby oczekiwać słuchacze. Właściwie każdy koncert ma w sobie element improwizacji - zależy to od nastroju, miejsca, w którym się gra. Kiedyś zagraliśmy akustyczne show w Stanach Zjednoczonych. To była możliwość, aby zaprezentować coś nowego, spontanicznego, to były ciągi improwizacji.

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wokalista | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje