Reklama

Z jak Zeta

Pociągało mnie w Elenie to, że nie jest zamartwiającą się paniusią. W "Legendzie Zorro" moja bohaterka jest pełnoprawnym kompanem Zorro - mówi odtwórczyni jednej z głównych ról w tym filmie, hollywoodzka gwiazda Catherine Zeta-Jones.

Czy łatwo było "wskoczyć w skórę" Eleny po siedmiu latach przerwy?

Reklama

Było to całkiem przyjemne! Pierwszy film, "Maska Zorro", wpłynął na moją karierę w Stanach. Dzięki "Zorro" skojarzono moją twarz z nazwiskiem. Mój mąż, Michael Douglas, zobaczył mnie po raz pierwszy właśnie w "Masce Zorro"! Jest w tej roli mnóstwo emocji.

Zachowanie obsady z pierwszej części było dla ciebie ważne?

Ogromnie! Musiał być Antonio. Bez niego w ogóle nie brałabym tej roli pod uwagę.

W tej części Elena jest bardzo silną kobietą. Zazwyczaj w takich przygodowych filmach kobiety są piękne, lecz pełnią rolę dekoracyjną...

Pociągało mnie w Elenie to, że nie jest zamartwiająca się paniusią. W filmach o tych czasach większość kobiet wygląda przepięknie w gorsetach, ale nie ma w sobie wyraźnego charakteru. Tej siły było już sporo w pierwszej części. W "Legendzie Zorro" moja bohaterka jest pełnoprawnym kompanem Zorro.

Czy przygotowanie taneczne pomogło ci w przygotowaniu scen szermierczych?

Niezwykle. Te sceny to przecież czysta choreografia, która zawsze była ogromnie ważną częścią mojego życia. Bardzo pomogły mi treningi, które przeszłam przed pierwszą częścią. Mieliśmy wtedy trzytygodniowy obóz szermierczy, wiele z niego zapamiętałam.

Czy szermierka i sceny walk wzmocniły cię?

Tak. Czasami zapominam, że jestem tak silną osobą. Często w czasie prób kaskaderzy musieli mnie mitygować, bo jeśli ja uderzałam mocno, to i oni oddawali mocno. Trzeba było ciągle mi przypominać, że mam używać zaledwie połowy mojej siły i szybkości. To była świetna terapia. Terapia pozbywania się agresji.

Chcesz powiedzieć, że to niebezpieczny sport?

W czasie kręcenia pierwszego filmu zraniłam Antonia podczas naszej seksownej walki na szpady. Tym razem Antonio miał szczęście, ale o mało nie złamałam nosa Rufusowi Sewellowi grającemu Armanda. Uderzyłam go podczas walki. Strasznie krwawił, ale udało się to opanować.

Na planie nie było twoich dzieci. Dlaczego?

Mieliśmy bardzo wiele nocnych ujęć, które musiałam odsypiać w ciągu dnia. Nie ma możliwości, by dwu- i czteroletnie dziecko było spokojne, gdy ich matka śpi. Niestety, często jesteśmy rozdzieleni i wiem, że nigdy nie odzyskam tego utraconego czasu.

Przywozisz dzieciom prezenty ze swoich podróży filmowych?

Tak. Biegną do drzwi, kiedy tylko przyjeżdżam, a mój synek rzuca się natychmiast do najbliższej torby, która może zawierać jakiś prezent.

Czy bycie matką dwojga maluchów pomaga w pracy nad tego typu rolą?

Tak, bardzo. Praca z dziećmi, zwłaszcza jeśli masz własne, jest łatwiejsza, łatwiej je zrozumieć. Ich gra to po prostu bycie w filmie. One nie ćwiczyły w teatrze, a po filmie nadal pozostają dziećmi. Nie można ich popędzać, naciskać.

Rozmawiał Scott Orlin

Zobacz: "Antonio reaktywacja"

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zorro

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje