Reklama

„Wojsko nie obroni Polski”, więc trzeba odbudować Armię Krajową? Czyżby?

W Ministerstwie Obrony Narodowej powstaje projekt stworzenia Obrony Terytorialnej Kraju. Mają ją tworzyć pasjonaci, ludzie, którzy mundury kupują za własne pieniądze, szkolą się na własną rękę, a teraz chcą wziąć na siebie część odpowiedzialności za obronę Polski. To dziesiątki małych i większych grup i stowarzyszeń. Chcą być szkoleni i wyposażeni przez państwo. Rzucają hasła „odbudujmy Armię Krajową”.

Interia.pl: "Zielone ludziki" i konflikt na Ukrainie spowodowały poczucie zagrożenia także i w Polsce. Uaktywniły się grupy ludzi, którzy do tej pory wojskiem się tylko pasjonowali, a teraz deklarują gotowość obrony kraju. Ministerstwo Obrony chce dać im konkretną propozycję współpracy w systemie obronnym Polski. Pan studzi ten zapał. Dlaczego?

Reklama

Jacek "Jaco" Pietrzak, weteran wielu misji i instruktor komandosów z Lublińca: Bo za dużo jest haseł, a nikt nie sprawdził, jaka jest rzeczywistość. O obronie kraju wypowiadają się ludzie, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Obawiam się też, że na hasłach albo źle ulokowanych pieniądzach się skończy. A powinniśmy zrobić porządek w istniejących strukturach.

- Stworzenie nowych to dekady pracy, a zagrożenie to frustracja młodych ludzi pełnych zapału, który pod jej wpływem z patriotycznej euforii może przerodzić się w coś złego. Jestem za skonstruowaniem systemu wychowawczo-szkoleniowego, który gwarantuje, że szkolący się nabywa właściwych uprawnień i umiejętności. I jest pod kontrolą państwa. W tej chwili, moim zdaniem, działanie stowarzyszeń skupionych wokół Obrony Narodowej nie podlega MON tylko MSW i MON może jedynie zaproponować wstąpienie do NSR.

Na promującej Obronę Narodową stronie "Odbudujmy Armię Krajową" czytamy, że: "Wojsko Polskie (... jest) w stanie chronić zaledwie 2 proc. terytorium Polski. Wynikająca z tego faktu słabość, jest głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa naszego państwa". Czyli armia jest nieprzydatna? Jak to odbierają żołnierze?

- To wprowadzanie zamętu, może wynikać z niewiedzy, ale może być celowe, by podważyć sens działania struktur obronnych państwa. Od kilku miesięcy w rozmaitych publikacjach bombardowani jesteśmy wypowiedziami podważającymi zdolność obronną naszego wojska i paktu NATO. Słyszymy: "NATO nas nie obroni".

- To defetyzm, sianie paniki, może po to, by wywołać frustrację Polaków. Dlaczego autorzy wspomnianego projektu nie chcą "wesprzeć armię" tylko podważają jej kompetencje? To zwykły atak na żołnierzy, nie w decydentów, tylko w żołnierzy i nie tylko polskich, ale i w sojuszników. Niestety, wielu żołnierzy w służbie czynnej nie zna tematu. A MON akceptuje ten medialny atak, i to mnie martwi.

Czy MON konsultuje ten projekt z żołnierzami"?

- Mam nadzieję. Uważam jednak, że akurat w tej sprawie należałoby skorzystać z wiedzy i konkretnych doświadczeń ludzi, którzy mają największe doświadczenie w szkoleniu formacji obronnych. Jako instruktorzy wojskowi NATO szkoliliśmy jednostki wojskowe wielu państw, w tym jednostki w Iraku i Afganistanie. I nie były to wyłącznie jednostki specjalne. Wiemy z jakimi problemami należy się liczyć i jak je rozwiązywać. Udowodniliśmy, że potrafimy tworzyć struktury wspomagające wojsko, żeby były faktycznie efektywne. Nic nie wiem o tym, żeby ktokolwiek się nas radził w tym temacie.

To dobre hasło: "Odbudujmy AK"?

- Nie podoba mi się takie podpieranie się symbolem narodowym, tak ważnym dla naszej historii. Nie akceptuję nadużywania tych symboli we własnym interesie. Nie widzę związku między AK a Obroną Narodową czy terytorialną. Armia Krajowa była strukturą tworzoną w warunkach konspiracji a nie w internecie, a właśnie wyłącznie na forach i w spotkaniach w knajpach tworzą się wspomniane struktury.

- AK podlegała Naczelnemu Wodzowi, była częścią Polskich Sił Zbrojnych a nie niezależną organizacją, jak chcieliby twórcy Obrony. Armii Krajowej należy oddawać należny jej szacunek, pielęgnować pamięć o jej bohaterach, a nie wykorzystywać jej do swoich działań po to, żeby podkreślić aspekt patriotyczny.

Twórcy koncepcji "Odbudujmy Armię Krajową" podnoszą jednak aspekt obrony lokalnych terenów, małych ojczyzn, czyli tzw. swojej ziemi i obrony lokalnych społeczności. W czasach gdy trudno o obywatelskie postawy i gdy zanikają więzi społeczne to chyba pozytywny objaw?

- Nie uważam, by postawą obywatelską było dążenie do podziałów czy skupianie się nad swoją ziemią. Mówiąc o lokalnych terenach i małych ojczyznach dokonujemy sztucznego podziału Polski. W 1939 roku polskie jednostki były przez wroga rozbijane na małe części i likwidowane. Armia "Poznań" przez pierwsze dni wojny po prostu stała w miejscu i czekała.

- Jak się ma silnego przeciwnika, to trzeba wpierw go podzielić na mniejsze części, by łatwiej go rozbić a nie rozbijać samemu swoje siły. Pojawiają się artykuły, w których wprost pisze się, że to oddziały Obrony Terytorialnej mogą skutecznie ograniczyć mobilność i szybkość wroga, np. wojsk Rosji. Wyraźnie podważa się zdolność do działania sojuszu NATO i naszych jednostek wojskowych.

- Postawą obywatelską jest dążenie do budowy solidnej armii, silnej, bardzo mobilnej, zdolnej do szybkich reakcji na sytuacje. A nie rozdzielanie Wojska Polskiego na kawałki i wprowadzanie chaosu w strukturze obronnej kraju. Trzeba też wiedzieć, że w sytuacji obrony kraju nie wszystkie tereny są tak samo strategicznie ważne i musi to być skorelowane z ewentualnościowymi planami obronnymi.

Ale ktoś powinien w razie zagrożenia chronić mienie ludzi, zajmować się ewakuacją, chronić obiekty. Może takie grupy byłyby przydatne także w czasie pokoju np. do pomocy podczas klęsk żywiołowych.

- Tak, wszelka pomoc podczas sytuacji kryzysowych jest potrzebna. Ale problemy z ochroną mienia czy ewakuacją ludności mogą wynikać nie z braku odpowiednich struktur, ale z nieprzygotowania się do obrony kraju. Obecnie działa Obrona Cywilna i Obrona Ludności, a ochroną tzw. mienia krytycznego zajmują się SUFO lub WSO. Natomiast na czas konfliktu jest przewidziane militaryzowanie jednostek organizacyjnych. Należy reformować i wzmacniać te struktury a nie tworzyć nowe.

Obrona Terytorialna składa się z "grup szybkiego reagowania", czy "lekkiej piechoty obrony terytorialnej". Co to takiego?

- To są organizacje pozarządowe, inaczej stowarzyszenia. Spośród innych wyróżniają się działalnością o charakterze obronnym. Nigdy nie powątpiewałem w legalność działania tych organizacji do czasu gdy została ogłoszona kampania społeczna "Odbudujmy Armię Krajową", a wraz z nią rozpoczęto podważać zdolność obronną SZRP i sojuszu NATO.

- Przy okazji zapoznałem się z dostępnymi statutami kilku z tych organizacji, szczególnie tych szkolących się do działań zbrojnych, np. "grupy szybkiego reagowania". Tylko kilka stowarzyszeń uzgodniło zakres działania z MON, reszta działa nadużywając prawa. Te stowarzyszenia określają się jako "proobronne", pod ich wpływem MON stworzył komórkę "Społeczna inicjatywa proobronna". Nie znam definicji terminu "proobronność". Wiele z tych organizacji "proobronnych", w mojej ocenie, prowadzi działania paramilitarne a czasami wręcz typowo wojskowe. To jest niestety niezgodne z prawem.

Mamy rozumieć, że te organizację tworzą jakąś alternatywę dla Wojska Polskiego?

- Dokładnie tak to wygląda. Dwa lata temu, w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, prezentowałem historię i tradycje JW4101. Pamiętam dwóch młodych mężczyzn, którzy zadawali mi mnóstwo pytań. W pewnym momencie zapytałem się ich, z jakiej jednostki wojskowej są i czy mogą podać numer jednostki? Usłyszałem odpowiedź, że "są żołnierzami FIA" (Stowarzyszenie Fideles et Instructi Armis - Wierni w gotowości pod bronią - red.). Oni na prawdę wierzyli, że są żołnierzami! Takie przekonanie wpaja się tym młodym ludziom.

Ale w USA działa z powodzeniem Gwardia Narodowa, w Szwecji Hemvarnet. To czemu podobne struktury, niech nazywają się "Armią Krajową" nie powinny powstać w naszym kraju?

- Uważam, że struktury podobne do Gwardii Narodowej USA i Hemvarnet Szwecji zawierają się w obecnych Siłach Zbrojnych RP. Nie zapominajmy, że Polska różni się pod wieloma względami od obu tych krajów. USA to państwo federalne, około 31 krotnie większe od Polski i całkowicie odmiennie prowadzonej aktywności militarnej w świecie. W wyniku nieznajomości mechanizmów regulujących funkcjonowanie poszczególnych formacji militarnych w systemach obronnych tych państw nie rozumiemy dokładnie co autor miał na myśli wybierając takie rozwiązania.

- Zawsze uważałem, że ślepe kopiowanie rozwiązań przynosi więcej szkód niż pożytku. W kwestii potrzeb obronnych naszego kraju należy poprawnie określić cele czy efekty końcowe by przygotować odpowiednie narzędzia dla ich osiągania. Myślę, że nie wynalazłem  nic nowego i sądzę, że kompetentne osoby pracują nad takimi rozwiązaniami w zachowaniu ciszy, bo jak nie patrzeć są to bardzo wrażliwe informacje.

Czego uczą się ludzie, ci "żołnierze" na szkoleniach "proobronnych" do "armii krajowej"? Wg. statutu organizacji mogą w nich brać udział już 16-latki, czyli osoby, którym nie wolno jeszcze kupić w sklepie alkoholu i nie mają nawet dowodu osobistego.

- Uczą się zabijania, strzelają z broni automatycznej, uczą się wysadzania obiektów, szkolą się w dywersji. I nikt nad tym nie panuje. Trwa zabawa w najlepsze i mamy do tego zachwyt jak patriotyczną mamy młodzież. Rozpoznają  tereny pod kątem ich strategicznego znaczenia, i możliwości obrony, zbierają informacje. Szkolą się ci, co chcą, a w jakim celu?

- Mówią, żeby bronić Polski. Wielu z nich chce nowej, czystej Polski, w której jest porządek. Tam jest wielu członków organizacji narodowych. Przypomnę: gen. Sławomir Petelicki przed śmiercią chwalił środowisko kibiców jako zwartą grupę moralnie pewną i potencjalnie najlepszych obrońców. Stanął po ich stronie podczas konfliktu z premierem Donaldem Tuskiem.

- Tzw. "patriotyzm" jest wpisany w ideologie różnych środowisk podważających porządek prawny i konstytucyjny w państwie. I to te środowiska mają przypięte do szalików znaki Polski Walczącej i Armii Krajowej. Ten symbol AK ma zamykać usta wszystkim, którzy chcą krytykować Obronę Narodową, choć nijak się do niej ma. MON razem z MSW muszą określić, jakie działania obronne albo związane z bezpieczeństwem publicznym lub ochroną porządku publicznego mogą prowadzić organizacje pozarządowe i stowarzyszenia, by te mogły wesprzeć obronność państwa.

Ilu ludzi uczestniczy w takiej partyzantce? Są szkoleni? Weryfikowani? Przebadani psychiatrycznie? W końcu dostają do ręki broń!

- Nie ma żadnych procedur weryfikacji i kontroli, każda organizacja robi to po swojemu, to nie jest śmieszne. Liczy się ilość członków i składek. Trwa podbijanie statystyk, żeby uwiarygodnić rzucone przez liderów OT w przestrzeń hasła o dziesiątkach tysięcy ludzi gotowych do walki. Ale kanał Obrony Narodowej na YouTube ma na liczniku ledwie kilka tys. kliknięć.

- Forum FIA to dziewięćset zarejestrowanych użytkowników, a nie każdy z nich jest w stowarzyszeniu. I w tym tyglu osoby, które z powodu konfliktu z prawem nigdy nie zostałyby wpisane na listę kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej lub nie otrzymałyby zezwolenia na posiadanie broni mają dostęp do szkolenia bojowego. To trzeba zmienić. MON, MSW, MEN oraz inne instytucje uprawnione powinny jasno uporządkować temat szkolenia wojskowego. To bardzo trudne, bo nie chodzi o to, żeby wszystkim "zakazać", tylko mądrze przygotować program szkolenia tak, by mogły go wykorzystywać stowarzyszenia.

Twierdzi Pan, że na bazie takich grup, oddziałów, plutonów, struktur powstanie jakaś alternatywna, prywatna armia, która może stać się na obroną ale zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Na jakiej podstawie?

- Wielu młodych ludzi myśli dziś o tym, żeby być najemnikiem, wiem o tym. Dla bardzo dużej grupy młodych ludzi "bez perspektyw" to może być jedyne, co potrafią. Zwróćmy uwagę, w jakich regionach tworzą się najbardziej te organizacje. To szkolenie to również tworzenie zasobów dla zorganizowanych grup przestępczych.

- Proszę pomyśleć, jak dobry jest to materiał dla obcych służb. Mówię teraz o skrajnych sytuacjach, ale takie zagrożenie jest bardzo realne. To bardzo ważne, żeby dokonać właściwej weryfikacji i dać tym strukturom ochronę przed tym. I to muszą zapewnić struktury państwowe.

Ale w ogóle jakieś cywilne struktury obronne są przecież potrzebne. Tak czy nie?

- Tak, są niezbędne. Trzeba rozwinąć Obronę Cywilną, zreformować ją, bo prawda jest taka, że niewiele osób ma na jej temat jakąkolwiek wiedzę. Trzeba na nowo odbudować LOK, który posiada infrastrukturę i uregulowania prawne. I tu jest pole do popisu dla stowarzyszeń, które mogą wspierać przygotowywanie lokalnych społeczności do obrony.

- Od tego trzeba zacząć. Druga sprawa to edukacja obronna. Szkoły w ramach obowiązkowego programu powinny kształcić postawy obywatelskie i powinno to być wychowawczym priorytetem. Szkoła musi uczyć też podstawowych umiejętności, chociażby czołgania się, rysowania szkiców terenu, marszu na azymut, czy podstaw musztry.

- Trzeba stworzyć programy nauczania umiejętności zawodowych o charakterze obronnym dla kształcenia dorosłych i umożliwić ich realizację przez placówki oświatowe. Tu przydatni będą doświadczeni weterani, którzy mogą tworzyć szkielet kadry instruktorskiej szkół i placówek oświatowych oraz stowarzyszeń. W ten program musi się włączyć aktywnie MEN.

- I to można zrobić od razu. Można zacząć od zajęć dodatkowych. Wtedy też ocenimy jak wielki jest faktycznie zapał do obrony naszego kraju.


Jacek ps. "Jaco" Pietrzak do niedawna instruktor w Jednostce Wojskowej Komandosów z Lublińca. Jako dowódca brał udział w akcjach polskich komandosów w Iraku i Afganistanie, szkolił naszych specjalsów w taktyce, strzelaniu, wspinaczce i walce wręcz, specjalista w planowaniu operacji specjalnych i rozpoznaniu. Jest prezesem Stowarzyszenia Żołnierzy Wojsk Specjalnych w Lublińcu, szkoleniowcem ośrodka szkolenia "Camp Raptor". "Jaco" jest także twarzą kampanii społecznej "Szacunek i wsparcie" budującej wizerunek polskich weteranów.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje