Reklama

Watchdog Polska: Na straży jawności informacji

Sieć Obywatelska Watchdog Polska to jedna z organizacji, która działa w zakresie dostępu do informacji publicznej /East News

To problemy z systemem. A jak wygląda sytuacja ze społeczną świadomością? Kiedy pojawiła się w Polsce wiedza na temat tego, że mamy prawo dostępu do informacji?

Reklama

- Mnóstwo ludzi dalej o tym nie wie. Na początku lat dwutysięcznych mało kto miał o tym pojęcie. Zainteresowanie tym tematem też było nikłe. Potem przyszedł wspomniany rok 2012. Nastał czas mediów społecznościowych, założyliśmy swój fanpage, wchodziliśmy do Sejmu jako Sieć Obywatelska, obserwowaliśmy zmiany w ustawie o dostępie do informacji publicznej. Okazało się, że takich organizacji jak my jest więcej. Zawiązało się środowisko, z którym można było działać.

- Wtedy też politycy zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że jest ktoś, kto się tym interesuje i może należałoby się z nim liczyć. Pojawiały się coraz częściej wypowiedzi sędziów o tym, że jest coraz więcej spraw tego typu. To była właściwie skarga na to, że obywatele "za dużo pytają". Zaczęliśmy to badać. Pytaliśmy samorządy o to, ile miały zapytań o ujawnienie jakiejś informacji rocznie. 

- Okazało się, że na tym poziomie samorządowym jest ich akurat bardzo mało, bo było to około 50 wniosków na gminę rocznie. Teraz jest ich dużo więcej, ale ten wzrost zapewnili politycy. Widać to bardzo wyraźnie w statystykach z roku 2015, kiedy nastąpiła szybka edukacja ludzi pojawiających się w mediach i polityków, którzy często pytają i w pewnym sensie popularyzują dostęp do informacji. Przyszła bardziej oporna władza, więc media też natrafiły na ścianę. Wielu dziennikarzy zaczęło trafiać do nas w sprawie pozyskania informacji o sprawach publicznych.

- Pierwszym impulsem była więc nasza działalność, ale drugim byli sami politycy i dziennikarze. Dzisiaj to już zupełnie normalnie narzędzie - oczywiście dla tych, którzy zajmują się informacjami publicznymi. Przeciętni obywatele raczej nie zdają sobie z tego sprawy. Ludzie zajęci są tym co robią na co dzień i dotarcie do nich z idea dostępu do informacji publicznej jest trudne.

Czyli jest jakaś “elitarna" grupa ludzi, politycy czy pracownicy mediów, którzy składają wnioski o ujawnienie informacji publicznych, ale reszta obywateli nie interesuje się za bardzo tematem.

- Myślę, że to wciąż niszowa sprawa. Większość ludzi myśli: "dlaczego miałaby się tym w ogóle interesować, skoro nie ma w tym prywatnego interesu?". Otóż ma, tylko o tym nie wie. My staramy się wciąż edukować ludzi na ten temat, ale możemy tylko uświadamiać. Ludzie sami muszą się też zainteresować.

Czy to nie jest przypadkiem efekt tego, że w poprzednim systemie nieinteresowanie się było w cenie? Czy przeświadczenie o tym, że lepiej się nie interesować, bo tak jest bezpieczniej, zostało z Polakami?

- To efekt wielu czynników. Jednym z nich jest brak czasu. Ale faktycznie, panuje przekonanie, że ten, kto się interesuje jest jakiś dziwny, że można sobie w ten sposób przysporzyć wrogów. To jest kwestia całej kultury politycznej. Weźmy przykład szkoły: młody człowiek już od najmłodszych lat jest uczony, że nie opłaca się zadawać pytań i się interesować. Można powiedzieć, że wprowadzają go w świat ci, którzy też już byli wcześniej w ten sam sposób wychowani. W szkole pracownicy prędzej złamią prawa ucznia niż uznają, że mogą być. rozliczani. Prędzej ktoś “interesującemu" się uczniowi powie, żeby siedział cicho, niż przyzna się do tego, że faktycznie popełniono błąd i uczeń miał rację. Życiem szkoły, tak jak i naszym systemem, nie rządzą reguły prawa, a zasada mówiąca, że silniejszy ma rację.

- Obecna sytuacja jest więc wynikiem zarówno naszej historii jak i ogólnie kultury politycznej. Ludzie są wychowywani w przeświadczeniu o tym, że mają nie pytać. Media i wiele organizacji stara się dotrzeć do obywateli z informacja o tym, ze mogą, a nawet powinni dopytywać się o swoje, ale póki co nie cieszy się to dużą popularnością.

- Zawsze znajdą się tacy, którzy podziękują nam za pomoc i powiedzą, że to świetnie, że istnieją takie inicjatywy. Można powiedzieć, że sytuacja polityczna nieco zmienia ten obraz. Ludzie zaczęli się interesować polityką, rozmawiać o niej, rozmawiać o Konstytucji i swoich prawach. Wcześniej było nie do pomyślenia, żeby obywatele polscy posługiwali się artykułami ustawy zasadniczej, dzisiaj to już coraz częstsze.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje