Reklama

Walka ze smogiem i... hejtem. Koszmar działaczy społecznych w Polsce

Dlaczego działalność stowarzyszeń antysmogowych budzi tyle skrajnych emocji? Na zdjęciu: Protest w Katowicach, 2018 /MAREK KUWAK/REPORTER /East News

- Często dzwonią do mnie działacze, którzy mówią wprost, że czasami już nie mogą tego znieść - mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. - Hejt odbiera im motywację do działania. Przeciętny obywatel jest bezradny w obliczu nienawiści w internecie, bo nie ma żadnych instrumentów, aby się przed nim bronić. Celebryci, politycy, znani ludzie mogą być do tego przyzwyczajeni, ale nasi aktywiści to często mieszkańcy małych miejscowości, którzy nagle spotykają się z nieuzasadnionymi, negatywnymi zachowaniami. Ciężko to znoszą.

Reklama

Każdy, kto choć raz odwiedził którykolwiek z profili aktywistów antysmogowych, zauważył zapewne, że pośród komentarzy zawsze pojawia się wypowiedź nastawiona wrogo do autorów posta. Taka, która podważa wiarygodność danych, poddaje  w wątpliwość  intencje aktywistów, bądź stosuje podstawową broń każdego Polaka, który koniecznie chce się o coś pokłócić, czyli hasło: "zawsze tak było i każdy jakoś żył".

Reklama

- W zasadzie od początku naszej działalności spotykamy się z hejtem i nieprzyjemnymi komentarzami - mówi Tomasz Kuncewicz założyciel Oświęcimskiego Alarmu Smogowego. - To głównie ignorancja i zaprzeczanie istnieniu problemu smogu w naszym mieście. Ludzie piszą i mówią, że dymiło się zawsze. Nie brakuje także zarzutów, jakobyśmy na tej działalności zarabiali.

- Muszę przyznać, że jest lepiej niż 3 lata temu - dodaje. - Trochę łatwiej o tym dzisiaj mówić, bo ludzie są bardziej świadomi problemu. Widać postęp, ale pewne rzeczy się w ogóle nie zmieniają. Ta negatywna komunikacja trwa cały czas.

Nie jest łatwo słuchać, że jest się zagrożeniem

- Niektórzy z naszych działaczy nie są lubiani przez członków swojej społeczności - tłumaczy z kolei rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego, Piotr Siergiej. - A przecież próbują poprawić jakość powietrza dla wspólnego dobra. Dla aktywisty, który poświęca własny czas taki hejt i sugerowanie, że czyni zło albo że jego celem jest czyjś zysk, to bardzo duże wyzwanie i obciążenie w sensie psychologicznym. Nie jest łatwo słuchać, że jest się zagrożeniem dla społeczności, kiedy działa się w jej interesie.

Skąd bierze się tyle gniewu i agresji wobec ludzi, którzy mówią o czymś, co widać gołym okiem? Nieraz nawet czuć oczami, kiedy przez gęsty dym zawieszony ponad głowami te zaczynają nagle swędzieć i piec. Oczywiście zjawisko hejtu nie dotyczy wyłącznie antysmogowców. Można śmiało stwierdzić, że to tylko kropla w oceanie nienawiści, jaki rozlewa się w sieci. Działacze na rzecz ochrony środowiska, fact-checkerzy, członkowie inicjatyw obywatelskich, dziennikarze, a ostatnio nawet naukowcy i lekarze - dostaje się wszystkim.

Ze smogiem jest inaczej, bo po tylu latach mówienia o problemie, trudno znaleźć kogoś, kto czując zimą kwaśny zapach i metaliczny posmak powietrza, nie wiedziałby, o co chodzi. Chyba że zajrzymy do internetu albo... zapytamy samych działaczy o to, jak wygląda ich walka. Nie tylko z zanieczyszczeniami, ale także wszechobecną niechęcią.

Jest przełom listopada i grudnia. Powietrze w Krakowie jak co roku zaczyna gęstnieć, a krajobraz zasnuwają gęste, szaro-brązowe chmury. Na samochodach i oknach znowu osiada pył nieznanego pochodzenia. Trudności z oddychaniem, drapanie w gardle i charakterystyczny, drażniący zapach obwieszczają nadejście zimy.

To nie jest zwykła mgła czy brud unoszący się z ulic - to zawieszone cząsteczki bardzo drobnego pyłu, metali ciężkich, rakotwórczego benzo[a]pirenu, toksycznych dioksyn, furanów, tlenku węgla, tlenków azotu, dwutlenku siarki, które niszczą płuca, oskrzela i układ krwionośny. Według najnowszych badań grupy naukowców ze Stanów, Meksyku i Europy, pyły zawieszone w smogu dewastują także układ nerwowy, w tym pień mózgu.

W 2020 roku jest jednak o wiele lepiej niż jeszcze kilka lat wstecz. Mimo wszystko nadal, pomijając oczywiście fakt, że świat stanął na głowie przez pandemię koronawirusa i obecnie mamy większe zmartwienia, statystyki związane z umieralnością z powodu zanieczyszczenia powietrza nie napawają optymizmem. Najczęściej przytaczana liczba to 40 tys. osób, które co roku umiera wyłącznie  przez smog. W 2020 i 2021 statystyki będą jeszcze gorsze, bo COVID-19 wraz z chorobami płuc wywołanymi wieloletnim wdychaniem metali ciężkich i pyłów zawieszonych to zabójcze połączenie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje