Reklama

Urodzony do prezesowania

Tede to jedna z najważniejszych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych postaci krajowego hip hopu. Facet, który był jednym z pionierów zjawiska w połowie lat 90., swego czasu "wypiął się" na ziomali i od tej pory wywołuje ambiwalentne reakcje w środowisku. Ale też każde kolejne dzieło rapera to wydarzenie na polskim rynku fonograficznym.

Nie inaczej było przy okazji wydanego w czerwcu 2006 roku albumu "Essende Mylffon". Z okazji premiery płyty Artur Wróblewski rozmawiał z Tede o jego ambicjach, prezesowaniu w labelu Wielkie Joł, życiu po trzydziestce, niesławnym beefie z Płomieniem 81 i przyszłości grupy Sistars, która według rapera jest skończona.

Reklama

INTERIA.PL: Byłeś na koncercie swojego idola Jay'a Z w Krakowie. Jeżeli miałbyś z nim okazję się spotkać, to powiedziałbyś mu, jak nazywa się twoja suka? [Tede nazwał swojego psa Jay-Z - przyp. aw.]

Tede: (śmiech) Niestety, nie miałem szansy go spotkać. Wiesz, rozmyślałem o tym wielokrotnie. Chyba chciałbym to przed nim zataić. Chociaż z drugiej strony dlaczego miałbym to ukrywać (śmiech)? Wytłumaczyłbym mu genezę tego imienia. Wiesz jak to jest, jak matka mojej suki nazywa się Heyzie, więc dlaczego mój pies nie miał się nazywać Jay-Z. Pomyślałem, że to będzie fajne i ładne imię. Nie mam z tym problemu poza tym, że moja babcia mówi do niej "Jessica" (śmiech). Od kilku lat jeszcze się nie nauczyła.

Natomiast wracając do mojego spotkania z Jay-Z, to nie miałem na to szans, bo po pierwsze, byłem regularnym nabywcą biletu na festiwal za hajs. A po drugie, patrząc po patronach imprezy pod tytułem Radio Eska, to ta rozgłośnia zrobiłaby wszystko, żebym go nie spotkał.

To może miałeś okazję spotkać Jurka Dudka, który kilka dni przed koncertem Jay Z w Krakowie grał mecz w Warszawie. Wiem, że Jurek jest twoim wielkim fanem...

Chłopie, ja w życiu żadnego meczu nie obejrzałem! Piłka nożna zupełnie mnie nie obchodzi. 22 kolesi biegających za okrągłą kulką to jakaś pomyłka. Co do Jerzego Dudka, to on może być moim fanem, a ja mogę być pełen uznania dla jego zasług dla polskiego futbolu, ale nie śledzę jego kariery. Mam od niego czapkę z dedykacją "Od Jerzego Dudka dla Tedzika Tedego" (śmiech).

Wszystko odbyło się za pośrednictwem mojego mentalnego ojca Hirka Wrony (śmiech), którego oczywiście pozdrawiam w tym momencie. Jest na mnie obrażony od pół roku, ale mam nadzieję, że wkrótce wyjaśnimy sobie wszystko. To właśnie Hirek mi powiedział, że Jurek jest moim wielkim fanem, bo Hirek jest fanem Manchesteru czy Liverpoolu, już nie wiem... Manchesteru United.

Właśnie. Ja przekazałem dla Jurka Dudka podpisaną płytę, a Jurek przekazał mi czapkę. Może się kiedyś spotkamy i pogadamy o tym.

Przejdźmy teraz do "Essende Mylffon". Rapujesz w jednym kawałku "Mieć jak najwięcej zer". A jakie są inne ambicje Tede?

Człowieku! Proste, że to nie jest moja jedyna ambicja. Zwariowałeś? Musiałbym być kompletnym idiotą... Natomiast nie widzę nic złego w takiej ambicji. Skoro ja mam 30 lat, skończyłem jakąś tam szkołę i generalnie mam coś w głowie, a widzę chama, który ma dwie wille, osiem mercedesów, a skończył podstawówkę, to dlaczego ja nie mogę mieć tego, co on ma. Nie widzę w tym nic złego.

"Mieć jak najwięcej zer" to piękna idea. Każdy by chciał. Chociaż pewnie ci, co nie mają takiej szansy, na pewno powiedzą, że by nie chcieli. Ale naprawdę by chcieli. Nie oszukujmy się, człowiek jest tylko człowiekiem, a pieniądze umożliwiają spełnianie marzeń. Nie chodzi o gromadzenie hajsu, tylko spełnianie marzeń.

więcej >>

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: jurek | Dariusz Dudka | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje