Reklama

Urbex: Włamują się, lecz nic nie kradną

Ich hobby to niekończąca się przygoda i stały dopływ adrenaliny. Zwiedzają budynki, do których ty nie odważyłbyś się wejść, odnajdują miejsca, o których nawet ci się nie śniło. Niektórzy mówią, że to włamywacze, którzy niczego nie kradną. Coś w tym jest, choć trzeba wiedzieć że Urban Explorers mają swoje zasady - ze sobą zabierają jedynie zdjęcia i wspomnienia. Aha - przeważnie działają w konspiracji. Tak na wszelki wypadek...


Rozmawiam z Radkiem, 20-letnim studentem z Lublina, współtwórcą grupy East Stalkers, zajmującej się eksplorowaniem zapomnianych i opuszczonych miejsc.

Reklama

Jak nazywacie samych siebie? Bo Urban Explorers to chyba takie nieco przydługawe określenie...

- Określamy siebie jako eksploratorzy, czasami ktoś o sobie powie, że jest odkrywcą. Urban Exploring to nazwa zza granicy, u nas częściej mówi się, że "idziemy na urbex" i to czym się zajmujemy to właśnie urbex. Zwiedzanie opuszczonych miejsc i odkrywanie ich na nowo.

Czy są jakieś główne zasady tej zabawy?


- Co człowiek/grupa to inne podejście do urbeksu. Tak samo różni ludzie różnie interpretują urbex i jego zasady. Jedni mówią, że nie wolno ruszać rzeczy z ich miejsc. Inni, że rzeczy można ruszać, przeglądać, ale nie wolno zabierać. Albo jedni uważają, że zamkniętych drzwi nie wolno otwierać nawet jak są tylko zamknięte na klamkę, inni nie patyczkują się nawet z kłódkami.

A ty jak postrzegasz Urbex? Którą opcję uważasz za słuszną?

- Uważam, że jeżeli nie łamiemy przepisów, czyli obiekt nie jest ogrodzony, nie ma drzwi i okien lub wszystkie okna są powybijane a drzwi wyłamane, to możemy wejść. Rzeczy oczywiście podnosić możemy, przeglądać również w końcu najciekawsza w obiekcie jest jego historia, jednak wszystko należy odłożyć na miejsce i zostawić obiekt tak, jak się go zastało.

Środowisko piętnuje ludzi, którzy przecinają kłódki, wybijają okna czy też biorą pamiątki z odwiedzanych miejsc?

- Tutaj zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że nie powinno się nic zmieniać w obiekcie, ale przymykają oko na to co robią inne osoby. Niektórzy sami nigdy nie zbliżają się do obiektów, na których wiszą kłódki, jednak chętnie sami wchodzą kiedy takowa kłódka zniknie.

A ty jak złapałeś "zajawkę" na urbex? Pamiętasz pierwsze eksplorowane miejsce?

- Czasami śmiejemy się ze znajomymi słysząc od niektórych, że uprawiamy "urban exploring". Chyba każdy kiedyś zajrzał z ciekawości do jakiegoś opuszczonego obiektu. Nieważne czy była to waląca się chałupa na wsi, czy kompleks zapomnianego PGR-u. Każdego ciągnie tam ciekawość i to właśnie w dzieciństwie, kiedy zwiedzałem sobie takie miejsca, zacząłem się nimi interesować bardziej niż tylko "co tam jest w środku?". Zacząłem czytać na temat tych miejsc, kiedy były czynne, kto w nich pracował, co się tu działo w latach świetności itd. Pierwsze eksplorowane miejsce? Szczerze mówiąc już nie pamiętam, na pewno byłem wtedy dzieckiem i korzystając z okazji zajrzałem do jakiegoś budynku bez drzwi i okien.



Można powiedzieć, że w branży jesteś od lat?

Właściwie, to można. Z kolegami eksploruję od 2009, sam zacząłem około 2005. Ale tak na poważniej, że zabierałem latarkę i rękawiczki budowlane, bo wcześniej to zaglądałem głównie przez okna albo chodziłem po PGR-ach.

Ile opuszczonych miejsc do tej pory odwiedziłeś?


- Ciężko policzyć, co roku odwiedzam kilkanaście - kilkadziesiąt takich miejsc. Opuszczone miasta liczy się jako jedno miejsce?

No chyba tak - statystyka bywa bezwzględna... Każde z miejsc rejestrujesz na wideo i fotografiach?

- Nie. Niektóre miejsca zwiedzamy za pozwoleniem właściciela, którzy nie życzy sobie, aby wnętrze miejsca czy nawet sam obiekt znalazł się na zdjęciach i w internecie. Czasem obiekt okaże się zbyt mały na relację wideo i wtedy robimy tylko zdjęcie lub dwa i wracamy. Staramy się jednak wszystko w jakiś sposób uwiecznić, jeżeli jest to możliwe.


Rozmawiam z tobą jako z przedstawicielem grupy East Stalkers - powiedz mi skąd ta nazwa i jak powstała wasza ekipa. Rozumiem, że to nieformalne zrzeszenie?

- To było na wypadzie do opuszczonej cegielni. Zrobiliśmy zdjęcia, nagraliśmy trochę materiału filmowego i zastanawialiśmy się co z nim zrobić. Kiedy padł pomysł zrobienia fanpage nie wiedzieliśmy jak go nazwać a jako że wszyscy mieszkamy na wschodzie kraju i opuszczone miejsca kojarzyły nam się z grą S.T.A.L.K.E.R., to nazwaliśmy naszą ekipę East Stalkers.

Wspomniałeś coś o podziale na role w waszej ekipie. Jak to wygląda konkretnie?

- W naszej grupie nie ma osób przypadkowych. Każdy zna się na danej dziedzinie i pomaga reszcie kiedy jest taka potrzeba. Zazwyczaj w grupie znajduje się osoba od zdjęć/filmu, osoba która zna teren i prowadzi nas po nim, ktoś od lin czy innego rodzaju asekuracji, jeżeli wchodzimy lub schodzimy wyżej lub głębiej niż pozwala na to zwykła umiejętność wspinaczki. Czasem potrzebujemy kogoś nieco silniejszego, by przesunąć zawalony kawałek ściany albo podnieść przykrywę studzienki w kanałach burzowych. Także każdy ma co robić.

Brzmi jak opis z wyprawy Indiany Jonesa. Zdarzają się ciekawe przygody? Bywa niebezpiecznie?

- Ciekawie jest prawie zawsze. Znajdujemy interesujące dokumenty, które mówią o danym miejscu całkiem co innego, niż do tej pory udało nam się ustalić od mieszkańców z okolicy. Raz zatrzasnęły się za nami masywne drzwi na piętrze i chodziliśmy po budynku kilkanaście minut dopóki nie znaleźliśmy okna, które dało się otworzyć a potem skakaliśmy. Raz weszliśmy do opuszczonego obiektu, który okazał się nie być do końca opuszczony. Na szczęście właściciel okazał się być w porządku i pozwolił dokończyć zwiedzanie opuszczonej części obiektu. Ze dwa razy zdarzyło nam się, że ktoś z ekipy zaczął przejawiać objawy niedotlenienia w kanałach burzowych a nad nami były tylko żeliwne pokrywy, których nie mogliśmy podnieść. Na szczęście mamy w plecakach narzędzia na taki wypadek, przykrywę otwieraliśmy lewarkiem do samochodu. Przygody zdarzają się często, niebezpiecznie bywa rzadziej.


Wiele miejsc, które zwiedzacie pozostaje w tajemnicy. A jakie są najpopularniejsze wśród eksplorerów lokacje do zwiedzania, które można polecić początkującym?

- W Lublinie najbardziej popularna jest odlewnia żeliwa Ursus. Można tam sprawdzić się w podziemnych tunelach, zwykłych budynkach, jak i na dachach. Niektórzy chodzą też do starej rzeźni miejskiej, która pamięta czasy drugiej wojny światowej.

A w skali ogólnopolskiej?

- Z pewnością można polecić opuszczone poradzieckie osiedle Pstrąże. Wiele osób poleca również podziemne stanowiska dowodzenia w okolicy Szprotawy, które nie są zbyt atrakcyjne jeżeli chodzi o wyposażenie, bo są to puste ściany. Jednak można się tam zgubić i to właśnie podoba się początkującym eksploratorom.

Wiem, że w swojej karierze eksploratora odwiedziłeś Czarnobyl. Czy wśród twoich kolegów po fachu to duży wyczyn? Wyprawa do zony nadal jest wyzwaniem?


- Od kiedy na polskim rynku dostępne są wycieczki zaczynając od jednodniowych po nawet pięciodniowe, każdy może dobrać coś dla siebie i pojechanie do strefy czarnobylskiej jest teraz proste jak pojechanie na wycieczkę do Egiptu, czy gdziekolwiek indziej. W strefie znajdują się sklepy, hotele i to, co potrzebne jest turystom. Pojechanie do strefy nie jest więc żadnym wyczynem ani czymś niezwykłym.

Nie jest tam już niebezpiecznie? Powiedz jeszcze, jak odbywa się zwiedzanie: na własną rękę czy pod okiem przewodników?

- Jeżeli chodzi się z przewodnikiem, to nie jest niebezpiecznie. Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to przemieszczanie się po budynkach opuszczonych prawie od 30 lat. Ściany się wyginają, strop i podłoga pęka. Pod tym względem jest niebezpiecznie. Lekkomyślność nie jest wskazana, zwłaszcza przy wchodzeniu na obiekty typu radar pozahoryzontalny Duga-3. Promieniowanie nie jest już tak wysokie jak dawniej, trzeba się postarać, żeby znaleźć niebezpieczne miejsce pod względem promieniowania. Zwiedzanie odbywa się pod okiem przewodników, ale nie ma problemu z odłączeniem się od grupy na czas krótszy lub dłuższy, warto tylko powiedzieć przewodnikowi gdzie się będzie, żeby w razie czego wiedział, gdzie nas szukać.

Ale nie wierzę, że błądząc po strefie nie było dreszczyku emocji...

- Dreszczyk emocji oczywiście był. Może nie tak duży jak u osób, które nigdy nie zajmowały się urbexem, ale zawsze jest to co innego niż wycieczka gdziekolwiek indziej. Sam fakt odwiedzenia miasta dotkniętego ewakuacją i opadem promieniotwórczym, świadomość tego co tam się wydarzyło już podwyższają tętno.

Gdybym o urbex spytał pierwszego napotkanego przechodnia, na pewno zrobiłby wielkie oczy ze zdziwienia. Zdarza wam się, że wasze hobby pojmowane jest opacznie? Na zasadzie - włazi przez okno, to na pewno złodziej!

- Oczywiście. Nie zdarza się to często, jednak czasami chwilę po nas wchodzi do budynku ktoś z sąsiedztwa i pyta co my tu robimy. Opowiadamy o naszym hobby i zawsze kończy się to dobrze. Nie raz zdarzyło się, że osoba ta opowiedziała nam ciekawostki na temat tego miejsca, albo pokazała coś ciekawego w okolicy.

Macie w swoich planach listę miejsc do odwiedzenia w najbliższej przyszłości?

- Zawsze jest na tej liście strefa czarnobylska. Zostało tam jeszcze pełno miejsc do odwiedzenia. Poza tym mamy trochę miejsc w planach w okolicy i dalej, jednak najczęściej zwiedzamy bez konkretnego planu. Jedziemy gdzieś w okolice i jeżeli nadarzy się okazja i ciekawe miejsce, to kamera, latarka i ekwipunek jest w bagażniku.

Polska zmienia się nawet nie z roku na rok, ale z miesiąca na miesiąc. Nie obawiacie się, że niebawem z urbeksowej mapy zniknie wiele ciekawych lokacji i nie będzie czego eksplorować?

- Doświadczamy tego na bieżąco. Ostatnio byliśmy we wspomnianej wcześniej cegielni, żeby zobaczyć co się zmieniło i okazało się, że całkiem sporo. Nie ma już komina, nie ma starych pojazdów gąsienicowych porzuconych w różnych miejscach. Zniknęło wiele metalowych przedmiotów, jak wagoniki do wożenia urobku. Bywało i tak, że jechaliśmy do miejsca, które już nie istniało lub z tego, co widzieliśmy na zdjęciach zostało niewiele.

Czyli paradoksalnie - im kraj bogatszy i rozwinięty - tym gorzej dla was...

- Tak. Jednak nie tylko postęp jest tym, co utrudnia eksploracje. Złomiarze niszczą podpory budynków, zabierają elementy wyposażenia i inne rzeczy mówiące wiele o historii miejsca.

To czego wam życzyć, żeby eksplorowało się łatwiej?

- Ciekawych miejsc do eksploracji i bezpiecznych powrotów. Więcej nie trzeba.

Rozmawiał Rafał Walerowski

Zdjęcia do materiału pochodzą z archiwum Urbex Lublin. Dziękujemy!

Nie tylko fani Urbexu eksplorują tajemnicze miejsca. Mistrz survivalu Ed Stafford powraca, by odkryć sekrety najbardziej odosobnionych miejsc na Ziemi. Premiera 28 września na Discovery Channel.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje