Reklama

Trzy Sztuki w Antarktyce: wyprawa artystów do lodowego piekła

Uczestnicy wyprawy Trzy Sztuki w Antarktyce /materiały prasowe

12 lutego 2017 roku rozpoczął się pierwszy w historii artystyczny rejs polskich twórców do Antarktyki - Trzy Sztuki w Antarktyce. To bezprecedensowe przedsięwzięcie w polskiej kulturze, sztuce i świecie mediów.

Antarktyka to według Wikipedii "część świata znajdująca się na półkuli południowej, która obejmuje Antarktydę oraz otaczający ją Ocean Południowy i położone na nim wyspy."

Reklama

Uczestnicy wyprawy, między innymi muzyk Adam Nowak, dziennikarz Paweł Drozd oraz fotograf i pomysłodawca wyprawy Bartosz Stróżyński, postawili przed sobą kilka bardzo ambitnych celów artystycznych. Filarami projektu były film, muzyka i fotografia. W trakcie wyprawy zrealizowano pierwszy w historii koncert polskiego artysty w Antarktyce, powstał film dokumentalny oraz wystawa fotografii.

Oto fragmenty książki "Trzy sztuki w Antarktyce" Bartosza Stróżyńskiego

(9 miesięcy do wyprawy)

Najważniejszym zadaniem podczas wyprawy do Antarktyki było zrealizowanie koncertu Adama Nowaka. Najważniejszym nie dlatego, że istniała jakaś gradacja, a dlatego, że ostateczny efekt tego zadania, jako jedynego z czterech celów, do których zdołaliśmy się przygotować, miał być transmitowany w Trójce prosto z Antarktyki.

Nie było zatem miejsca na błędy i problemy sprzętowe. Wszystko musiało być przećwiczone, przetestowane i dopięte na ostatni guzik. W Antarktyce nie ma sklepów, więc najmniejszy problem techniczny, nieprzewidziany podczas przygotowań, mógł nas sporo kosztować. Chcieliśmy zrobić próbę dźwięku w warunkach zimowych, aby poczuć, jak najprostsze czynności zmieniają się w problem, gdy wokół zimno, mokro i nieprzyjemnie.

W ogrodzie rozstawiliśmy krzesełko, statywy mikrofonowe, obwiesiliśmy Adama nadajnikami i odbiornikami bezprzewodowymi, a on wziął gitarę, usiadł i zagrał.

W gruncie rzeczy warunki były podobne do tych w Antarktyce. Świeciło słońce. Zamiast krzyków pingwinów i sapania fok — wiosenny śpiew polskich ptaków i dochodzące z pobliskiej drogi dudnienie samochodów. Szumu wody i świstu wiatru dostarczyły przepływająca tuż obok mała rzeczka i okoliczne drzewa. Tylko temperatura była zbyt wysoka. Szkoda, bo próba na mrozie byłaby dla Adama świetnym przetarciem przed wyjazdem.

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje