Reklama

Tomasz Hajto. Ostatnie rozdanie: "Siedziałem na krawężniku i płakałem"

"Mam ogromne wyrzuty sumienia i nigdy się ich nie pozbędę" - mówi o tragicznym wypadku ze swoim udziałem Tomasz Hajto /MICHAL KOSC/REPORTER /East News

Moj pierwszy mecz u Engela to spotkanie z Francją w Paryżu na początku 2001 roku. Wszedłem w drugiej połowie za Michała Żewłakowa. Rzut wolny, dobitka, piłka otarła mi się o nogę i tuż przed końcem Zidane zdobył zwycięskiego gola dla mistrzów Europy. Przegraliśmy 0:1.

Reklama

Przed meczem wchodzę do szatni, a tam na stole leżą witaminy: Vitasport, B12, coś w tym stylu, już w tych nowoczesnych flakonikach, ale tylko 11 sztuk. Podchodzę, biorę jedną ampułkę, a tu podlatuje lekarz Stasiu Machowski i się wydziera: "Nie, nie, nie! Zostaw, to tylko dla pierwszego zespołu, mamy tego mało!". 

Mówię: "Panie, u nas, w Niemczech, w średnim zespole Bundesligi leży tego w szatni od groma i każdy sobie bierze, ile potrzebuje, nawet do domu. A wy tu jakąś tajemnicę robicie". Pie***łem tą witaminą o ścianę, podszedłem do swojej torby i wyciągnąłem całą zgrzewkę. Mówię: "Bierzcie, wszyscy grają, a nie tylko pierwsza jedenastka". Popatrzył na mnie spode łba i poszedł pogadać z Engelem.

***
Dlaczego nie ma u nas burzy mózgów, prawdziwej debaty na temat tego, jak wyjść z dołka, w którym znalazła się polska piłka, zwłaszcza klubowa, jak doszlusować do reszty. Wszyscy muszą krakać tak samo. Niemcy bez przerwy kombinują, rozmawiają, próbują nowych rozwiązań, zarządzający tamtejszym futbolem radzą się rożnych stron, wsłuchują w opinie ekspertów. 

W trakcie pandemii związek ligowy błyskawicznie zorganizował szkolenia dla trenerów, na których wyjaśniano, jak podtrzymać formę zawodników w tym trudnym okresie. To nie przypadek, że w najlepszej czwórce Ligi Mistrzów znalazły się dwa niemieckie zespoły i aż trzech niemieckich trenerów.

Ale takich rzeczy w Polsce mówić nie wolno, bo od razu stajesz się wrogiem całego środowiska. Kiedy nadeptujesz komuś na odcisk, musisz liczyć się z huraganową reakcją. A że działacze, piłkarze, trenerzy, dziennikarze i wyznawcy w mediach społecznościowych tworzą system naczyń połączonych, to wystarczy kilka telefonów i nagonka zorganizowana jest w pięć minut. 

Glanują cię, dyskredytują, wyciągają ci najgorsze momenty z życiorysu, dokładają i przeinaczają fakty. Tak wyglądają kulisy polskiej piłki - wiem, bo odczułem to na własnej skórze.

materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje