Reklama

Tede: Nie mam zamiaru więcej umierać

Bezsprzecznie ikona i legenda polskiego rapu, z branżą związany od 20 lat. Przez całą swoją karierę starał się iść pod prąd, przez co narażał się na krytykę ze strony słuchaczy, jak i samych twórców tej muzyki. Tede w szczerej rozmowie z Interią opowiada m.in. o chęci rzucenia rapu i wydarzeniach, które sprawiły, że dziś jest szczęśliwym człowiekiem.


Jesteś szczęśliwy?

Reklama

Tede: - Bardzo.

Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?

- Szczęścia nie można w ten sposób wartościować i porównywać. Kiedyś byłem szczęśliwy, ale z innych powodów. Natomiast jeśli mówimy o całokształcie, to owszem - jestem w szczęśliwym momencie swojego życia. Ono jest fajne.

Dlaczego?

- Bo wszystko świetnie się układa. Na dobrą sprawę mógłbym przyjąć tę obecną sytuację za constans. Dla mnie nie musi być już jakoś specjalnie lepiej. Może zostać tak, jak jest.

Masz na myśli sprawy biznesowe, artystyczne, prywatne?

- Wszystkie, które wymieniłeś. Na każdym polu jest znakomicie. Odżyłem.

W kawałku Weny pt. "Spróbuj" rymujesz: "(...) I mówili, że umarłem, a wróciłem jeszcze młodszy". Można o tobie powiedzieć|: umarł król, niech żyje król.

- Owszem, ale powiedzmy sobie szczerze, że to są tylko frazesy, które gdzieś tam się wpisują w stylistykę. Natomiast faktem jest, że przez te wszystkie lata wielu już mnie uśmiercało i spisywało na straty. Można zatem powiedzieć, że po ostatnim fatalnym dla mnie okresie odrodziłem się na nowo. Nie mam zamiaru już więcej umierać.

Dużo nauczyłeś się w tym nieciekawym dla siebie okresie?

- Na pewno tak. Tracąc wszystko, a później to odzyskując, można się wiele nauczyć, wiele zrozumieć, wiele docenić. A przede wszystkim docenić siebie, bo przecież koniec końców z niczego kolejny raz należy zrobić coś. To wcale nie jest takie proste. Ja tego dokonałem.

To jest taki moment w twoim życiu, że już nic nikomu nie musisz udowadniać?

- Całe życie muszę to robić. To mnie napędza. A może jest tak, że to ludzie, którzy we mnie wątpią, napędzają mnie. Kiedyś Miuosh powiedział, że gdyby musiał wybierać, to wolałby być Eldo niż mną, bo ja cały czas muszę coś ludziom udowadniać i się wykazywać.

Ludzie, którzy cię najczęściej dyskredytują, to nastolatkowie, twoi antyfani. Czy prawie czterdziestoletni facet musi tak naprawdę im cokolwiek udowadniać?

- Nie w tym rzecz. Chodzi bardziej o to, że hejtujący dziś 14-latek za dwa lata będzie moim fanem. Przychodzi taki moment, kiedy moje słowa nabierają znaczenia i sprawdzają się w praktyce. Nie muszę dziś wchodzić w polemikę z tym 14-latkiem, bo doskonale wiem, że jego optyka za kilka lat się zmieni i on wtedy zrozumie, że to ja miałem rację. Tak, jak zrozumieli to moi koledzy z branży, którzy kiedyś wylewali na mnie kubły pomyj i twierdzili, że się sprzedaję, a dziś to oni sprzedają się na jeszcze większą skalę i robią to z jeszcze większym zaangażowaniem.

Z jednej strony nie byłeś akceptowany przez sporą część środowiska, ale z drugiej to właśnie ciebie zapraszali do wspólnych kawałków najważniejsi gracze polskiej sceny hip-hopowej. Przecież pojawiłeś się w gościnnym numerze u Sokoła i Pono, u Pezeta itd. Więc ja tu czegoś nie rozumiem - środowisko cię krytykowało, ale mimo wszystko raperzy nagrywali z tobą.

- Bo rap to polityka. Zobacz, ile wyświetleń ma "Uderz w puchara" ze mną, a ile beze mnie. Ten kawałek z moim udziałem ma prawie dwa razy większą liczbę odtworzeń w porównaniu do wersji tylko z Sokołem i Pono.

Polityka? Przecież od 20 lat polscy raperzy nagrywają płyty o tym, że to środowisko różni się od innych przede wszystkim tym, że jest prawdziwe, szczere...

- Przychodzi taki moment, kiedy trzeba zrobić rachunek, co bardziej się opłaca. Wtedy nie ma przebacz. Pozbawiłem cię złudzeń? Sorry...

Obiecałem sobie, że nie będę pytał o Peję, ale skoro mówisz, że rap to polityka, to zapytam: czy dziś nagrałbyś z Peją wspólny kawałek?

- Nie. Moja ocena rapu Rycha nie zmieniła się. U niego występuje tendencja spadkowa, więc im więcej czasu mija, tym większa przepaść między nami. Dlatego nasz wspólny kawałek nigdy nie powstanie. Jest już na to za późno.

Można jakoś logicznie wytłumaczyć to, że u ciebie - mówiąc kolokwialnie - nagle wszystko zaczęło "żreć"? Zbyt wcześnie nagrywałeś płyty, na które wówczas publiczność nie była gotowa?

- To po pierwsze. A po drugie, zmienili się fani. Ci, którzy mnie nie słuchali, przewartościowali swoje życie, nie ulegają już jakiejś presji, mają swobodę decydowania, więc wybierają sobie kawałki, które im się podobają nie patrząc czy to modne, czy im przystoi itp. Oni ponad 10 lat temu, żyjąc na garnuszku rodziców, mówili, że jestem sprzedajną ku**ą. Sęk w tym, że wreszcie dorośli, mają kredyty do spłacenia, więc dziś nie powiedzą o sobie, że się kur**ą w korporacjach i są ulegli swoim szefom, bo zdają sobie sprawę, że trzeba zarabiać pieniądze.

- Ponadto pojawiło się także zupełne nowe pokolenie odbiorców, których nie interesują dawne antagonizmy w polskim rapie, mają to głęboko gdzieś, więc ze świeżymi i czystymi umysłami słuchają moich płyt, bo najzwyczajniej w świecie podoba im się ta muzyka. Kolejnym ważnym argumentem jest to, że intuicyjnie udało mi się wpasować w pewną koniunkturę - mam na myśli sposób i formę dotarcia do ludzi. Ale to, o czym teraz mówię, to tylko niektóre elementy jakie sprawiły, że ludzie zaczęli kupować moje płyty i przychodzić na koncerty.

Skoro już pojawił się wątek fanów, chciałem cię zapytać o odbiorców twojej muzyki. Są to osoby bardzo młode. Nie jest to żaden zarzut z mojej strony. Chcę się raczej dowiedzieć czy kiedykolwiek zrobiłeś coś, by trafić do starszej publiki? Miałeś w ogóle taką potrzebę?

- Kiedy nagrywałem płyty "Notes 2" czy "Fuck Tede", to myślałem, że moimi odbiorcami są starsi ludzie, ale okazało się, że oni mieli wtedy na mnie wy***e, nie słuchali mnie. Ci sami ludzie powiedzą ci dziś, że to nieprawda, że tamte kawałki są zajebiste. Zawsze znajdzie się coś, co będzie wzbudzało zastrzeżenia wobec mnie. Kiedy nagrałem kawałek pt. "Air Max Classic", to wszyscy jechali po mnie, że nagrywam piosenki o butach, że mój rap jest o niczym. Kilka lat później ci sami kolesie zakładają firmy, szyją ubrania i sprzedają buty po tysiąc złotych. I całkiem "przypadkiem" trafi im się wers o butach jakiejś konkretnej marki.

- Wracamy do tego, o czym mówiłem wcześniej - fani się zmieniają. Oni już nie pamiętają tego, co było kilkanaście lat temu, więc nawet nie mają czego przebaczać swoim idolom. Żeby nie zwariować, to trzeba przejść obok tego obojętnie i dalej robić swoje.

Pytam o wiek fanów, bo zauważyłem pewne zjawisko, które polega na tym, że wielu polskich raperów zamieszcza w Internecie statystyki ze swoich kanałów na Facebooku czy YouTube. Poniekąd trwa licytacja, kto ma więcej fanów w starszym wieku. To naprawdę takie ważne?

- Dla mnie nie ma znaczenia. Lubię, jak moje statystyki wyświetlają się na zielono, a wiek odbiorców mnie nie interesuje. Wczoraj do mojego studia taksówką jechali moi kumple. Kiedy kierowca usłyszał, że jadą do mnie, powiedział, że kawałek "Forever ja" bardzo mu się podoba i słucha go na okrągło. Taksówkarz, facet grubo po czterdziestce. Więc dyskusja o tym, kto jakich ma fanów nie ma większego sensu.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że tylko w Polsce tak dużo mówi się o tzw. przekazie w rapie - o tym, kto go ma, kto nie ma, a w Stanach nikt się tym nie przejmuje.

- Bo w USA nie ma gloryfikowania przekazu. Raperzy w Polsce o zatwardziałych głowach, do których nie docierają nowoczesne brzmienia, którzy krytykują m.in. moją muzykę, twierdzą, że złota era hip-hopu przypada na lata dziewięćdziesiąte, bo wtedy w rapie był przekaz. Jako przykład wrzucają na Facebooka kawałek Das EFX - Real Hip Hop, czyli flagową, rapową piosenkę z lat dziewięćdziesiątych. Więc ja dla nich mam radę i prośbę zarazem: wejdźcie na jedną ze stron, gdzie na język polski są tłumaczone teksty piosenek, poszukajcie Das EFX - Real Hip Hop i pokażcie mi palcem, w którym wersie znajduje się ten przywołany przez was przekaz? Przecież to niczym nie różni się od tego, co jest grane dzisiaj!

- Oczywiście są artyści w Stanach, którzy nagrywają kawałki o głębokim przekazie, poruszając chociażby problemy społeczne, ale nikt mi nie powie, że tam kładzie się jakiś specjalny nacisk na przekaz i że to wartościuje tę muzykę. W swoim życiu przesłuchałem mnóstwo płyt polskich raperów z tzw. "przekazem". Wszystko polega na tym, że od pierwszego do ostatniego kawałka nawija się "mam przekaz i mam zasady". Przy czym nigdzie nie pada, jaki to przekaz i jakie zasady. Dowiadujemy się tylko, że one są...

- Myślisz, że jeśli jakiś raper wrzuca w swoje zwrotki sentencje łacińskie, to ubrany w dres i stojący w bramie jego słuchacz, zacznie się uczyć łaciny? Gwarantuję ci, że on nawet nie sprowadzi, co to znaczy, ale będzie się jarał i wmawiał wszystkim, że słucha rapu z przekazem. Identycznie jest z "rapem dla inteligentnych". Można czasami usłyszeć, że ten i ten robią rap dla inteligentnych słuchaczy. Ciągle powtarzane są te same idiotyzmy, bo jak można zmierzyć czy muzyka danego artysty trafia tylko do człowieka inteligentnego? Mojej muzyki słuchają inteligentni, jak i matoły. Można jedynie mieć nadzieję, że matoły kiedyś zmądrzeją, a ci inteligentni  jeszcze lepiej będą interpretować teksty.

Zadam pytanie, które zadaję wszystkim raperom, z którymi rozmawiam... Dlaczego Jędker i jego zespół Monopol został wykluczony przez środowisko, a o Popku i Gangu Albanii nikt nie chce mówić? Przecież w obu przypadkach mamy do czynienia ze znikomej jakości "tworami muzycznymi" wymyślonymi na potrzebę chwili, w konkretnym celu - szybkiego zarobienia pieniędzy na odbiorcach niekoniecznie związanych z hip-hopem.

- Bo wszyscy boją się Popka.

Mówisz poważnie?

- Oczywiście. Poznałem go kiedyś, nic nie mam do gościa. Tak naprawdę to Popek ciągnie cały ten Gang Albanii, bo do reszty zespołu swojego zdania nie zmieniłem. Jedno jest pewne - biznes mają wymarzony. Ile to jeszcze będzie funkcjonowało - nie wiem, ale finalnie to i tak Popek wyjdzie na tym najlepiej, bo jest artystą.

Popek artystą? A Jędker nie był artystą?

- Jędker?! Daj spokój. Popek jest charakterystyczny, przykuwa uwagę, ma pomysł na siebie. Można powiedzieć, że jest szaleńcem, ale to dlatego, że jest prawdziwy. A wracając do twojego poprzedniego pytania - dziewięćdziesiąt procent raperów w tym kraju powie ci na osobności, że Gang Albanii to dno, ale nikt nie powie tego głośno, bo się boją. To wspomniane przeze mnie układy i koneksje, do których ja na szczęście nie należę i należeć nie muszę, sprawiają, że wszyscy klepią się po plecach, a tak naprawdę myślą zupełnie co innego. Ja Popka akceptuję, zaś o Gangu Albanii nie powiem, żeby to było jakieś wybitne dzieło.

A to, że nikt głośno Popka i Gangu Albanii nie dyskredytuje, to jeszcze polityka czy już hipokryzja?

- Nikt na siłę nie będzie oceniał Popka, bo to zwiastowałoby konflikt, a konflikt z Popkiem po prostu się nie opłaca. Rap to jedna, wielka polityka, gdzie liczy się dobrze dobrana taktyka. Ja mam ten komfort, że nie utrzymuję relacji towarzyskich z kolegami z branży, więc mogę pozwolić sobie na ocenianie innych, bez narażania właśnie tych relacji.

Robiłeś sobie kiedykolwiek taki ogólny artystyczno-biznesowo-prywatny bilans zysków i strat? A jeśli tak, to czy osiągnąłeś to, co sobie zakładałeś?

 - Wyszło mi, że straciłem 90 procent tego co miałem. W pewnym momencie byłem zdecydowany nagrywać rap tylko i wyłącznie hobbistycznie, żeby móc zająć się czymś innym, co pozwoliłoby mi zarabiać pieniądze i po prostu żyć. Bywały różne historie mniej lub bardziej osobiste, miałem mnóstwo czasu na przemyślenia, bo kiedy nie wychodzi się z domu przez miesiąc, to naprawdę można poukładać sobie w głowie wiele rzeczy. Wszystko zmieniło się od wydania płyty Elliminati. Ludzie znowu zaczęli mnie słuchać. Zrezygnowałem z pracy w telewizji, przestałem pokazywać się w mediach, skoncentrowałem się tylko na rapie.

Dotknął cię kryzys wieku średniego?

- Tak. Kupiłem wczoraj czerwone porsche. Rower. A tak serio, to czasami wydaje mi się, że ten kryzys wieku średniego mnie dotyka, ale potem uświadamiam sobie, że to się dzieje od momentu, kiedy stałem się pełnoletni. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł się jakoś totalnie zestarzeć. Dla wielu mam styl gimba, ale mam wyj***ne - czy to się komuś podoba, czy nie, bo to mój naturalny styl. Nigdy nie uważałem się za artystę, ale obracam się w tym środowisku, a ono ma swoje prawidła i widełki, w których można sobie odlatywać, więc korzystam z tego.

Nigdy nie przestaniesz być Piotrusiem Panem?

- Nie sądzę. Nie byłbym wtedy sobą. Poza tym nie widzę powodu, dla którego musiałbym aż tak radykalnie zmieniać swoje życie.

W jednym ze swoich kawałków z najnowszej płyty nawijasz: "Głupoty poszły w odstawkę". Co to za głupoty?

- Poważny melanż. Był taki moment, w którym naprawdę na niczym mi nie zależało. Nie myślałem o tym, co będzie jutro. Ludzie, żeby nie myśleć o przykrych rzeczach, idą w alkohol, narkotyki, imprezy itp. Tak też było i ze mną.

"Nie mieć tu marzeń, to jak nie mieć nic" - to twoje słowa. Powiedz proszę na koniec, jakie marzenia ma dziś Tede?

- Nie o wszystkich mogę mówić. Mam wiele marzeń niematerialnych lecz wymiernych, o których nie ma co dyskutować, bo je trzeba przede wszystkim realizować. Natomiast chciałbym utrzymać stan rzeczy, jaki jest, lub podnosić ten poziom. I tego stanu szczerze wam wszystkim życzę.

Rozmawiał Łukasz Piątek

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje