Reklama

Taaaaką rybę złapałem! Jak złowić ogromną sztukę

Polscy wędkarze coraz częściej łowią drapieżniki na przynęty własnej roboty - To żmudna robota, która wyrasta z wielkiej pasji. Powstają małe dzieła sztuki, przynęty z duszą - mówi Remigiusz Kopiej, wędkarz.

- Jakie ryby można złowić na przynęty własnej roboty?

Reklama

Remigiusz Kopiej: - Bardzo wiele gatunków, m.in. szczupaki, sandacze, pstrągi potokowe, lipienie, a nawet łososie i trocie.

 - Kiedyś sklepy wędkarskie świeciły pustkami, dziś można w nich kupić wszystko, a mimo to polscy wędkarze coraz chętniej łowią ryby za pomocą ręcznie robionych przynęt. Dlaczego?

- Przynęty wędkarskie robione ręcznie to rzeczy unikalne. Dzięki temu - zdaniem wielu pasjonatów - są bardziej skuteczne od tych produkowanych masowo. Źródłem ich fenomenu jest doświadczenie producenta - najczęściej doskonałego spinningisty i rzemieślnika. Poza tym przynęty rękodzielnicze dają ogromną satysfakcję ich producentom i użytkownikom. Dostarczają zupełnie innych emocji podczas łowienia, w przeciwieństwie do tych masowo produkowanych.

- Najwięcej produkuje się woblerów, czyli wykonanych z drewna imitacji małych rybek odpowiednio pomalowanych i uzbrojonych. Czy każdy wędkarz może sobie sam zrobić taką przynętę?

- Nie, bo to zadanie trudniejsze, niż się wydaje. Tylko wprawni rękodzielnicy, którzy łączą pasję do majsterkowania z łowieniem, mają wiedzę i umiejętności jak je wykorzystać. Potrzebna jest smykałka i warsztat - narzędzia, farby, lakiery itd. Końcowy efekt profesjonalistów nie jest bowiem dziełem przypadku w postaci chałupniczo robionych wabików. To funkcjonalne dzieła sztuki, przynęty z duszą!

- Dlaczego?

- Efektem pracy rzemieślników są przynęty unikalne. To w stu procentach hand made. W przygotowanie każdej z nich jest włożona cała wiedza gromadzona od pokoleń i maksymalnie dużo starań. Ostatecznie konkretna przynęta odpowiada upodobaniom gatunku ryby, który zamierzamy łowić.

 - Jak wygląda ręczna produkcja woblerów?

- To temat rzeka. Zainteresowanych odsyłam do specjalistycznych publikacji w internecie i prasie wędkarskiej.

- A skąd u pana pomysł, żeby zająć się wędkarskim hand made?

- Pisałem pracę magisterską o formowaniu się grup społecznych w internecie. Okazało się, że była w Polsce grupa wędkarzy, wręcz "chorych na przynęty". Kilku z nich znałem osobiście, m.in. Sławka Szuszkiewicza, Leszka Dylewskiego, Piotrka Kardasa, Roberta Drozdka... Moim celem było zrzeszenie tych wariatów, tych prawdziwych fascynatów wędkarstwa.

- Ale trzeba dodać, że sam łowi pan od lat...

- Od dziecka. Nasza pasja utrzymywała się w podróżach po Polsce, wspólnych wyjazdach, spędzaniu czasu pod namiotami w dzikim lesie.

- Tak jak wy łowi statystyczny polski wędkarz?

- To się wszystko zmienia. Gdy 8 lat temu po raz pierwszy zrobiliśmy badania na temat polskiego wędkarza, okazało się, że dominuje taki obraz - to mężczyzna, który ma 2-3 wędki w szafie. Są one produkcji czeskiej lub radzieckiej, a łowi po to, aby mieć czas na wypicie z kolegami browaru i pozyskać rybę do zjedzenia. W wędkarstwie nastąpiły jednak spore zmiany. Dostęp m.in. do internetu spowodował, że młodzi rozwinęli się. Dla nich sensem jest robieniem zdjęć złowionym okazom, a ryby zazwyczaj wypuszczają z powrotem do wody. Z grupą znajomych założyliśmy stronę internetową. Corona Fishing Klub Pasjonatów Wędkarstwa - tak to się kiedyś nazywało.

- Jak pan dotarł do tych rękodzielników?

 - Znałem ich od wielu lat znad wody, z łowienia. Ich przynęty doceniali jedynie koledzy, nie był w większości szerzej znane. Powolutku zaczęliśmy pokazywać te produkty i okazało się, że ludzie łowili nimi więcej ryb. Nagle ludzie zaczęli to doceniać. Zaczęliśmy przyciągać ludzi do przynęt jako Klub Pasjonatów Wędkarstwa. Ludzie za nami zaczęli produkować sami przynęty. Wychowaliśmy pokolenie ludzi, którzy uczyli się od naszych mistrzów.

- Uczniowie przerośli mistrzów?

- Tak się nie da. Najwyższej kategorii mistrzów rękodzielnictwa w kraju jest kilku.

- O kim mowa?

- Dla mnie wirtuozem jest Sławek Szuszkiewicz ze Zgorzelca. To kosmonauta, jeśli chodzi o produkcję przynęt. Robi rzeczy, których nie potrafi żaden inny znany mi producent w Polsce. To fantastyczny rękodzielnik, świetny człowiek. Kolejnym wirtuozem jest Marek Jaryczewski spod Torunia. Jego przynęty trafiły nawet do Ameryki, gdzie występowały w pokazach przynęt. Wymienię jeszcze Leszka Dylewskiego. To najbardziej znany wędkarski rękodzielnik w Polsce. Jest z Czarnego - to wielkie zagłębie produkcji woblerów. O rękodzielnikach mówimy, że to ostatni Mohikanie prawdziwego wędkarstwa. Jest ich w Polsce w tej chwili ok. 30. Druga 30 jest totalnie anonimowa. Możliwe, że wśród tej grupy są jeszcze więksi fachowcy.

- Czy zagraniczni wędkarze łowią na polskie przynęty?

- Znam kilku Niemców, Norwegów, Amerykanów, Szwedów, którzy stosują nasze przynęty, bo wiedzą, że są dobre. W każdym kraju jest trochę inaczej. Finowie są bardzo mocni w rękodziele. Robią mnóstwo przynęt. Tam nie ma praktycznie sklepów z przynętami - jest rękodzielnictwo.

- A inni nasi sąsiedzi?

- Niemiec nie robi przynęt w ogóle, za to Rosjan robi, ale ogranicza go technologia. Mają najfajniejsze pomysły, ale są ograniczeni technologicznie. Są za to mistrzami łowienia pod lodem. Jest cos takiego jak mormyszka - zrobili tego dziesiątki wzorów i koncepcji. Amerykanie do dzisiaj nie wiedzą co to jest, a Rosjanie łowią tym od 100 lat. Słowacja i Czechy to ubogi region, jeśli chodzi o produkcję przynęt.

- Poziom wędkarstwa w Polsce podnosi się, a złowione ryby coraz częściej wracają do wody. Ludzie stają się koneserami przynęt i sprzętu, a co na to wszystko ryby?

- Jest ich niestety coraz mniej. Ilość ryb łowionych i dostępnych w polskich wodach spada w zastraszającym tempie. Powodów jest kilka, m.in. kłusownictwo i zła polityka Polskiego Związku Wędkarskiego. Dochodzi do tego degradacja środowiska - melioracje, stawianie elektrowni wodnych gdzie popadnie. Weźmy Kwisę, moją ukochaną rzekę, gdzie zacząłem łowić pstrągi. W 90. latach w każdej dziurze w rzece stał pstrąg 50 cm. Teraz przez kilka dni złowiłem dwa znacznie mniejsze. Szkoda gadać. Jest jednak jeden pozytyw - może dlatego, że nie ma ryb, polskie wędkarstwo stoi na światowym poziomie, a polski, wędkarski hand made ma się całkiem dobrze.


Remigiusz Kopiej jest wędkarzem i założycielem strony internetowej Corona Fishing. Miejsce to od 2008 roku skupia kilkudziesięciu uznanych w kraju i za granicą, polskich wędkarzy - rzemieślników. http://www.corona-fishing.pl. Skończył socjologię na Uniwersytecie Zielonogórskim, mieszka w Warszawie.

Rozmawiał: Tomasz Barański

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ryba | wędkarz | męskie tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje